– Kontynuujemy tę tarczę w takim kształcie, w jakim była do tej pory, przynajmniej przez pierwsze półrocze przyszłego roku – powiedział premier Mateusz Morawiecki.

Obniżka VAT z 5 proc. do zera na większość produktów spożywczych, głównie nieprzetworzonych, obowiązuje od lutego 2022 r. i była już raz latem przedłużana. Rząd zapowiadał nawet specjalne kontrole sklepów mające sprawdzić, jak wywiązały się one z obniżki, do tego sklepy musiały informować klientów, iż redukcja VAT to pomysł rządu. Premier dodał, że działania te obniżyły maksymalny szczyt inflacji od 3 do 4 pkt proc. – Czyli jeśli ona jest między 17 a 18 proc., byłaby 21-22 proc., zdaniem bardzo wielu ekonomistów – powiedział Morawiecki.

Czytaj więcej

Paliwa nie tanieją tak szybko jak ropa. Ceny podniosą też VAT i akcyza

O planie utrzymania zerowej stawki na żywność pisaliśmy już w „Rzeczpospolitej” kilka razy, ale choć chwali się nią rząd, to nic z perspektywy konsumentów nie zmieni. Co więcej, powinni się oni szykować na dużo większe podwyżki cen w sklepach spożywczych mimo utrzymania obniżki.

Producenci żywności już coraz mocniej sygnalizują, że to oni wraz z sieciami handlowymi ponoszą dzisiaj największe skutki drastycznego wzrostu kosztów działalności i to znacznie wyższe niż niemal 20-proc. inflacja. I takiej sytuacji nie da się utrzymywać w nieskończoność, tym bardziej że dla producentów energia jest i tak coraz droższa, a to jedynie jeden z rosnących kosztów. Według ostatniego badania UCE Research i Wyższych Szkół Bankowych w październiku ceny w sklepach wzrosły w ujęciu rocznym 26,1 proc.

Faktem jest, że gdyby VAT wrócił, to ceny na pewno przy okazji wzrosłyby mocniej niż przywrócone 5 proc.