Według Komendy Stołecznej Policji, mężczyzna od samego początku zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji i współpracował z funkcjonariuszami, deklarując przy tym chęć pomocy w ustaleniu, co naprawdę zaszło.

Policja podała, że dwie kolejne osoby, pod które ktoś się podszył, mają otrzymać status pokrzywdzonych.

Czytaj więcej

Artur Bartkiewicz: Policja u Tomasza Sakiewicza. Tej sprawy nie można bagatelizować

Sprawą zajmują się policjanci z Warszawy, Centralnego Biura Śledczego Policji, specjaliści ds. cyberprzestępczości oraz prokuratura. Z doniesień wynika, że działania były prowadzone na szeroką skalę i wymagały dokładnego przygotowania, a część śladów prowadzi za granicę. „Analizie poddawane są także hipotezy dotyczące możliwego udziału tzw. wątku wschodniego” – czytamy.

O sprawie zrobiło się głośno w związku z interwencją policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza, prezesa Telewizji Republika. Policjanci użyli wówczas środków przymusu bezpośredniego wobec przebywającej w lokalu kobiety. Krytycznie na akcję policji zareagowali m.in. politycy opozycji, w tym wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak, który ocenił, że kilku dni „wtargnięcie Policji do mieszkania redaktora Tomasza Sakiewicza i nieuzasadnione skucie jego asystentki jest skandalem, który musi zostać wyjaśniony, podobnie jak wszystkie wcześniejsze i mniej medialne interwencje wobec innych dziennikarzy czy pracowników”.

Tomasz Sakiewicz: Rosjanie muszą tylko zadzwonić na 112

Tomasz Sakiewicz odniósł się do sprawy w niedzielę w mediach społecznościowych. „Jeżeli za atakiem na moje mieszkanie stoją rosyjskie służby, tzn., że policja pod wpływem rosyjskich służb wpadła bez nakazu do biura redaktora naczelnego, pozbawiła wolności i poniżyła niewinną kobietę, a do bezprawnych działań na zlecenie Moskwy, przygotowała się ukrywając swoją tożsamość i łamiąc masę przepisów” – napisał w serwisie X. „Rosjanie już nie muszą wysyłać dronów i rakiet, żeby zdestabilizować państwo. Wystarczy, że zadzwonią na 112” – dodał w kolejnym wpisie.

Tekst jest aktualizowany