Reklama

Paweł Siennicki: Reakcja rządu jest spóźniona albo fajtłapiarska

Komentator w "Polsce The Times" zastanawia się, kiedy politycy sprawujący władzę zaczynają mieć poważne problemy? Odpowiedź brzmi: zawsze wtedy, gdy tracą słuch społeczny i przestają być wrażliwi na potrzeby ludzi

Publikacja: 31.01.2012 09:21

Paweł Siennicki: Reakcja rządu jest spóźniona albo fajtłapiarska

Foto: W Sieci Opinii

Paweł Siennicki pisze:

Dość obrazowo taki proces opisał mi kiedyś jeden z polskich byłych premierów. Opowiadał po latach, że okres jego rządów wraz z upływem kolejnych miesięcy coraz bardziej przypominał rejs łodzią podwodną, która zanurzała się głębiej. Miał coraz mniej zwyczajnych spotkań, coraz bardziej był wciągany przez machinę władzy, aż z czasem spotykał się niemal wyłącznie ze swoimi współpracownikami, którzy byli jego jedynym pośrednikiem w kontaktach z zewnętrznym światem.

Właśnie jak w długim rejsie łodzią podwodną. 

Autor podkreśla:

Donald Tusk był dotąd w polityce wręcz diabelsko skuteczny, ale udawało mu się to także, a może przede wszystkim dlatego, że jak mało który jego polityczny konkurent zachował zdolność wsłuchiwania się w nastroje społeczne. To sprawiało, że często występował w roli jedynego "dobrego".

Reklama
Reklama

Po wydarzeniach ostatnich tygodni można mieć jednak wrażenie, jakby obecna ekipa postanowiła pozwiedzać głębiny. Awantura o listę leków refundowanych, niezręczności wokół porozumienia ACTA, reakcja na protesty społeczne w tej sprawie, niezrozumiałe zachowanie w sprawie paktu fiskalnego, który wszak jeszcze miesiąc temu był okrzyknięty sukcesem, a Polska miała być jednym z jego głównych architektów - we wszystkich tych sprawach reakcja rządu jest spóźniona albo fajtłapiarska. 

Siennicki kończy:

Mimo zauważalnego już tąpnięcia w notowaniach, rządzącej PO daleko jest pewnie do ogłaszania radykalnej zmiany wychylenia wahadła sympatii Polaków, wieszczenia jakiegoś kryzysu partii władzy. Ale też przez całą pierwszą kadencję rządów Donalda Tuska nigdy nie mieliśmy do czynienia z taką skalą protestów, niezależnie, czy to w sprawie wysokich cen paliwa, czy ACTA (przy czym osobiście mam poważne wątpliwości, czy protestujący rzeczywiście znają konsekwencje tego porozumienia).

Ci, którzy wychodzą na ulicę, to przede wszystkim młodzi ludzie, dotąd uważani za bastion wyborczy Platformy Obywatelskiej, choć trochę podmyty w ciągu ostatniego roku przez Ruch Palikota. Oni na pewno nie rozumieją tego, co robi rząd, i wygląda na to, że Platforma bardzo będzie musiała się namęczyć, aby odzyskać ich sympatię.


Publicystyka
Estera Flieger: Wagary od płynnej nowoczesności
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Małe exposé prezydenta Nawrockiego
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Edukacja zdrowotna bez seksu i bez sensu
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Niemcy w sprawie Grenlandii rozgrywają własne interesy kosztem Polski
Publicystyka
Port Haller, czyli czego Jarosław Kaczyński nie wie o Królewcu, portach i Polsce
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama