Policja Nowej Południowej Walii w Australii odnotowała w tym roku na co najmniej osiem raportów ws. "wirtualnych porwań", w tym jedno, w którym oszustom zapłacono 2 mln dolarów.
Funkcjonariusze opublikowali m.in. zdjęcie osoby siedzącej pod prysznicem ze związanymi nogami. Inny materiał przedstawiał kobietę obok sterty gotówki i scyzoryka.
Z ustaleń policji wynika, że przestępcy przekonują swoje ofiary, że popełniły przestępstwo w Chinach, ich tożsamość została skradziona lub muszą zapłacić, aby uniknąć aresztowania i deportacji.
Używając szyfrowanej komunikacji, takiej jak WeChat i WhatsApp, zmuszają ich do przerwania komunikacji z bliskimi.
Następnie ofiary są nakłaniane o wynajęcie pokoju hotelowego, nagranie wideo i zrobienie sobie zdjęć z zawiązanymi oczami, zanim duże żądanie "okupu" zostanie wysłane do krewnych za granicą.
Oszuści często powtarzają groźby i polecenia, dopóki nie dostaną pieniędzy.
Nie wszystkie ofiary udają własne uprowadzenia. Część z nich jest zmuszana do samodzielnego przelewania pieniędzy na zagraniczne konta bankowe.
W jednym przypadku ojciec 21-letniej dziewczyny zapłacił ponad 2 mln dolarów osobie, która podawała się za funkcjonariusza policji w Chinach. Mężczyzna poinformował, że otrzymał zdjęcie swojej córki "związanej, w nieznanym miejscu".
Detektyw Darren Bennett powiedział, że wirtualne porwania mają na celu wykorzystanie zaufania ludzi do władz i "znacznie rozwinęły się w ciągu ostatniej dekady przez międzynarodowe grupy przestępczości zorganizowanej".