Mężczyzna, który nie został wymieniony z imienia i nazwiska, był początkowo nieprzytomny i doznał poparzeń na całym ciele po incydencie w Tokio w środę rano, mniej niż tydzień przed pogrzebem Abe, który został zastrzelony w lipcu.

Opozycja wobec państwowego pogrzebu 27 września wzrosła od czasu, gdy śmierć Abe wywołała ujawnienie związków rządzącej Partii Liberalno-Demokratycznej z Kościołem Zjednoczeniowym, którego członkowie są potocznie nazywani Moonies.

Czytaj więcej

2,5 sekundy, które przesądziły o losie Shinzo Abe

Media donoszą, że 70-letni protestujący odzyskał przytomność i powiedział policji, że oblał się olejem przed podpaleniem. W pobliżu miejsca zdarzenia znaleziono notatkę, w której przekazał, że "zdecydowanie sprzeciwia się" pogrzebowi.

Agencja informacyjna Kyodo i inne media podały, że policja została wezwana na miejsce zdarzenia około 7 rano po doniesieniach, że ktoś był "płonie". Media podały, że policjant, który gasił płomienie, również został ranny.

Tetsuya Yamagami, który jest podejrzany o zastrzelenie Abe 8 lipca z broni domowej roboty, powiedział śledczym, że obrał sobie za cel polityka z powodu jego powiązań z Kościołem Zjednoczeniowym.

Yamagami powiedział, że jego rodzina pogrążyła się w ubóstwie 20 lat temu, kiedy jego matka, członkini kościoła, przekazała duże sumy pieniędzy organizacji.

Abe nie był członkiem kościoła, ale w zeszłym roku wysłał wiadomość z gratulacjami z okazji organizowanego wydarzenia. Ostatnie badanie przeprowadzone przez partię rządzącą wśród jej 379 ustawodawców wykazało, że prawie połowa miała jakąś formę interakcji z Kościołem Zjednoczeniowym.

Na początku miesiąca rząd poinformował, że pogrzeb w tokijskiej hali Nippon Budokan będzie kosztował co najmniej 1,7 mld jenów (12 mln dolarów), a większość pieniędzy zostanie przeznaczona na ogromną operację bezpieczeństwa. Sondaż agencji prasowej Kyodo, który ukazał się w niedzielę, wykazał, że 60,8% jest przeciwnych ceremonii, a 38,5% wyraża poparcie. Ponad 75% stwierdziło, że rząd wydaje "zbyt wiele" na pogrzeb.

Wśród zagranicznych gości spodziewani są wiceprezydent USA Kamala Harris i premier Australii Anthony Albanese. W sumie spodziewanych jest około 6 tysięcy osób.

Ale wielu obecnych i byłych przywódców nie będzie w obecności, w tym Baracka Obamy, który w 2016 roku towarzyszył Abe, gdy stał się pierwszym prezydentem USA, który odwiedził Hiroszimę.