Owszem, można się było podczas przemówienia Junckera kpiąco uśmiechnąć, kiedy przewodniczący bezradnie przyznał, że funkcjonowanie Unii pozostawia wiele do życzenia, podobnie jak rok temu. Czym więc przez ten rok Bruksela się w pocie czoła zajmowała? Za co Komisja brała pieniądze? Jedyny ciekawszy moment to apel o rozpoczęcie tworzenia wspólnych „zasobów wojskowych" i wspólnego sztabu, co pozwoliłoby na bardziej efektywne prowadzenie wspólnej polityki obronnej. Mało.

UE nie jest projektem kwitnącym, lecz jednocześnie nie jest Unią w ruinie. Stworzono na tyle solidny mechanizm, że jest on w stanie przetrwać kryzysy, których nie przewidywano w momencie jego powstawania – jak kryzys finansowy i strefy euro czy zmasowany i w pewnym momencie niekontrolowany napływ uchodźców. Jestem również przekonany, że przetrwa największy z dotychczasowych ciosów, czyli Brexit.

Jednak Unia jako formacja przetrwalnikowa to zbyt mało. Wspólna Europa została zbudowana na wizji wspólnej gospodarki i wspólnych wartości. Tyle że po latach, zwłaszcza teraz, nie pojawiło się żadne nowe paliwo. Europa nie jest już budowana na wizji, wspólnym celu, gdyż tego celu po prostu nie ma, nie został wymyślony. I to była ta najbardziej dramatyczna słabość przemówienia Junckera, gdyż Europa może się oprzeć na wizji, jednak banał to dla niej zbyt mało.