Nowy zakład może rozwijać kompetencje pracowników, podnosić standardy dostawców i tworzyć wiedzę wykorzystywaną później przez inne przedsiębiorstwa. Pełna wartość inwestycji nie zawsze kończy się więc tam, gdzie kończy się bilans jej inwestora. Ekonomia opisuje to zjawisko za pomocą pojęcia efektów zewnętrznych.

Powstają one wtedy, gdy działalność jednego podmiotu przynosi korzyści lub powoduje koszty przypadające innym uczestnikom gospodarki, które nie znajdują pełnego odzwierciedlenia w cenach rynkowych. Już Arthur C. Pigou w „The Economics of Welfare” z 1920 r. wskazywał, że rachunek prywatny może różnić się od społecznego, ponieważ część następstw działalności gospodarczej wykracza poza bezpośrednią relację rynkową. Dzisiaj problem ten nabiera jeszcze większego znaczenia. W gospodarce opartej na wiedzy, technologii i coraz bardziej złożonych współzależnościach wartość powstaje nie tylko wewnątrz poszczególnych organizacji. Coraz częściej tworzy się także w relacjach między nimi.

Czytaj więcej

Ile podatków płacą banki? Miliardy płyną do budżetu

Dwie stopy zwrotu z tej samej inwestycji

Rachunek inwestora obejmuje przede wszystkim tę część wartości, którą można przypisać do projektu, a następnie przejąć w postaci przychodów, oszczędności lub wzrostu wartości aktywów. Nie uwzględnia natomiast w pełni korzyści, które powstają poza granicami realizowanego przedsięwzięcia. Różnicę tę można opisać za pomocą dwóch stóp zwrotu.

Prywatna stopa zwrotu pokazuje korzyści przypadające podmiotowi, który ponosi nakłady i ryzyko. Społeczna stopa zwrotu obejmuje pełny bilans skutków przedsięwzięcia dla gospodarki, niezależnie od tego, którym podmiotom przypadną związane z nim korzyści i koszty. Nie zastępuje rachunku inwestora. Poszerza go o wartość, której inwestor nie może przejąć, oraz o koszty, których sam bezpośrednio nie ponosi.

Dobrze ilustrują to inwestycje wykorzystujące nową technologię. Mogą one zwiększać produktywność przedsiębiorstwa, ale jednocześnie skłaniać dostawców do podnoszenia standardów, pracowników do zdobywania specjalistycznych kwalifikacji, a firmy usługowe do rozwijania nowych kompetencji. Wiedza zdobyta podczas realizacji projektu przenosi się następnie, wraz z pracownikami i relacjami handlowymi, do innych podmiotów. Korzyści te mają rzeczywistą wartość gospodarczą, choć inwestor nie może ich w pełni uwzględnić w swoim rachunku.

Klasyczne prace Richarda Nelsona i Kennetha Arrowa pokazały, że w przypadku wiedzy rozbieżność pomiędzy korzyścią prywatną i społeczną ma charakter strukturalny. Podmiot finansujący jej powstanie ponosi koszty i ryzyko, ale zazwyczaj nie jest w stanie przejąć wszystkich korzyści wynikających z jej późniejszego wykorzystania. Wiedza może być bowiem stosowana wielokrotnie i przenikać poza granice organizacji, w której powstała. Pojawia się w ten sposób istotne rozróżnienie między wartością tworzoną a wartością przechwytywaną. Pierwsza obejmuje wszystkie korzyści wynikające z inwestycji. Druga dotyczy tej ich części, która przypada podmiotowi ponoszącemu nakłady.

Czytaj więcej

Pierwsza wiceprezes BGK: Kapitał odporności – jak inwestycje w bezpieczeństwo zmieniają wzrost gospodarczy

Pełna ocena ekonomiczna wymaga jednak zestawienia tworzonej wartości z kosztami ponoszonymi przez wszystkich uczestników gospodarki. Im większą rolę odgrywają przepływy wiedzy i współzależności między przedsiębiorstwami, tym większa może być różnica między tymi kategoriami.

Nie jest to zjawisko ograniczone do badań i innowacji. W inwestycjach przemysłowych, infrastrukturalnych i energetycznych korzyści mogą rozprzestrzeniać się na rynek pracy, dostawców i kolejne przedsięwzięcia. Społeczna stopa zwrotu nie musi przy tym być wyższa od prywatnej. Inwestycja może powodować koszty środowiskowe, obciążać infrastrukturę albo angażować zasoby, które mogłyby znaleźć bardziej produktywne zastosowanie gdzie indziej. Nie jest więc miarą dodatkowych korzyści brutto, ale wynikiem szerszego rachunku prowadzonego w ujęciu netto. Zadaniem ekonomii jest ustalenie, gdzie rzeczywiście powstaje wartość, kto ją przejmuje i jakie koszty towarzyszą jej wytworzeniu.

Jak wartość przekracza granice przedsiębiorstwa?

Pierwszym mechanizmem jest uczenie się. Nowe przedsięwzięcie dostarcza wiedzy, której nie sposób zdobyć wyłącznie na etapie analiz i projektowania. Dopiero praktyczne zastosowanie technologii pozwala poznać jej ograniczenia, rzeczywiste koszty oraz bardziej efektywne sposoby organizacji produkcji. Ekonomia określa ten proces mianem learning by doing, czyli uczenia się przez działanie. Doświadczenie zdobyte podczas inwestycji może następnie rozprzestrzeniać się dzięki mobilności pracowników, relacjom handlowym oraz upowszechnianiu nowych standardów.

Badania Davida Irwina i Petera Klenowa nad przemysłem półprzewodników wskazywały, że wzrost produktywności był związany zarówno z własnym doświadczeniem przedsiębiorstw, jak i z wiedzą powstającą w innych firmach sektora. Efekt zewnętrzny pojawia się właśnie wtedy, gdy doświadczenie jednego podmiotu zwiększa produktywność innych, bez odpowiadającego temu wynagrodzenia dla jego pierwotnego twórcy.

Drugim mechanizmem jest gospodarcze odkrywanie nowych możliwości, opisywane przez Ricarda Hausmanna i Daniego Rodrika za pomocą pojęcia self-discovery. Pierwszy inwestor sprawdza w praktyce, czy określona działalność może być rentowna w danym kraju lub regionie. Weryfikuje dostępność kompetencji, rzeczywiste koszty oraz możliwość osiągnięcia wymaganej jakości i skali.

Występuje tu istotna asymetria. Jeżeli przedsięwzięcie kończy się niepowodzeniem, jego koszt ponosi przede wszystkim pionier. Jeżeli odnosi sukces, informacja o rentowności nowej działalności staje się dostępna także dla potencjalnych konkurentów. Pierwszy inwestor finansuje więc gospodarczy eksperyment, ale nie przejmuje pełnej wartości dokonanego odkrycia. Jego sukces ogranicza niepewność kolejnych przedsiębiorstw i może zapoczątkować rozwój nowej specjalizacji.

Trzecim mechanizmem jest komplementarność inwestycji. Nowoczesny zakład potrzebuje infrastruktury, energii, pracowników, dostawców i usług technologicznych. Jednocześnie jego powstanie zwiększa opłacalność inwestowania w każdy z tych obszarów. Rozwój określonego sektora zwiększa popyt na produkty jego dostawców, a zarazem tworzy nowe możliwości dla branż wykorzystujących jego produkcję. Inwestycja staje się wówczas impulsem rozwojowym nie tylko ze względu na własną skalę, ale również dlatego, że skłania inne podmioty do podejmowania kolejnych decyzji inwestycyjnych.

Czytaj więcej

Prof. Marta Postuła: Koniec ery optymalizacji

Wartość inwestycji zależy zatem nie tylko od tego, co sama wytwarza, lecz również od tego, co umożliwia innym. Tworząc wiedzę, ujawniając nowe możliwości i zwiększając opłacalność komplementarnych przedsięwzięć, pojedynczy projekt może stać się początkiem znacznie szerszego procesu rozwojowego. Opisane mechanizmy mogą tworzyć sekwencję, w której pierwsza inwestycja zmienia warunki realizacji kolejnych przedsięwzięć. Zdobyta wiedza ogranicza niepewność, doświadczenie pracowników zwiększa dostępność kompetencji, a rozwój dostawców ułatwia osiągnięcie wymaganej jakości i skali.

Następne projekty korzystają już z powstałej infrastruktury, zgromadzonych doświadczeń oraz wiedzy o rzeczywistych kosztach. To, co początkowo było projektem pionierskim, z czasem może stać się podstawą nowej specjalizacji gospodarczej. Nie jest to wyłącznie tradycyjny mnożnik popytowy. Inwestycja wpływa również na przyszłą produktywność i zdolność gospodarki do podejmowania nowych projektów. Jej znaczenie mierzy się wówczas nie tylko bezpośrednim przyrostem produkcji, lecz także tym, czy obniżyła koszt i ryzyko kolejnych przedsięwzięć oraz stworzyła kompetencje, które można wykorzystać w innych dziedzinach.

Jak rozpoznać rzeczywistą wartość inwestycji?

Rozpoznanie rzeczywistej wartości inwestycji wymaga jednak dyscypliny analitycznej. Samo wskazanie możliwego wpływu projektu na zatrudnienie, innowacyjność czy rozwój regionu nie przesądza jeszcze o wysokiej społecznej stopie zwrotu. Powinna być ona liczona przyrostowo i netto. Projekt należy porównać z realistycznym scenariuszem alternatywnym, uwzględniając nie tylko nowe korzyści, lecz także koszt kapitału, pracy, energii i innych zasobów przesuniętych z odmiennych zastosowań. Liczy się zatem nie całkowita aktywność związana z inwestycją, ale ta jej część, która bez realizacji projektu rzeczywiście by nie powstała.

Ważne uzupełnienie tej perspektywy wniósł Ronald Coase. Sam fakt występowania efektu zewnętrznego nie przesądza jeszcze o właściwym sposobie jego internalizacji. Każde rozwiązanie wiąże się z kosztami. Dlatego porównywać należy realne warianty instytucjonalne, a nie rzeczywistość z pozbawionym kosztów ideałem. Analiza wartości społecznej powinna więc stanowić integralną część oceny projektu i pozostawać w ścisłym związku z jego rachunkiem finansowym. Trzeba wskazać, jakie dodatkowe kompetencje, technologie lub inwestycje mają powstać, dlaczego nie pojawiłyby się w scenariuszu alternatywnym oraz czy ich wartość przewyższa koszt wykorzystanych zasobów.

Uwzględnianie korzyści niewidocznych w rachunku inwestora nie oznacza rezygnacji z dyscypliny finansowej. Przeciwnie, wymaga zastosowania pełniejszego rachunku ekonomicznego. Taka perspektywa zmienia również sposób oceny rezultatów inwestycji. Warto analizować nie tylko wielkość poniesionych nakładów, przyrost produkcji czy liczbę utworzonych miejsc pracy, lecz także trwałość wywołanej zmiany.

Istotne jest, czy inwestycja zwiększyła produktywność dostawców, pozwoliła przedsiębiorstwom osiągnąć wyższe standardy oraz stworzyła kompetencje możliwe do wykorzystania w kolejnych projektach lub na nowych rynkach. Część jej wartości pozostaje bowiem w wiedzy pracowników, potencjale dostawców i relacjach między przedsiębiorstwami.

Tradycyjny rachunek finansowy nie traci przez to znaczenia. Pozostaje podstawowym narzędziem oceny inwestycji. Powinien jednak zostać uzupełniony analizą pozwalającą odróżnić rzeczywistą wartość społeczną od wartości jedynie deklarowanej. W gospodarce opartej na wiedzy i współzależnościach coraz większa część wartości powstaje pomiędzy przedsiębiorstwami, sektorami i kolejnymi projektami. Bilans pojedynczego inwestora pokazuje więc tylko część obrazu. Wartość, której w nim nie widać, trzeba umieć nie tylko dostrzec, lecz przede wszystkim zmierzyć i wiarygodnie wykazać.

O autorce

Prof. dr hab. Marta Postuła

Pierwsza wiceprezes zarządu BGK, kierownik Katedry Finansów i Rachunkowości Wydziału Zarządzania UW.