[b]Rz: Po tragedii smoleńskiej wielu polityków mówi, że ten dramat ich odmienił. Niektórzy inaczej się wypowiadają, zachowują. Czy możliwa jest taka radykalna zmiana osobowości?[/b]

[b]Jerzy Trzebiński: [/b]Zmiana osobowości pod wpływem osobistego dramatu jest możliwa, ale nie w tak krótkim czasie. To jest długi proces mający swoje fazy. Z całą pewnością nie można zmienić osobowości w wyniku podjęcia własnej świadomej decyzji. To nie jest tak, że spędzam bezsenną noc po ogromnej tragedii i decyduję, że od teraz jestem już innym człowiekiem. Natomiast czymś innym niż zmiana osobowości jest zmiana pewnych opinii, a zwłaszcza zmiana sposobu ich wyrażania.

[b]Na czym polega różnica?[/b]

Zmiana sposobu ekspresji poglądów i ich treści może być dokonana świadomie, w wyniku przemyśleń. W polityce nie jest niczym wyjątkowym takie zdarzenie, bo warto dostosowywać się do nowej sytuacji, aby przekonać do siebie wyborców. Światopogląd polityka pozostaje niezmieniony, a modyfikacji podlega jedynie sposób wyrażania myśli. Natomiast zmiana osobowości to poważniejsza sprawa, bo prowadzi do odmiennego niż dotychczas widzenia świata i siebie samego.

[wyimek]Zmiana sposobu ekspresji poglądów nie jest w polityce czymś wyjątkowym[/wyimek]

[b]Kiedy taki proces jest możliwy?[/b]

Impulsem może być ciężkie, bolesne, trudne przeżycie mające charakter silnego wstrząsu, na przykład śmierć kogoś bardzo bliskiego, wypadek prowadzący do kalectwa czy chociażby utrata pracy, która była dla kogoś misją życiową. Jeśli coś takiego ma miejsce, wtedy istnieje możliwość poważniejszej zmiany osobowości, ale muszą też zaistnieć dodatkowe okoliczności. I niekoniecznie jest to zmiana na lepsze, cokolwiek to znaczy. Zazwyczaj po okresie bólu, rozpaczy powracamy w stare koleiny. Jak wykazuje wiele badań, ludzie w dłuższym okresie okazują się zdumiewająco odporni na bardzo trudne doświadczenia, w tym sensie, że ich osobowość nie ulega gruntownej zmianie.

[b]Czy Jarosław Kaczyński po stracie najbliższych osób mógł się autentycznie zmienić?[/b]

Mogę jedynie stwierdzić, że osoba znajdująca się w podobnej sytuacji może, ale nie musi, takiej przemiany doświadczyć. To trwa długo, czas liczy się w latach, a nie tygodniach.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Po okresie bólu musi nastąpić poczucie rozpadu dotychczasowej wizji świata, własnej osoby, postaw wobec innych. Towarzyszy temu niepewność, uczucie chaosu, dezorientacji. Potem pojawia się refleksja nad tym, co uległo rozbiciu, a co z reguły nie było poddawane dotąd przemyśleniom. Stajemy się w tym okresie bardziej otwarci na inne światopoglądy. Wtedy może zacząć się proces przewartościowania i budowania nowego ładu. Zmienić się może nasza hierarchia wartości, stosunek do innych ludzi. Możemy na przykład stać się bardziej ufni w ludzką naturę. Ostatnia faza to jakby wcielanie w życie tych zmian, głównie na poziomie mentalnym. Wtedy realnie doświadczamy innych relacji z ludźmi, doświadczamy też siebie w inny sposób. Warto podkreślić, że nie musi to koniecznie oznaczać rezygnacji z dotychczasowych ideałów. Możemy je dalej realizować, ale jakby w innym świecie i z inaczej widzianymi partnerami. Sądzę, że powyższe przemiany są widoczne, gdy dotyczą publicznej osoby.

[b]Ludzie zmieniają się powoli? Nie można zmienić się szybko na skutek przeżytej tragedii?[/b]

Są możliwe inne jeszcze zmiany, które zachodzą częściej i w krótszym czasie. Różnica między poprzednio omawianą zmianą osobowości a zmianami, które teraz omawiamy, jest taka, że do pierwszej dochodzi w wyniku zburzenia dotychczasowego ładu i próby zbudowania nowego. Natomiast te drugie, częstsze, wynikają z potrzeby obrony ładu istniejącego. Po okresie silnych emocji po stracie ludzie odczuwają potrzebę nadania sensu temu, co się stało. Każda ludzka wizja świata, poza szczególnymi przypadkami, zawiera wiarę w świat uporządkowany i sprawiedliwy. Żyjemy w przeświadczeniu, że wszystko ma swoje przyczyny i że otrzymujemy to, na co zasłużyliśmy. Zły los spotykający dobrego człowieka musi spotkać się z zadośćuczynieniem.

[b]Jakiego rodzaju zadośćuczynieniem?[/b]

Dokończeniem złej historii powinno być zwycięstwo dobra. Możemy w tym brać udział, kontynuując misję odchodzącej osoby. Misję tę kontynuujemy ze zdwojoną siłą, bo motywuje nas teraz nie tylko sama jej wartość, ale też przywracanie sprawiedliwości i obrona ładu, w który wraz z innymi wierzymy. Stajemy się teraz bardziej pewni tego, że kroczymy dobrą drogą, bardziej odporni na klęski i krytykę. Jesteśmy też bardziej pewni siebie. Jeśli natomiast chodzi o szukanie wyjaśnienia samego tragicznego zdarzenia, to mamy tendencję, by w sytuacji wielkiej tragedii szukać niezwykłych i wielkich przyczyn jej zaistnienia. Tak jakby coś niezwykłego i ważnego musiało mieć równie ważne i niezwykłe przyczyny. Trudno nam przyjąć tezę o losowym charakterze tych przyczyn, jak splot ludzkich błędów. Stąd m.in. tendencja do tworzenia teorii spiskowych.

[b]Tłumy stojące w wielogodzinnych kolejkach pod Pałacem Prezydenckim zaskoczyły wszystkich. Co się wtedy stało?[/b]

Szokujące zdarzenie, w którym ginie osoba publiczna, dotyka nie tylko najbliższych, ale także otoczenie społeczne, któremu przecież ta osoba była dobrze znana. Był to szok między innymi dlatego, że nagła śmierć tak wielu znanych ludzi, z niezrozumiałych dla nas do końca przyczyn, spowodowała naruszenie nie tylko naszej codzienności, ale też filarów państwa. Pojawia się poczucie niepewności co do trwałości społeczności, a typową reakcją na taką sytuację jest poparcie dla istotnych dla wspólnoty symboli, jej etosu czy też publiczne demonstracje przywiązania do niej. Stąd sztandary i tłumy na ulicach.

[b]Czy to przekłada się na nasze wybory polityczne?[/b]

Tendencja do akcentowania wspólnotowości mogła wpłynąć na wzrost poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości, czyli ugrupowania, które postrzegane jest przez wiele osób jako szczególnie akcentujące rangę wspólnoty i państwa. To wszystko wzbudza określone sympatie polityczne, ale moim zdaniem może to być chwilowe, bo krótkotrwałe są jej psychiczne podstawy. Aby obecna tendencja się utrwaliła, konieczna byłaby realna zmiana w programie i działaniu polityków. Jednak różne grupy wyborców oczekują różnych zmian. Dla jednych będzie to kontynuowanie tego, co było, tylko bardziej bezkompromisowe, ze zdwojoną siłą. Dla innych będzie to zmiana strategii politycznej.

[i]Prof. Jerzy Trzebiński jest dyrektorem Instytutu Psychologii Społecznej, specjalistą w dziedzinie psychologii osobowości i poznawczej psychologii społecznej[/i]