Z tego artykułu dowiesz się:
- Kto faktycznie odpowiada za ostatnią falę fałszywych alarmów i jaka jest rola poszczególnych zatrzymanych.
- Dlaczego główny podejrzany, mimo wcześniejszego aresztowania, mógł bez przeszkód kontynuować swoją działalność.
- Czy za paraliżem instytucji mogą stać obce służby i jakie wątki w tym zakresie bada prokuratura.
O zatrzymaniach trzech osób powiązanych z fałszywymi alarmami, jakie ostatnio odbiły się szerokim echem, poinformował w środę w TVN szef MSWiA Marcin Kierwiński. – Te osoby działały wspólnie. Natomiast grupa ich kontaktów jest znacznie, znacznie szersza – wskazywał, dodając, że „na podstawie tej grupy z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że namierzony zostanie sprawca fałszywego alarmu w mieszkaniu matki Karola Nawrockiego”.
Pierwszy z mężczyzn został zatrzymany w środę, 20 maja, drugi – znany już wcześniej organom ścigania „bomber” (już w listopadzie ubiegłego roku po raz pierwszy znalazł się w rękach policji), cztery dni później – 24 maja. Jak sprawdziła „Rzeczpospolita”, na obecnym etapie śledztwa jedynie drugi z mężczyzn ma być powiązany z dwoma tegorocznymi incydentami, które postawiły na nogi służby. Obaj zostali tymczasowo aresztowani, jednak każdy z nich za coś zupełnie innego.
Czytaj więcej
Jeden z zatrzymanych w sprawie ostatnich fałszywych alarmów już wcześniej parał się tym procederem – ustaliła „Rzeczpospolita”. Był w grupie hakeró...
Pierwszemu z zatrzymanych prokurator postawił zarzuty dotyczące zdarzeń „historycznych” – czyli fałszywych alarmów z przeszłości na szkoły i różne instytucje, niemające związku ze zgłoszeniami z tego roku. – Prowadzone z nim czynności pozwoliły jednak powiązać ze sprawą fałszywych alarmów mężczyznę, który został zatrzymany 24 maja – wyjaśnia „Rz” prok. Karolina Staros, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.
Ujęty przez policjantów Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości w niedzielę, 24 maja to właśnie ten 20-letni haker, który oprócz zdarzeń z przeszłości, ma odpowiadać również za dwa tegoroczne fałszywe alarmy: nieprawdziwe zgłoszenie dotyczące Telewizji Republika (które konkretnie, z którego dnia – to dopiero jest ustalane), oraz za zgłoszenie odnoszące się do miejsca zamieszkania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Do tego śledztwa we wtorek dołączono sprawę fałszywego alarmu, która dotyczyła mieszkania prezydenta Nawrockiego w Gdańsku. Początkowo prowadzono je w gdańskiej prokuraturze.
„Bomber” (prokuratura na obecnym etapie odmawia podania imion inicjałów podejrzanych) – jak pisała „Rzeczpospolita” – już wcześniej parał się tym procederem, działał w ramach zorganizowanej grupy przestępczej hakerów, której CBZC przypisuje odpowiedzialność za paraliż kilkuset instytucji w Polsce w ostatnich – m.in. urzędów publicznych, szkół, szpitali i innych. Grupę w listopadzie 2025 r. rozbili policjanci Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC).
Tylko 20-letni „bomber” oprócz zdarzeń z przeszłości, ma on odpowiadać również za dwa tegoroczne fałszywe alarmy: nieprawdziwe zgłoszenie dotyczące Telewizji Republika oraz za zgłoszenie odnoszące się do miejsca zamieszkania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego
Z grupą siedmiu innych młodych mężczyzn „bomber”, według wczesnych ustaleń śledczych, miał wywołać 380 fałszywych alarmów do ponad 1,5 tys. obiektów, przez co trzeba było ewakuować niemal 12 tys. osób. Członkowie grupy składali fałszywe zawiadomienia o zagrożeniu, w tym o charakterze terrorystycznym, dokonywali gróźb karalnych, tworzyli fałszywe dowody i posiadali materiały pornograficzne z udziałem małoletnich.
„Bomber” wyszedł z aresztu i wrócił do przestępczej działalności
Jak to możliwe, że po zatrzymaniu jesienią ubiegłego roku „bomber” mógł działać dalej i wywoływać fałszywe alarmy już w tym roku? Okazuje się, że w areszcie spędził sześć miesięcy. Wyszedł, bo zastosowano wobec niego środek wolnościowy. – Tymczasowe aresztowanie nie jest karą, na tamtym etapie nie zachodziło ryzyko ucieczki ani obawy matactwa. Areszt był stosowany już przez jakiś czas, wtedy nie było powodów, by trzymać tę osobę dalej w izolacji – odpowiada nam prok. Karolina Staros.
Seria fałszywych alarmów z ostatnich dni dotknęła Telewizję Republika i jej czołowych dziennikarzy. Uruchamiały one interwencję służb. Spreparowane informacje (maile lub SMS-y) miały powtarzalną treść – sprowadzały się najczęściej do przekazu o sytuacji, która zagraża czyjemuś życiu, w związku z rzekomym wybuchem pożaru czy planowanym samobójstwie. Fałszywki dotyczyły m.in. szefa BBN Sławomira Cenckiewicza, redaktora naczelnego TV Republika Tomasza Sakiewicza, domu Jarosława Kaczyńskiego oraz gdańskiego mieszkania matki prezydenta Karola Nawrockiego.
Według naszych ustaleń, grupa umawiała się w darknecie i używała do kontaktów szyfrowanych popularnych komunikatorów i VPN, który zapewnia prywatność w sieci i gwarantuje ukrycie tożsamości.
Czytaj więcej
Sprawca fałszywego alarmu w domu rodziny prezydenta nie tylko znał adres wyłączony z ochrony SOP. Mógł też na bieżąco śledzić działania służb, któr...
Co ciekawe, w ramach wielowątkowego śledztwa, jakie od grudnia ubiegłego roku na ustaleniach CBZC prowadzi praska prokuratura, badany jest wątek wpływu obcych służb oraz ewentualnego inspirowania działań podejrzanych przez te służby. Ich tłumaczenia, że tylko chcieli sprawdzić działanie polskich służb i przekonać się, jak dobrymi są hakerami, są mocno wątpliwe ze względu na skalę procederu.
W ramach wielowątkowego śledztwa, jakie od grudnia ubiegłego roku na ustaleniach CBZC prowadzi praska prokuratura, badany jest wątek wpływu obcych służb oraz ewentualnego inspirowania działań podejrzanych przez te służby
Kim jest trzecia ujęta obecnie osoba, o której wspomniał minister Kierwiński? Służby o tym nie informują. Ale, jak się okazuje, nie jest zatrzymana w śledztwie warszawskiej prokuratury, ale w postępowaniu prowadzonym przez Śląski Wydział Prokuratury Krajowej. Czego dotyczy?
– Trwają czynności, na ten moment nie możemy nic więcej przekazać – odpowiada nam rzecznik CBZC Marcin Zagórski. Na te pytania nie odpowiedziała nam także Prokuratura Krajowa.