Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na czym polegał mechanizm nielegalnej legalizacji pobytu w Polsce pod pozorem studiów i pracy.
  • Jak grupa przestępcza kontynuowała działalność nawet po głośnych zatrzymaniach w Collegium Humanum.
  • W jaki sposób miliony złotych z procederu mogły zostać wyprane poprzez zakup setek mieszkań w Warszawie.
  • Dlaczego służby utraciły kontrolę nad cudzoziemcami, którzy wjechali do kraju na podstawie fałszywych dokumentów.

9,5 tys. euro – tyle kosztował cudzoziemca pakiet „all inclusive” usług legalizacji jego pobytu w Polsce, które oferował Michaił P., dyrektor filii Collegium Humanum w Uzbekistanie – ustaliła „Rzeczpospolita”. Proceder był tak lukratywny, że kwitł dalej także po zatrzymaniu i aresztowaniu w lutym 2024 r. rektora Pawła Cz. Michaił P. w ciągu dwóch tygodni został bowiem kanclerzem w innej fasadowej uczelni niepublicznej – Pedagogium i kontynuował przestępczą działalność, w której pod płaszczykiem studiowania lub pracy w Polsce tak naprawdę sprzedawano inny pakiet usług: wizy do Polski. 

– Nasze ustalenia wskazują, że w ciągu zaledwie 14 dni po zlikwidowaniu grupy rektora Pawła Cz., działalność kontynuowano na takich samych zasadach, tyle że w innej pseudouczelni. Po prostu rynek nie znosi próżni – mówi źródło „Rzeczpospolitej”. Proceder prowadziły także inne uczelnie skupione wokół Radosława Z., działające jako Federacja Uczelni Aglomeracji Warszawskich. Radosław Z. również został zatrzymany przez CBA.

Czytaj więcej

Rządowe stypendium, a potem status uchodźcy. Jak Polska pomogła rosyjskim szpiegom

Długoletnie finansowanie fikcji

Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że odkryty przez prokuraturę i służby proceder jest większy i poważniejszy niż głośna afera wizowa z czasów PiS. – Nie wiemy, gdzie naprawdę są cudzoziemcy, których sprowadziła grupa Michaiła P. i Radosława Z. W Polsce pracowali „na papierze” w martwych spółkach.

Ktoś zadał sobie trud i poniósł koszty – ich praca, aby sprawiać pozory legalności, była cały czas opłacana. Uiszczano za nich składki do ZUS, NFZ. Komu się opłaca to finansować latami? – stawia pytania nasz rozmówca ze służb. I przyznaje, że fakty w sprawie są przerażające.

Polskie służby odkryły np. że na lewych papierach pracowniczych do Polski wjechał były funkcjonariusz rosyjskiej FSB, ścigany za malwersacje w swoim kraju. Gdzie dziś jest? Nie wiadomo – rozpłynął się we mgle. W warszawskim mieszkaniu małżeństwa P., nota bene leżącym niedaleko hali Marywilska 44, spalonej na zlecenie rosyjskich służb, zainstalowano część fikcyjnych spółek przestępczej grupy. W tym czasie, gdy podpalono halę, miało w nich pracować 50 cudzoziemców ze Wschodu.

Czytaj więcej

Cudzoziemcy na potęgę kupują mieszkania w Polsce. Zachęcił ich kredyt 2 procent

1,5 tys. sfałszowanych dyplomów studiów

Jak ujawniło OKO.Press, Pedagogium już po wybuchu afery Collegium Humanum zmieniło właściciela – kupiła je spółka, której udziałowcami jest rodzeństwo pochodzące z Moskwy. „Szkoła przeszła wtedy w ręce osób z rosyjskim pochodzeniem. Następnie jej kanclerzem został Michaił P., były dyrektor filii Collegium Humanum w Uzbekistanie. Razem z nim na Pedagogium pojawił się jego zastępca z CH, Roman L. Przez jakiś czas prowadził on Biuletyn Informacji Publicznej Pedagogium i odpowiadał za znaczną część spraw administracyjnych. Cała ta czwórka to Rosjanie, choć poza Romanem L. wszyscy zdążyli już otrzymać polskie obywatelstwo” – ujawniło OKO.Press.

Kulisy tej sprawy, które poznała „Rzeczpospolita”, szokują. Według ustaleń polskich służb grupa Michaiła P. prowadziła działalność od 2017 r. aż do końca września tego roku – momentu zatrzymania przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i Straż Graniczną na polecenie prokuratora Śląskiego Wydziału Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Wśród dziesięciu podejrzanych jest jego żona Gulnara P., obywatelka Uzbekistanu z polskimi korzeniami.

Polska prokuratura zakłada, że grupa sfałszowała co najmniej 1,5 tys. dyplomów studiów (kwota korzyści majątkowych uzyskanych przez podejrzanych z tytułu wystawiania fikcyjnych dyplomów przekracza 850 tys. zł), kolejne setki cudzoziemców sprowadzano do Polski pod pozorem wykonywania pracy.

22,5 mln zł wyprano w setkach mieszkań kupionych w Warszawie?

Pozwolenia na konkretne dane – opłacone z góry nazwiska chętnych ze Wschodu – wystawiały polskie spółki-słupy. Na miejscu, w Warszawie klienci Michaiła P. zostawali studentami, magistrami albo na ich nazwiska wystawiano pozwolenie na pracę, dzięki któremu mogli otrzymać wizy do Polski. „Pracodawcami”, którzy pilnie potrzebowali cudzoziemców głównie z Rosji, Białorusi i Ukrainy, ale też Gruzji, Indii oraz Chin, były martwe spółki, czyli nieprowadzące działalności. Dokument o ukończeniu studiów w Polsce jest brany pod uwagę przy legalizacji pobytu lub staraniu o obywatelstwo.

Michaił P. ze swoimi ludźmi zarobił na tym oszałamiającą kwotę – co najmniej 22,5 mln zł. Proceder kwitł od 2017 r. aż do teraz, gdy pod koniec września funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz Straży Granicznej, we współpracy z Głównym Inspektorem Informacji Finansowej, zatrzymali 11 osób w ramach wielowątkowego śledztwa dotyczącego nieprawidłowości w działaniu niepublicznych uczelni wyższych, w tym Collegium Humanum. „To nie była tylko afera dyplomowa – to była zorganizowana mafia, która za miliony złotych handlowała bezpieczeństwem granic i państwowymi dokumentami” – napisał na X minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.

Jak przyznał minister Żurek, „ujawniony proceder mrozi krew w żyłach”. „Rzeczpospolita” dowiedziała się, że Generalny Inspektor Informacji Finansowej (GIIF) bada kilkaset mieszkań w Warszawie, które w ten sposób nabyto na ludzi i podmioty powiązane z grupą przestępczą.

Jego służby wykryły, że spółki-słupy pod pozorem fikcyjnych pożyczek obracały środkami z przestępstwa w celu udaremnienia lub znacznego utrudnienia ustalenia ich przestępnego pochodzenia, a w konsekwencji uniemożliwienia ich zajęcia i orzeczenia przepadku. Robiono to na niespotykaną skalę.

Michaił P. gotówkę do Polski wozi w torbach

Jak pieniądze zapłacone przez cudzoziemców w Rosji czy Białorusi znalazły się w Polsce? Tym bardziej że śledczy mają niezbite dowody – duża część studentów nie przekroczyła polskiej granicy.

Czytaj więcej

Obywatele Ukrainy i Białorusi coraz chętniej osiedlają się w Polsce

Michaił P. to urodzony w Leningradzie Rosjanin, posiadający również obywatelstwo polskie i izraelskie. W Rosji miał swoich zaufanych ludzi – pośredników, którzy naganiali klientów i odbierali od nich na miejscu gotówkę. Cudzoziemcy nigdy nie dokonywali opłat przez bank ze względu na monitoring przepływów finansowych. Zgodnie z ustawą o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej należy zgłaszać wszystkie przelewy i transakcje powyżej 15 tys. euro (tzw. ustawa AML). Dotyczy to pojedynczej operacji lub kilku operacji powiązanych.

Jak gotówka trafiała więc do Polski? Aby ominąć kontrole GIIF, Michaił P. woził gotówkę osobiście, w torbach. Przez granicę można bez zgłoszenia przewieźć do 10 tys. euro. Takich kursów były setki.

Z 11 zatrzymanych w sprawie, sześciu zostało tymczasowo aresztowanych. Zarzuty dotyczące założenia oraz kierowania zorganizowaną grupą przestępczą postawiono Michaiłowi P. oraz Radosławowi Z. Pozostałym zarzucono udział w grupie przestępczej. To nie koniec zatrzymań.