Reklama
Rozwiń
Reklama

Halloween jak narkotyk

Rozmowa z ks. Leszkiem Woronieckim, dyrektorem pallotyńskiego hospicjum w Szczecinie

Publikacja: 31.10.2007 01:24

Halloween jak narkotyk

Foto: Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski KS Krzysztof Skłodowski

Chrześcijanie wierzą w życie po życiu, a jednak, gdy ktoś umiera, zamiast radować się, że już jest w innym życiu, rozpaczają, czasem przez długie lata. Czy to mała wiara?

Ks. Leszek Woroniecki:

Wiara jest naszą relacją z Jezusem. Jeśli Bóg jest dla nas ważny, to śmierć rzeczywiście staje się momentem spotkania z nim. Dzieje się podobnie jak w naszych ludzkich sytuacjach: z trudnością spotykamy się z ludźmi, których nie lubimy. Czekamy natomiast na spotkania z osobami, które kochamy. To jest prosta, ale głęboka paralela między przejściem stąd – tam.

Ale naszych bliskich też nie chcemy stąd puścić.

To nie do uniknięcia. W nasze ludzkie relacje zaangażowane są emocje, uczucia, miłość. Kiedy odchodzi ktoś, kogo kochamy, powstaje ogromna pustka, ból, poczucie straty. Tego nie zmieni żadne filozofowanie. Jezus też płakał nad grobem swojego przyjaciela Łazarza. Czas pozwala zaleczyć ból, ale pustka zostaje. To jest cena, którą płacimy za przyjaźń, miłość, głęboką relację z drugą osobą.

Reklama
Reklama

Są jednak wspólnoty, zakony, w których, gdy ktoś umiera, nie ma rozpaczy, ale radość.

Istotnie. W niedzielę w naszym hospicjum zmarł jeden z pallotynów. Wieczorem, ubrani w białe, a nie fioletowe szaty liturgiczne, odprawialiśmy eucharystię jako dziękczynienie za jego życie. Dzisiaj w liturgii zwraca się uwagę, by w śmierci bliskich bardziej doszukiwać się elementów nadziei, radosnego spotkania tego człowieka z Bogiem, a nie tylko smutku. Myślę, że kazania powinny mocniej podkreślać dwa wymiary odczuwania śmierci bliskich: nieuniknionego uczucia straty oraz nadziei na jego spotkanie z Bogiem.

1 listopada poprzedza wywodzące się z pogaństwa święto Halloween, które ze śmierci kpi, bawi się nią, ironizuje. Może to jest właściwe podejście? Może tego brakuje chrześcijanom?

Być może komuś może to pomóc, ale ja na co dzień obserwuję osoby w fazie umierania. I wiem, że jest to zbyt ważny moment, choćby z tego powodu, że w sensie filozoficznym dopełniają się w nas wszystkie akty poznawcze, żeby go bagatelizować, zamieniać w zabawę. Myślę, że taka zabawa ze śmiercią to rodzaj ucieczki, która nie wzywala, ale jest rodzajem narkotyku, który przesłania znaczenie śmierci.

Publicystyka
Estera Flieger: Dlaczego Donald Trump boi się Bad Bunny'ego? Bo rap z Portoryko roztapia ICE
Publicystyka
Roman Kuźniar: Ekosfera Epsteina wobec wojny Rosji z Ukrainą
Publicystyka
Bogusław Chrabota: O czym powinno się rozmawiać na RBN? Nie o Włodzimierzu Czarzastym
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Amerykańskie wycofanie, francuskie ambicje, niemieckie przywództwo
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama