W czerwcu 2026 r. urodziło się w Polsce 20,0 tys. dzieci. Choć na razie to jedynie wstępny szacunek, to dane z ostatnich miesięcy jasno wskazują, że spadek liczby urodzeń nad Wisłą się zatrzymał. Z czego wynikało głębokie tąpnięcie w liczbie dzieci z ostatnich lat? Czy mamy szansę na powrót do wysokich odczytów dzietności? To pytania, które zadaje sobie wiele osób. Koniec spadków nie oznacza przecież dużych wzrostów, a bez nich odzyskanie demograficznego wigoru nie będzie możliwe.

Z 400 do 240 tys. urodzeń w ciągu ośmiu lat

W kwietniu 2016 r., gdy wprowadzono świadczenie 500+, w Polsce urodziło się 30,6 tys. dzieci. Suma 12-miesięczna liczby urodzeń wynosiła wtedy 372,8 tys. Już w październiku 2017 r. na świat przyszło 35,3 tys. dzieci, a suma liczby urodzeń za ostatni rok wyniosła 403,7 tys. Można było wtedy uwierzyć, że pojedyncze zmiany mogą zmienić obraz naszej demografii.

Liczba urodzeń w Polsce w latach 2015-2018

Liczba urodzeń w Polsce w latach 2015-2018

Foto: Radosław Ditrich

Od tamtego momentu urodzeń w kraju było coraz mniej. W lutym 2018 r. po raz pierwszy od dwóch lat urodziło się mniej niż 30 tys. dzieci w jednym miesiącu. Początkowo spadek liczby urodzeń był spokojny i wynosił ok. 3-5 proc. rocznie. 9 miesięcy po wybuchu pandemii jednak coś tąpnęło. W styczniu 2021 r. urodziło się 25,4 tys. dzieci, czyli aż o 23,5 proc. mniej niż rok wcześniej. Tempo spadku przyspieszyło do 7-8 proc. w skali roku. Później przyszła wojna na Ukrainie. Urodzenia zaczęły spadać w tempie ponad 10 proc. w skali roku.

Ostatnie lata pokazały, że zmiana demograficznych trendów nie jest łatwym zadaniem. Na świadczenie 500/800+ wydaliśmy już ponad 400 mld zł. W latach 2016-2026 powstało w Polsce ok. 3000 żłobków (czyli więcej niż funkcjonowało łącznie pod koniec 2015 r.). Nastąpił gwałtowny wzrost płacy minimalnej. Bezrobocie spadło z 8 do 3 proc. Mimo tych wszystkich zmian, liczba urodzeń się załamała.

Czytaj więcej

Coraz mniej urodzeń w programie wsparcia in-vitro. Najgorszy wynik od roku

Do dzisiaj trwają dyskusje, jak duże były pozytywne skutki świadczeń rodzinnych wprowadzonych w ostatnich latach. Duży i pozytywny wpływ na ubóstwo wśród dzieci jest skutkiem, którego dzisiaj nikt nie kwestionuje. To nasz sukces. Dlaczego jednak mimo tego wsparcia, Polki trwale nie zdecydowały się na większą liczbę dzieci? Wreszcie – na ile wzrost liczby urodzeń w latach 2016-2017 był zasługą 500+, a w jakim stopniu to kwestia np. bardzo dobrej w tamtych latach pozycji konsumentów na rynku nieruchomości i pozytywnych trendów na rynku pracy?

Wiemy, że świadczenie nie uratowało naszej demografii. Spadek liczby urodzeń z 400 do 240 tys. w tak krótkim okresie można nazwać prawdziwą zapaścią. Oczywiście – jest to w pewnej mierze efekt starzejącego się wyżu demograficznego z lat 80. Spadała jednak także dzietność, a ta jest z natury odporna na różnice w strukturze wieku. W 2017 r. wyniosła 1,45. W 2020 r. było to już 1,38. Rok 2025 zakończyliśmy z wynikiem 1,07. Na świecie nie ma wielu państw w gorszej sytuacji.

Współczynnik dzietności w tym roku wzrośnie, ale trudno mówić o odwróceniu trendów

Po latach bessy na porodówkach, w końcu widzimy pierwsze pozytywne sygnały. Liczba urodzeń przestała spadać. W styczniu 2026 r. suma 12-miesięczna liczby urodzeń wyniosła 237,3 tys. W czerwcu było to 237,2 tys., czyli biorąc pod uwagę naturalne wahania, idealnie tyle samo. Przez ostatnie pół roku liczba urodzeń w ogóle nie spadła.

Liczba urodzeń w Polsce w latach 2017-2026

Liczba urodzeń w Polsce w latach 2017-2026

Foto: Radosław Ditrich

Co ważne, to nie jest zasługa samego czerwca. W marcu urodziło się o 6,4 proc. więcej dzieci niż rok wcześniej, a spadki w innych miesiącach były bardzo skromne na tle wyników z ostatnich lat. Spowolnienie spadków jest już zresztą widoczne od połowy 2025 r., czyli momentu, gdy zaczęły rodzić się dzieci w ramach rządowego programu wsparcia in vitro.

Trudno jednak zakładać, że program wsparcia in vitro samodzielnie pomógł wyhamować te spadki, ponieważ w ramach in vitro w Polsce rodziły się dzieci już przed 2025 r., a sam program mógł zwiększyć tę liczbę o dodatkowe kilka tysięcy dzieci w skali roku. Oczywiście każde dziecko jest dziś na wagę złota, ale nie oznacza to, że programy tego typu mogą samodzielnie zmieniać trendy. Mamy tutaj raczej koincydencję czasową kilku zjawisk – m.in. spadku inflacji, ustabilizowania się sytuacji po pandemii i wybuchu wojny na Ukrainie oraz wyhamowania wzrostów cen na rynku nieruchomości.

Choć brak spadków może nie brzmi imponująco, to należy wziąć pod uwagę, że zmiany w strukturze wieku nadal grają na naszą niekorzyść (liczba Polek w wieku największej płodności nadal maleje). Z tego powodu, jeżeli liczba urodzeń w Polsce utrzyma się na tym samym poziomie, to współczynnik dzietności może wzrosnąć z 1,07 do ok. 1,11-1,12. Niestety nadal będzie to historycznie skrajnie niska wartość. Prawdopodobnie zaobserwujemy więc wzrost, ale z otwieraniem szampana należy się jeszcze wstrzymać.