Czuję się ogrywany, a w części lekceważony. Ustalamy jakieś koncepcje ze związkiem, to powinno być realizowane. Natomiast rząd zaczyna łagodzić swoje propozycje, bo jednak jakaś elastyczność wejdzie.
Guz mówił z przekonaniem, że reforma emerytalna nie jest do przyjęcia:
Nie jest do przyjęcia z uwagi na to, że ciągle mamy ponad czteromilionowe bezrobocie. Ciągle mamy więcej rąk gotowych do pracy. Nie tworzy się nowych miejsc pracy. (...) Polacy pracują najdłużej z wszystkich krajów, mają najdłuższy czas pracy, najniższe płace, w związku z tym to też nie jest argument. Ciągle mamy bezrobocie, nie jest argumentem to, że będzie brakowało miejsc pracy.
Na temat referendum:
Nie ma absurdalnych pytań w demokracji. Jeśli chcemy zapytać społeczeństwo, czy chce i na jakich warunkach, to wtedy bardzo proszę, rządzi argumenty na stół. Dzisiaj rząd tych argumentów nie ma, poza jednym, że cała Europa podnosi. Cała Europa ma inne zarobki i inną liczbę miejsc pracy, inne warunki pracy, lepiej zorganizowaną służbę zdrowia, medycynę pracy, a my tego nie mamy.
Guz potwierdził, że w pryzpadku protestów OPZZ przyłączy się do "Solidarności":
Jeśli ludzie zechcą wyjść na ulice, to my staniemy na ich czele. (...) Społeczeństwo wymusza na związkach zawodowych, członkowie związków wymuszają, chcą, żebyśmy to zorganizowali i zorganizujemy. Nie chcemy psuć polskiego święta sportu, natomiast mogą być różne elementy w tym czasie także.
Przewodniczący OPZZ stwierdził na koniec:
Będziemy dążyli do strajku generalnego, jeśli nasze postulaty nie będą realizowane. Bo tego chce społeczeństwo.
Czy rząd ugnie się pod naporem protestów?