Z tego artykułu dowiesz się:
- Ilu polskich radców rolnych wspiera eksport żywności na świecie.
- Jaka jest wartość polskiego eksportu żywności.
- W jakich krajach i regionach działają polscy radcy rolni.
- Które kluczowe rynki zagraniczne pozostają bez bezpośredniego wsparcia dyplomatycznego.
- Jak promować polską żywność na międzynarodowych rynkach.
Polski eksport żywności rośnie, w ubiegłym roku jego wartość osiągnęła rekordowy poziom 58,4 mld euro, czyli 248 mld zł, co oznacza skok o 8,6 proc. z roku na rok. Trudno jednak powiedzieć, by rząd rozpieszczał przedsiębiorców swoim wsparciem dyplomatycznym.
Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, w 94 rozrzuconych na całym świecie polskich ambasadach radców rolnych jest niewielu. „Obecnie przedstawiciele Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi pełnią misję w polskich placówkach dyplomatycznych w Berlinie, Kijowie, Abu Zabi, Nowym Delhi, Kairze, Pekinie.” – napisało Ministerstwo Rolnictwa. Dodatkowo jego reprezentanci są w Stałym Przedstawicielstwie RP w Brukseli. Radcowie wprawdzie działają w porozumieniu z kierownikami poszczególnych placówek zagranicznych, ale realizują zadania powierzane przez resort rolnictwa. Liczba stanowisk także nie zależy od MSZ, a właśnie od decyzji resortu rolnictwa.
Czytaj więcej
Polscy producenci żywności wiążą duże nadzieje z wizytą premiera Donalda Tuska w Japonii i Korei Południowej. Trwające negocjacje mogą otworzyć dos...
Co zdziała jeden człowiek w kraju o 1,5 mld mieszkańców
– Te sześć stanowisk to jest bardzo mało, patrzymy tęsknym okiem na rynek chiński. Ten kraj ma 1,5 mld mieszkańców. Co zdziała tu jeden radca rolny? – pyta retorycznie Bartosz Urbaniak, szef bankowości food & agro na Europę Środkowo-Wschodnią i Afrykę w banku BNP Paribas.
Europejskie placówki są dobrze usytuowane, bo top dwa ważne rynki. Niemcy kupują jedną czwartą naszego całego eksportu żywności, za 14,8 mld euro. A Ukraina z polskim eksportem żywności wartym 1,2 mld euro jest drugim rynkiem pozaunijnym. Pierwszym poza UE rynkiem jest Wielka Brytania, gdzie wysyłamy żywność za 4,4 mld euro, ale tam polskich firm nikt nie wspiera. Trzecim są USA, gdzie eksport osiągnął w ub.r. 838 mln euro. Polskiego radcy rolnego nie znajdziemy jednak w całej Ameryce Północnej, ani też Południowej, co może dziwić, skoro polskie rolnictwo obawia się umowy o wolnym handlu z Mercosurem.
Eksport na rynek unijny rósł w tempie 10 proc. w relacji rocznej. Wysłaliśmy tam 75 proc. polskiego eksportu żywności. Nie mamy jednak radcy we Francji, gdzie eksport sięga 4 mld euro, ani w Holandii (3,4 mld euro).
Eksport na rynki pozaunijne wzrósł o 3 proc., ale otwiera się coraz więcej drzwi, dzięki serii zawartych ostatnio przez UE umów o wolnym handlu, które mocno ułatwiają nawiązywanie relacji handlowych. – Poparłbym ideę zwiększenia liczby radców rolnych w ambasadach, to by się wpisało w pakiet działań sprzyjających ekspansji na rynki zagraniczne: promocję polskiej marki, misje gospodarcze, umowy o wolnym handlu. Bo sama podpisana umowa tylko stwarza możliwości, ale nie daje gotowych narzędzi, a Polska jest słaba w wykorzystywaniu takich szans – zauważa prof. Łukasz Ambroziak z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERGŻ).
Czytaj więcej
Ogromnym rozczarowaniem skończyło się ostatnie spotkanie Światowej Organizacji Handlu, które miało dać wyczekiwaną – reformę WTO i handlu e-commerc...
Polska nie wykorzystuje szans z umów o wolnym handlu. Pora na misje
Część sukcesu eksportowego polskiej żywności zawdzięczamy międzynarodowym sieciom handlowym, które wysyłają w świat polską żywność bez oglądania się na wsparcie państwa. Pomocy nie potrzebują też globalne firmy handlujące zbożem i rzepakiem.
– Z naszych badań w IERGŻ wynika, że potrzebna jest przede wszystkim dywersyfikacja eksportu rolno-spożywczego i zwiększenie udziału krajów trzecich – mówi prof. Ambroziak. Dlatego państwowi radcy handlowi zaczynają być potrzebni, gdy mowa o przedsiębiorstwach polskich, które chciałyby samodzielnie wysyłać towary poza UE. Radcy muszą współpracować z administracją rządową danego kraju, ale też z organizacjami międzynarodowymi, jak WTO czy International Chamber of Commerce, UE. Chiny to dobry przykład kraju, gdzie tego rodzaju wsparcie jest bardzo potrzebne. – W krajach, które są etatystyczne, jak Chiny czy Indie, Wietnam, gdzie jest spory udział gospodarki centralnej, gdzie biznes sam z siebie nic nie załatwi, bo nikt ważny się z nim nie spotka, tam firmy muszą być wprowadzane przez czynnik rządowy – mówi Urbaniak.
Prof. Ambroziak wskazuje, że wsparcie ważne jest przede wszystkim w krajach rozwijających się, o dużym potencjale wzrostu, np. w Azji Południowo-Wschodniej (Tajlandia, Wietnam, Malezja). Ale także w Afryce, gdzie są duże perspektywy wzrostu, bo rośnie tam PKB i dochody mieszkańców. W Afryce polski radca rolny jest tylko w Egipcie, podczas gdy coraz więcej zarabiają i bogacą się inne kraje. Co więcej, wysyłamy do nich produkty anonimowe, jak mleko w proszku czy mięso drobiowe, więc polska żywność nie buduje swojej marki obecnością na półkach. Konsumenci nie wiedzą, że pochodzi ona z Polski.
Co jest potrzebne? Właśnie wsparcie na miejscu, ale też działania prowadzone z kraju, wizyty ministrów, którzy zabieraliby w podróż biznes. Dobrym przykładem jest tu niedawna podróż premiera do Japonii i Korei, w którą zabrał ministra rolnictwa, ale to raczej wyjątek. – Jest duża potrzeba misji gospodarczych na wysokim szczeblu, przedstawicieli rządu czy prezydenta, które zabierają firmy - mówi prof. Ambroziak.
Dodatkowo, eksporterów żywności wspiera Polska Agencja Inwestycji i Handlu, dla której żywność jest jedną z wielu wspieranych branż, obok zaawansowanych technologii czy medycznej. PAIH też ma zagraniczne biura handlowe, ale ich liczba została mocno ograniczona w ostatnich latach, w Afryce jest ich pięć: w Maroku, Egipcie, RPA, Nigerii i Kenii.