„Demografia. Gospodarka Pokoleń” to projekt „Rzeczpospolitej”, w którym przyglądamy się, jak demografia zmienia polską gospodarkę. Malejąca liczba osób w wieku produkcyjnym i starzenie się społeczeństwa będą miały wpływ na rynek pracy, kondycję firm, finanse publiczne, system emerytalny i ochronę zdrowia. „Rzeczpospolita” pyta ekspertów, przedsiębiorców i polityków, co zrobić, by Polska mogła nadal się rozwijać i skutecznie konkurować.

„W roku szkolnym 2025/26 w Polsce działało 23,1 tys. szkół podstawowych i ponadpodstawowych, do których uczęszczało łącznie 5,3 mln. dzieci, młodzieży i dorosłych. Uczniowie stanowili 14,3 proc. całej populacji” – podał tuż przed 1 września w swoim komunikacie prasowym Główny Urząd Statystyczny. Dla porównania w 2006 r. 1 września naukę rozpoczynało 6,5 mln. uczniów , czyli o 1,2 mln. więcej niż obecnie. Różnica byłaby jeszcze większa, gdyby odjąć dzieci ukraińskie – to ok. 200 tys. uczniów.

Co zmiany demograficzne oznaczają dla szkół? – Koszt jednostkowy ucznia jest z roku na rok coraz wyższy – mówi „Rzeczpospolitej” Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich. Czyli jest mniej pieniędzy w samorządach na uczniów z dotacji oświatowej (w szkołach podstawowych jest to na ucznia 26 164 zł, a w ponadpodstawowych od 16 do niemal 20 tys. rocznie), które trafiają w szkole do wspólnej puli. Trzeba więc szukać oszczędności tam, gdzie się da – na papierze do ksero, mydle w szkolnych łazienkach, remontach, dodatkach finansowych dla nauczycieli. Ale czasami trzeba podjąć decyzję o zamknięciu szkoły. – Na zmianę sieci szkół postawiliśmy jesienią 2024 r. Innego wyjścia nie było, mieliśmy na terenie gminy sześć szkół, w niektórych w klasach było po dwoje dzieci. Zdarzały się lata, kiedy w roczniku nie było ani jednego dziecka. W jednej ze szkół na 40 uczniów zatrudnialiśmy 23 nauczycieli – mówiła niedawno w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Karolina Nowak, wójcini gminy Gardeja w powiecie kwidzyńskim. – Wolę, żeby były dwie dobre szkoły[[||]] niż sześć słabych. A za zaoszczędzone pieniądze organizujemy m.in. zajęcia dodatkowe dla dzieci, np. basen czy chór. Wspieramy także rodziców w opiece nad dziećmi poprzez opiekę świetlicową – opowiada. Łatwo jednak nie jest, decyzja ta spotkała się z protestami rodziców opisywanymi w mediach. Władza się nie ugięła.

– W latach 2023–2025 zlikwidowano 323 szkoły oraz 150 publicznych przedszkoli prowadzonych przez samorządy. Szacujemy, że w ciągu najbliższych 10 lat liczba dzieci w wychowaniu przedszkolnym i szkołach podstawowych zmniejszy się o ponad milion – mówi „Rzeczpospolitej” Ewelina Gorczyca, rzeczniczka prasowa MEN.

Czytaj więcej

Osiem lat spadków i wreszcie koniec. Pierwsza taka zmiana w liczbie urodzeń od 2017 r.

Decyzja o likwidacji placówki jest jedną z trudniejszych, które muszą podjąć samorządowcy. Dlatego też często odwleka się te decyzje, na ile się da.Tak Tak było np. we wsi Dziepółć w gminie Radomsko (woj. łódzkie), gdzie los szkoły ważył się przez sześć lat. – Za likwidacją Publicznej Szkoły Podstawowej im. Janusza Korczaka w Dziepółci wraz z funkcjonującym w tej szkole oddziałem przedszkolnym przemawiają przyczyny natury demograficznej oraz ekonomicznej – tłumaczy nam Roman Radczyc, wójt gminy Radomsko. Fakty były widoczne jak na dłoni – w roku szkolnym 2025/2026 w tej placówce uczyło się 25 uczniów, a w oddziale przedszkolnym 11 dzieci. Rok później było to już 22 uczniów i 12 przedszkolaków. – Już od paru lat w szkole nie funkcjonowały wszystkie oddziały – zauważa wójt.

Kilka lat trwała też likwidacja szkoły w Marianówce w gminie Wilkołaz na Lubelszczyźnie. Pierwszą uchwałę w sprawie zamiaru zamknięcia placówki Rada Gminy podjęła 22 stycznia 2025 r. Zakładano wówczas, że szkoła zakończy działalność z końcem sierpnia tego samego roku. Samorządowcy wskazywali na systematyczny spadek liczby uczniów, migracje rodzin, konieczność prowadzenia zajęć w klasach łączonych oraz rosnące koszty utrzymania. W roku szkolnym 2024/2025 do tej placówki uczęszczało łącznie 34 uczniów – 10 do oddziału przedszkolnego i 24 do klas I–VIII.

Ale droga do likwidacji bywa kręta. Organ prowadzący zwrócił się do Lubelskiego Kuratora Oświaty o opinię w sprawie planowanej likwidacji – była ona negatywna. Gmina złożyła zażalenie do MEN. Pod koniec czerwca minister uchylił decyzję KO i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Ostatecznie 2 grudnia 2025 r. Lubelski Kurator Oświaty umorzył postępowanie dotyczące wydania opinii w sprawie likwidacji szkoły. W uzasadnieniu wskazano między innymi, że termin planowanego zamknięcia placówki (31 sierpnia 2025 r.) już upłynął. Do sprawy powrócono w kolejnym roku, gdy w szkole uczyło się już 27 uczniów – 7 w oddziale przedszkolnym oraz 20 w klasach I–VIII. Gmina ponownie wystąpiła do kuratora o opinię w sprawie likwidacji placówki, tym razem z dniem 31 sierpnia 2026 r. Zgodę uzyskano, szkoła przestała istnieć.

Więcej likwidacji szkół w gminie nie planują. – Nie prowadzimy też żadnych rozmów z sąsiednimi gminami w celu utworzenia wspólnych placówek oświatowych – zapewnia nas Jacek Stec, pełniący funkcję wójta gminy.

Mniej dzieci w miejskich przedszkolach i szkołach

Problem ten jest szczególnie widoczny w mniejszych miejscowościach. To jednak nie oznacza, że w dużych miastach go nie ma. Jest, zwłaszcza na niższym szczeblu edukacji. – U nas do przedszkoli trafiło nieco ponad 10,6 tys. dzieci, to mniej o około 1000 dzieci niż w poprzednich latach – mówi Hanna Janowicz z poznańskiego wydziału oświaty. Z kolei do podstawówki poszło o 300 mniej dzieci niż rok wcześniej – dodaje.

Podobna sytuacja jest w Lublinie. – Od 1 września naukę i zajęcia w lubelskich szkołach podstawowych rozpoczęło 24 812 uczniów, natomiast do przedszkoli uczęszcza 7813 dzieci. W porównaniu z ubiegłym rokiem liczba uczniów spadła o 671 w szkołach podstawowych i o 508 dzieci w przedszkolach – przekazała Monika Głazik z biura prasowego prezydenta Lublina. Klasy pierwsze to w stolicy Lubelszczyzny ok. 3,6 tys. dzieci.

Z kolei w Białymstoku w poprzednim roku naukę w pierwszych klasach szkół podstawowych rozpoczęło ponad 3045 dzieci, a edukację przedszkolną – 2671 wychowanków. To nieco więcej niż przed rokiem, kiedy do szkoły po raz pierwszy poszło 2679, a do przedszkola 2268 dzieci. W Krakowie w rekrutacji do klas pierwszych zakwalifikowano 6494 dzieci, czyli o 65 mniej niż przed rokiem (6559).

W Katowicach łączna liczba dzieci w szkołach podstawowych i przedszkolach wynosi obecnie 24 092, co oznacza spadek o około 3,3 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym (24 916 dzieci). W Warszawie w tym roku szkolnym do stołecznych placówek chodzi 36,7 tys. dzieci, rok wcześniej – 39,9 tys.

Spadek liczby uczniów oznacza dla samorządów konieczność dostosowania sieci szkół do zmieniającej się liczby dzieci. Częściej jednak odbywa się to poprzez zmniejszanie liczby oddziałów, a nie zamykanie samych placówek. I tak w Lublinie w związku z niżem demograficznym zmniejszy się liczba oddziałów o 23 w przedszkolach i 13 w szkołach podstawowych. W Krakowie pojawiła się w tym roku szkoła, która nie brała udziału w rekrutacji, ponieważ „z dniem 31 sierpnia 2031 r. zostanie zlikwidowana”. W Katowicach liczba oddziałów spadła z 1323 do 1307. – Szkoły i przedszkola częściowo absorbują spadek poprzez mniejsze liczebnie klasy/grupy, zamiast natychmiastowego zamykania dużej liczby oddziałów – wylicza Sandra Hajduk, rzecznik katowickiego urzędu. Mimo tych działań średnia liczba dzieci w klasie też się zmniejszyła – z 18,8 w ubiegłym roku, do 18,4 dziecka obecnie.

Podobne działania podejmuje też Poznań, gdzie, mimo spadku liczby dzieci w szkołach podstawowych, liczba oddziałów wzrosła o 10, głównie za sprawą klas integracyjnych i specjalnych. – Tworzenie tych oddziałów w szkołach ogólnodostępnych jest efektem rosnących potrzeb uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi – wyjaśnia Hanna Janowicz. Ale liczba klas pierwszych będzie mniejsza o około 15 oddziałów.[[  ||]]

– Samorządowcy zawsze biorą pod uwagę ludzkie sprawy. Jeśli np. okazuje się, że w szkole zatrudnionych jest ośmiu nauczycieli, z czego połowa za rok przejdzie na emeryturę, to często odracza się decyzję o likwidacji o rok – mówi Marek Wójcik.

Słaba demografia to dziś problem przede wszystkim przedszkoli

Bardziej drastyczne zmiany widoczne są natomiast w przedszkolach. Przykładowo w Białymstoku oddziałów przedszkolnych będzie o 36 mniej. – W Poznaniu liczba oddziałów zmniejszyła się o 43 – wynika to ze znacząco mniejszej liczby kandydatów biorących udział w rekrutacji, co jest oczywiście efektem niżu demograficznego – wskazuje Hanna Janowicz. W Katowicach zlikwidowano w tym roku dwa a w Warszawie aż sześć – w Śródmieściu, na Bielanach i Mokotowie. Powód? Mało dzieci, bo np. do placówki przy ul. Emilii Plater w Warszawie chodzi zaledwie dziesięcioro. „Wszystkie dzieci znalazły miejsca w innych, pobliskich placówkach, w których nadal są wolne miejsca” – zapewniało nas miasto.

Na Opolszczyźnie likwidacji ulegają cztery samodzielne przedszkola publiczne, w województwie zachodniopomorskim złożono wniosek o likwidację jednego przedszkola i jednego punktu przedszkolnego, na Podlasiu od września zlikwidowane zostaną dwa punkty przedszkolne. Na Podkarpaciu likwidacja obejmuje trzy przedszkola.

Czytaj więcej

Samotna śmierć w bloku. Polska stoi przed rosnącą falą „niewidzialnych zgonów”

A co z kadrą? Od lat Polska boryka się z niedoborami nauczycieli. Według Dealerów Wiedzy monitorujących m.in. zatrudnienie w oświacie, na koniec sierpnia w szkołach było 17 tys. wakatów. Ale mniejsza liczba szkół i klas, to też mniejsze zapotrzebowanie na kadrę nauczycielską. „Spadek liczby oddziałów przekłada się na zmniejszenie zatrudnienia. Proces ten odbywa się we współpracy pomiędzy dyrektorami miejskich szkół i przedszkoli, z wykorzystaniem przede wszystkim naturalnego ruchu kadrowego, m.in. w związku z przechodzeniem pracowników na emeryturę” – słyszymy w Lublinie.

– Mamy ogromne obawy związane z redukcją zatrudnienia wynikającą ze zmian demograficznych. W ciągu trzech najbliższych lat dojdzie do załamania liczby dzieci w szkołach, a co za tym idzie „optymalizacji sieci szkół przez samorządy”. Ale sytuacja jest paradoksalna, bo z jednej strony, jak słyszymy w MEN, w najbliższych latach ok. 200 tys. nauczycieli odejdzie na emeryturę i nie będzie komu uczyć. Ale jeśli nie odejdą na emeryturę, a liczba dzieci spadnie nawet o 50 proc. (mamy sygnały od samorządowców, że może się tak stać), to nauczyciele będą mieli znacznie mniej godzin, a tym samym zarobią mniej. Mogą pojawić się odejścia z powodów ekonomicznych – mówi „Rzeczpospolitej” Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Konieczne stanie się wreszcie urynkowienie pensji nauczycieli. Nie da się łatać nauczycielskich budżetów pieniędzmi z budżetów, bo szacujemy, że te nadgodziny znikną w ciągu 2-3 lat – dodaje Broniarz.

Kuratoria pokazują skalę likwidacji

Zgodnie z obowiązującym prawem procedura likwidacji lub przekształcenia publicznej szkoły samorządowej stanowi, że szkoła ta może być zlikwidowana z końcem roku szkolnego przez organ prowadzący po zapewnieniu przez niego uczniom możliwości kontynuowania nauki w innej szkole tego samego typu. – Samorządy mają obowiązek zawiadomić kuratora oświaty o zamiarze likwidacji lub przekształcenia szkoły najpóźniej na 6 miesięcy przed końcem roku szkolnego (czyli do końca lutego danego roku). Natomiast samorządy nie są zobowiązane do formalnego informowania kuratorium o swoich planach lub analizach sieci szkół z wieloletnim wyprzedzeniem – precyzuje nam przepisy Kuratorium Oświaty w Opolu. – Ponadto organ prowadzący jest obowiązany, co najmniej na 6 miesięcy przed terminem likwidacji, zawiadomić o zamiarze likwidacji szkoły: rodziców uczniów, a w przypadku uczniów pełnoletnich – tych uczniów, właściwego kuratora oświaty oraz organ wykonawczy jednostki samorządu terytorialnego właściwej do prowadzenia szkół danego typu – podkreśla z kolei Katarzyna Kwiatanowska-Rodkiewicz z Kuratorium Oświaty w Rzeszowie.

Patrząc w tabele Głównego Urzędu Statystycznego można zauważyć spadek liczby szkół, ale nie jest on drastyczny. W ubiegłym roku szkolnym w Polsce działały 23,1 tys. szkoły podstawowe i ponadpodstawowe, w tym podstawówek jest 13,9 tys. I to właśnie na tym niższym stopniu edukacji szczególnie widać zwijanie się szkół – dla porównania w roku szkolnym 2022/23 było ich 14 tys., a trzy lata wcześniej – 14,4 tys.

Jak obecnie wygląda to w poszczególnych województwach? Zapytaliśmy o to w kuratoriach. I tak na przykład w Lubuskiem zlikwidowanych zostało 12 szkół: 8 szkół podstawowych i 4 ponadpodstawowe. W Pomorskiem – 8. – Wszyscy uczniowie mają zapewnione warunki nie gorsze niż w likwidowanej szkole. W przypadkach, gdy droga dziecka do szkoły przekroczy 3 km (wychowanie przedszkolne i klasy I–III) lub 4 km (klasy IV–VIII), gmina zapewni dowóz do szkoły – mówi Beata Wolak z Pomorskiego Kuratorium Oświaty w Gdańsku. W województwie śląskim zlikwidowanych ostatnio zostało łącznie 17 szkół, w tym 5 podstawowych oraz 12 ponadpodstawowych. – Spośród nich w 12 szkołach nie ma uczniów. W przypadku jednej zlikwidowanej szkoły podstawowej w jej miejsce utworzona zostanie szkoła filia – informuje Grażyna Widera, wicekurator oświaty w Katowicach.

W województwie podkarpackim pod nóż poszło 15 placówek, w tym 11 szkół podstawowych, jedno liceum ogólnokształcące, dwie szkoły specjalne oraz trzy przedszkola. W Świętokrzyskiem – sześć szkół podstawowych i jedna filia, a w dwóch kolejnych placówkach struktura organizacyjna zostanie zmniejszona tylko do klas I–III z oddziałem przedszkolnym. Do Kuratorium Oświaty w Warszawie wpłynęło 17 wniosków dotyczących zamiaru likwidacji szkół podstawowych, do KO w Szczecinie – w sprawie siedmiu szkół podstawowych, jednego punktu przedszkolnego, jednego przedszkola oraz jednego technikum. W placówkach tych nie było uczniów. Podobnie było w przypadku dwóch szkół branżowych I stopnia, czterech szkół policealnych oraz jednego liceum ogólnokształcącego dla dorosłych. – We wszystkich tych przypadkach Zachodniopomorski Kurator Oświaty wydał decyzje pozytywne – podaje Agnieszka Lisowska, rzeczniczka prasowa Kuratorium Oświaty w Szczecinie. W województwie łódzkim z końcem roku szkolnego 2025/2026 zlikwidowanych zostanie osiem szkół podstawowych.

Na Warmii i Mazurach z dniem 31 sierpnia 2026 r. zlikwidowane zostały dwie szkoły podstawowe i jedna szkoła policealna. – W żadnej miejscowości położonej w województwie warmińsko-mazurskim nie zostanie zlikwidowana jedyna szkoła funkcjonująca w gminie – zastrzega Sylwester Krzysztof Kłodowski z KO w Olsztynie.

Lubelski Kurator Oświaty wydał 14 pozytywnych opinii w sprawie likwidacji szkół i placówek. KO na Dolnym Śląsku – takich decyzji wydało 17. Na Opolszczyźnie zlikwidowano jedną podstawówkę, filię szkoły podstawowej, a dwie z istniejących obecnie samodzielnych szkół staną się filiami innych.

Na Podlasiu od września 2026 r. zlikwidowanych zostało pięć szkół podstawowych, tyle samo ponadpodstawowych oraz dwa punkty przedszkolne, w kujawsko-pomorskim 12, w Małopolsce – 8.  

Ratunkiem przed zamykaniem szkół w mniejszych miejscowościach ma być przyjęta przez Sejm i podpisana przez prezydenta ustawa o małych szkołach pozwalająca uczyć się w niej wygodnie dzieciom z klas I-III (dla nich szczególnie ważne, by szkoła była blisko domu), a pozostałe budynki mogą być wykorzystywane w innym celu, np. na żłobki, kluby seniora, placówki ochrony zdrowia lub ośrodki kultury. – To ustawa wspierająca społeczności lokalne. Obecnie sieć szkół jest bardzo rozbudowana, a dzieci jest znacznie mniej. W 2029 r. będzie to już o 7 proc. dzieciaków mniej niż jest obecnie. Dzisiaj w Polsce mamy 131 szkół, w których jest mniej niż 25 dzieciaków. Nie da się zrobić dobrej szkoły z tak małą grupką dzieci, nie będzie godzin dla nauczycieli, a ci będą musieli być zatrudnieni w kilku miejscach. Chcemy podjąć działania, żeby zachować szkoły i zostawić małą szkołę tam, gdzie ona jest – mówiła na wiosnę w naszym podcaście „Szkoła na nowo” ministra edukacji Barbara Nowacka.

Czy to rozwiązanie rzeczywiście ratuje szkoły z mniejszych miejscowości? – Na pewno jest krokiem w dobrym kierunku, który pozwala samorządom lepiej radzić sobie z problemami demograficznymi. Ale potrzebujemy więcej takich zmian – mówi Marek Wójcik. Co ma na myśli samorządowiec? – Na przykład możliwość tworzenia zespołów żłobkowo-przedszkolnych z jednym dyrektorem, określenie dolnej granicy liczebności klas w szkołach czy większa współpraca między samorządami w tworzeniu jednej szkoły na dwie-trzy gminy. Trzeba też zmienić zasady finansowania szkół, bo w dobie kryzysu demograficznego nie da się dalej opierać na zasadzie, że pieniądze idą za uczniem – podsumowuje Marek Wójcik.