Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak niewypłacalna giełda kryptowalut była o krok od uzyskania licencji na działalność w całej Unii Europejskiej.
  • W jaki sposób polskie służby i KNF w ostatniej chwili zablokowały ten proces, interweniując na Cyprze.
  • Jakie informacje ze śledztwa prokuratury okazały się kluczowe dla zablokowania licencji MiCA dla Zondacrypto.
  • Co groziłoby inwestorom, gdyby plan „ucieczki do przodu” giełdy doszedł do skutku i otrzymała ona obiecane dofinansowanie.

Tuż przed krachem Zondacrypto dostała na Cyprze „zielone światło” na otrzymanie licencji MiCA (Markets in Crypto-Assets – unijne rozporządzenie w sprawie rynków kryptoaktywów), co pozwoliłoby jej na prowadzenie dalszej działalności po 1 lipca tego roku. Z ustaleń polskich służb wynika, że Przemysław Kral po otrzymaniu unijnego pozwolenia miał też gwarancję dokapitalizowania jego spółki przez dużych inwestorów w wysokości co najmniej 100 mln zł. Cypryjska ucieczka do przodu pozwoliłaby Zondzie dalej obracać pieniędzmi swoich klientów i utrzymywać się na rynku kryptowalut.

Zondacrypto miała dostać licencję na Cyprze. „Była na ostatniej prostej”

Wczesną wiosną na spotkanie do siedziby regulatora CySEC (Cypryjska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd) w Nikozji poleciał 10-osobowy kierowniczy team Zondacrypto – w tym prezes Przemysław Kral, Dawid Sendecki (dyrektor ds. zgodności giełdy) i Jacek Rogoż (jeden z założycieli BitBay). – Odbyła się tam prezentacja. To miała być formalność. Regulator przepytywał ich, każdy z nich miał swoją działkę do prezentacji, stąd tak mocny skład. I prawie im się udało – opowiada „Rzeczpospolitej” osoba znająca kulisy tego wyjazdu. 

Czytaj więcej

Obrońca podejrzanych w sprawie Zondacrypto odsunięty. Przez rajdy samochodowe

Zondacrypto, a właściwie jej spółka BB Trade Estonia OÜ, operator giełdy, aby prowadzić działalność na rynku kryptowalut, musiała mieć od 1 lipca tego roku nową licencję zgodną z rozporządzeniem MiCA. Zasady licencyjne są jasne: spółka składa wniosek, a potwierdzenie skompletowania wymaganych dokumentów następuje w 25 dni roboczych. Decyzja musi być wydana potem w 40 dni roboczych od kompletnego wniosku. 

Od niemal roku Zondacrypto starała się o taką licencję w dwóch krajach: w Estonii i na Cyprze, gdzie założyła w 2025 r. przeznaczoną do tego celu spółkę – BB Trade Cyprus Limited. W sierpniu 2025 r. ujawnił ten fakt Przemysław Kral w portalu Euronews: „Naszą branżę trzeba uregulować, tylko należy to zrobić rozsądnie i sprawnie. My staramy się o licencję zgodną z MiCA w Estonii i na Cyprze. W Polsce nie możemy, bo wciąż nie ma ustawy, tylko projekt”. Uzyskanie cypryjskiej licencji otwierałoby dostęp do całego rynku europejskiego, gdyż nie jest ona przypisana do jednego kraju.

Dyrektywa MiCA weszła w życie w pełni 1 lipca (tego dnia, trzy miesiące temu, przestały obowiązywać przepisy przechodnie). Ta data stała się kwestią „być albo nie być” dla Zondacrypto. Radca prawny Krzysztof Rożko wymienia zalety unijnych przepisów: umożliwiają realny nadzór nad oferowaniem tokenów i kryptowalut, blokują działalność podmiotów nieuczciwych, zapewniają inwestorom prawa zbliżone do tych, które przysługują na rynku papierów wartościowych. – Nawet 20 proc. polskich inwestorów krypto padło ofiarą oszustw, najczęściej związanych z fałszywymi projektami tokenowymi, piramidami finansowymi lub nieuczciwym marketingiem – tłumaczy Krzysztof Rożko.

Skuteczna interwencja prokuratury, KNF i ABW

Kiedy ważyły się losy Zondacrypto, cypryjski organ CySEC odmówił jednak wydania jej unijnej licencji. Przemysław Kral żalił się w mediach społecznościowych w kwietniu: „Tam również zadzwoniono i poproszono, aby nam tej licencji nie wydawać. Mamy na to twarde dowody”. Kto zadzwonił i prosił? Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że interwencję na Cyprze – w oparciu o materiały prokuratury i ABW – podjął osobiście przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Jacek Jastrzębski. Cypryjski CySEC sam z siebie nie miał podstaw, by odmówić wydania licencji, nie znał też materiału polskiej prokuratury. W sprawę zaangażowały się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Prokuratura Krajowa, której wydział na Śląsku prowadził od 2022 r. śledztwo w sprawie uprowadzenia Sylwestra Suszka, twórcy giełdy BitBay, późniejszej Zondacrypto. Prokurator Marcin Rodzaj, ówczesny prowadzący śledztwo (został odsunięty od sprawy decyzją nowego naczelnika Marka Wełny), miał napisać notatkę z najważniejszymi ustaleniami. Wskazywały one na inwestowanie w Zondacrypto środków z przestępstw i pranie brudnych pieniędzy grup przestępczych na wielką skalę. Przekazany przez KNF materiał pozwolił w efekcie cypryjskiemu nadzorowi zablokować licencję MiCA dla „polskiej” giełdy. Równolegle dokument z tymi ustaleniami otrzymał również premier Donald Tusk.

Foto: Paweł Krupecki

KNF potwierdza w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej”, że reagowała w tej sprawie. „Komisja Nadzoru Finansowego, w związku z brakiem wyznaczenia w Polsce organu właściwego w zakresie nadzoru nad rynkiem kryptoaktywów, nie była i nadal nie jest właściwa, jeśli chodzi o nadzór nad giełdami kryptowalut. W sferze działań KNF mieści się natomiast wymiana informacji oraz współpraca międzynarodowa oraz międzyinstytucjonalna z Europejskim Urzędem Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA), Europejskim Urzędem Nadzoru Bankowego (EBA) oraz innymi organami nadzorczymi w państwach członkowskich UE, jak również związane z tym zaangażowanie w działania regulacyjne podejmowane przez te organy. W tym kontekście przedstawiciele UKNF byli w kontakcie ws. statusu regulacyjnego Zondacrypto z organami nadzorów z innych krajów, odpowiedzialnymi za wydawanie tzw. licencji CASP” – opisuje sprawę Jacek Barszczewski, rzecznik KNF.

Wiemy także, że interwencji KNF na Cyprze było kilka. Kluczowa miała miejsce na tzw. ostatniej prostej, na przełomie marca i kwietnia – Zondacrypto była pewna, że dostanie licencję, bo spełniała formalne wymogi.

Co by się stało, gdyby polskie służby nie zareagowały? – Zondacrypto dostałaby licencję MiCA, bo wydała spore pieniądze na kancelarie prawne z Cypru, aby dopełnić formalności. Miała też obietnice z rynku, że zostanie dopompowana pieniędzmi. Chodziło o co najmniej 100 mln zł. I mogłaby dalej działać, zdobywać klientów. Przez długi czas nie wyszłoby, w jakiej sytuacji finansowej naprawdę jest – mówi „Rzeczpospolitej” osoba znająca sprawę.

Zarząd Zondacrypto tylko formalnie „czysty”

Według radcy prawnego Roberta Nogackiego z Kancelarii Prawnej Skarbiec, który reprezentuje grupę wierzycieli Zondacrypto, jeżeli KNF interweniowała, zrobiła to, co do niej należało. – To był jej obowiązek. Organy nadzoru mają obowiązek współpracy i wymiany informacji, a przed wydaniem decyzji o zezwoleniu CySEC może pytać jednostki analityki finansowej o postępowania w sprawie prania pieniędzy – podkreśla mec. Nogacki.

 

Czy odmowa udzielenia licencji Zondacrypto miała podstawy prawne? Zarząd spółki nie miał zarzutów karnych. – Odmowa nie wymaga zarzutów dla członków zarządu spółki ani wyroków. Wystarczą obiektywne i możliwe do wykazania podstawy, że zarząd zagraża ostrożnemu zarządzaniu albo naraża spółkę na poważne ryzyko prania pieniędzy, albo że wnioskodawca nie spełni wymogów, w tym ochrony aktywów klientów – wylicza mec. Nogacki. 

Jego zdaniem w kwietniu 2026 r. te podstawy dostarczyła sama giełda: 8 kwietnia wstrzymała wypłaty i tego samego dnia Prokuratura Krajowa ogłosiła postępowanie sprawdzające. Tydzień później, 16 kwietnia, prezes Przemysław Kral poinformował o braku dostępu do zimnego portfela z około 4,5 tys. bitcoinów klientów o wartości ponad 300 mln dol. (w ostatnim nagraniu na X z 16 kwietnia Kral wskazywał, że dostęp ma zaginiony Sylwester Suszek).

Czytaj więcej

Prokurator spotkał się na Bliskim Wschodzie z Przemysławem Kralem. Ma dla niego propozycję

Co więcej, od 31 stycznia 2025 r. trwało w Polsce postępowanie UOKiK, którego audytorzy przez trzy lata z rzędu wydawali opinie z zastrzeżeniami. A giełda – to wiemy dopiero dziś – była niewypłacalna już na koniec 2022 r. 

Gdy Zondacrypto oczekiwała na przyznanie licencji, miała na koncie zaledwie 400 tys. euro

Co się stało później, już wiemy. Pod koniec czerwca estoński nadzór finansowy (FIU) ostatecznie cofnął licencję operacyjną spółce BB Trade Estonia OÜ – a już wcześniej, w maju, zawiesił ją. Głównym powodem było niezastosowanie się spółki do wcześniejszych nakazów, które miały na celu dostosowanie działalności firmy do warunków posiadanej licencji. 27 sierpnia estoński sąd ogłosił upadłość spółki. Zondacrypto okazała się bankrutem. Majątek ustalony z ksiąg to ok. 167 tys. euro wobec 432 mln euro zobowiązań. Proces upadłościowy prowadzi w Tallinie syndyk Margus Lentsius. Mec. Nogacki, który reprezentuje grupę wierzycieli Zondacrypto, został członkiem rady wierzycieli. Prześledził kalendarz upadku giełdy, analizując tysiące stron dokumentów spółki.

Jak ujawnia mec. Nogacki, bilans (stan na 31 grudnia 2025 r.), wydrukowany 5 marca 2026 r., czyli na miesiąc przed blokadą wypłat, wykazał aż 343,8 mln euro kryptowalut, tymczasem pół roku później syndyk nie znalazł już żadnych. 

Miesięczne obroty kont pokazują kalendarz upadku. – Gotówka giełdy spadła z 21,3 mln euro w sierpniu 2025 r. do 400 tys. w marcu 2026 r. – wylicza Nogacki.

Chcieliśmy porozmawiać z Dawidem Sendeckim o wizycie w CySEC. – Nie komentujemy niczego na tym etapie, także tej kwestii. Mój klient został przesłuchany w śledztwie w charakterze świadka także na tę okoliczność, więc nie możemy się do tego odnosić – mówi „Rzeczpospolitej” mec. Jakub Ślązak, pełnomocnik Dawida Sendeckiego.

Pytania „Rzeczpospolitej” m.in. o powody odmowy udzielenia licencji cypryjska CySEC pozostawiła bez odpowiedzi.