Nagły kryzys na rynku spożywczym nieco załagodziło przywrócenie dostaw dwutlenku węgla przez państwowe spółki. Premier obiecał rozwiązanie na najbliższej Radzie Ministrów, ale niestety go nie poznaliśmy.
– Dziś premierzy prezentowali pewne propozycje na Radzie Ministrów, jeszcze ostatecznych decyzji, w których kierunkach te rozwiązania pójdą, nie przedstawili, ale w ciągu najbliższych kilku dni będzie to możliwe – powiedział premier Mateusz Morawiecki po wtorkowej Radzie Ministrów.
Czytaj więcej
Należąca do Orlenu firma po zaledwie kilku dniach od wstrzymania produkcji nawozów i CO2 postanowiła ją wznowić. Azoty na razie decyzji nie zmieniły.
Oburzenie rynku
Henryk Kowalczyk i Jacek Sasin mieli wypracować rozwiązanie pozwalające na dostęp do nawozów po osiągalnych ekonomicznie cenach i przedstawić je na wtorkowym posiedzeniu rządu – skończyło się jednak na dyskusji. Premier zdradził jedynie, że w grę wchodzą dopłaty lub mechanizmy zakupowe czy kompensacyjne. Tłumaczył, że w Europie, np. we Francji, podejmowane są podobne decyzje.
Problem z dwutlenkiem węgla jest ściśle powiązany z nawozami. Główni producenci nawozów w Polsce ze względu na skok cen gazu przed tygodniem wstrzymali ich produkcję, a CO2 jest produktem ubocznym pracy instalacji amoniaku. W efekcie tej decyzji dostawcy płynnego CO2 poinformowali producentów żywności, że odcinają im dostawy, co wywołało oburzenie rynku.
Po tygodniu kryzysu okazało się, że „w trosce o zagwarantowanie bezpieczeństwa żywnościowego kraju” Anwil wznowił produkcję nawozów azotowych i surowego CO2. Grupa Azoty natomiast tłumaczy, że nadal produkowała 30 proc. dotychczasowej ilości CO2, a od 28 sierpnia – 60 proc. Dostawy dla wszystkich dotychczasowych odbiorców miały być podobno zapewnione i spółka nie wie, dlaczego odbiorcy, producenci CO2, byli zmuszeni do zatrzymania produkcji z powodu braku dostaw.
Kto to kontroluje
Eksperci branży spożywczej narzekali, że państwowe spółki powinny były ich uprzedzić o planowanych wyłączeniach. Tyle że, niestety, spółki giełdowe, jak Grupa Azoty, nie mogą zdradzać cenotwórczych informacji akcjonariuszom, w tym m.in. nadzorującym ją ministerstwom. Na pytanie, jaka jest odpowiedzialność spółki za wywołanie takiego szoku na rynku i odcięcie dostaw surowców, które okazują się strategiczne, prof. Adam Opalski, specjalista prawa spółek, wskazuje, że powinien zostać wypracowany czytelny i transparentny mechanizm publicznych dotacji, by w kryzysowych sytuacjach zapewnić podtrzymanie produkcji w dziedzinach strategicznych z punktu widzenia sektora m.in. rolno-spożywczego.
Czytaj więcej
Browary i zakłady mleczne mogą wstrzymać produkcję. To efekt zatrzymania zakładów Grupy Azoty i Anwilu.
– Jeśli nie stworzymy takiego systemu, to de facto akcjonariusze mniejszościowi spółek giełdowych kontrolowanych przez Skarb Państwa będą ponosić koszty dotowania działalności, która realizuje interes publiczny. Taki stan jest nieakceptowalny z punktu widzenia prawa spółek i prawa rynku kapitałowego. Wtedy każda inwestycja w giełdową spółkę strategiczną będzie powiązana z ryzykiem, że zajdą okoliczności, w których spółka – kosztem biznesu nastawionego na zysk – zacznie działać w interesie publicznym – ocenia prof. Opalski.
– Oni nie mają prawa nie wiedzieć, jaki mają wpływ na rynek, z jednej strony jest rachunek wyników, produkcja nawozów wprowadzi ich w trudną sytuację gospodarczą. Jeśli natomiast przestaną produkować nawozy – nie spełnią swojej misji społecznej, bo bez nawozów rolnictwo, przemysł przetwórczy nie mogą działać – tłumaczy Andrzej Nartowski, ekspert corporate governance i rynku kapitałowego.