Od dawna piszę, że samorządy zawodów prawniczych muszą w takich chwilach zachowywać się roztropnie. Reprezentujemy bowiem dziesiątki tysięcy osób, które nie dość, że mają zróżnicowane poglądy polityczne, to jeszcze oczekują od swoich przedstawicieli, że będą się skupiać na załatwianiu konkretnych spraw, a unikać czynnego włączania się w debatę polityczną.

Okres wyborów to zatem dobry moment, aby przypomnieć rządzącym (ale również pretendującym do tego zaszczytu) o prostym fakcie: my również jesteśmy elektoratem, który ma wiele niezałatwionych spraw.

Podstawowy jest chociażby problem wysokości stawek minimalnych opłat za czynności radców prawnych i adwokatów. Ta istotna kwestia od lat pozostaje niezałatwiona, i to mimo zaangażowania się władz obu samorządów prawniczych: Krajowej Rady Radców Prawnych oraz Naczelnej Rady Adwokackiej.

Czytam ostatnio wiele wypowiedzi o stanowieniu prawa, systemie wymiaru sprawiedliwości, polityce urzędów i nie odnajduję w nich niestety tego wątku. Sprawa nie istnieje? Otóż istnieje. I o tym powinniśmy z całą mocą przypominać politykom.

Dziś każda nasza wypowiedź może być – i zapewne jest – odczytywana przez polityków jako angażowanie się po jednej ze stron wyborczego wyścigu. Musimy znaleźć sposób, aby mówić o bolączkach profesjonalnych prawników, unikając jednak czynnego włączania się w kampanię wyborczą.

Nie jesteśmy i chyba nie chcemy być postrzegani jak związek zawodowy. Owszem, walczymy o pozycję i należne prawa naszych członków. Niekiedy stanowczo. Zawsze jednak dbaliśmy o zachowanie pryncypiów. A te są niezmienne: nie pchamy się na polityczny afisz, tylko załatwiamy konkretne sprawy związane z funkcjonowaniem profesjonalnych pełnomocników i szerzej – wymiaru sprawiedliwości.

Jeżeli staniemy się stroną politycznej debaty, stracimy zaufanie i możliwość dialogu z decydentami, którzy słusznie będą postrzegali nas nie w kategoriach partnerów w dyskusji, ale politycznych oponentów. Jak wyglądają w praktyce relacje pomiędzy oponentami, doskonale widać w parlamencie. Nie chcemy, aby z góry odrzucano nasze idee i pomysły tylko dlatego, że wychodzą z naszej strony, bez względu na ich wartość merytoryczną.

Walczmy o nasze prawa mądrze. Wykorzystujmy nasze atuty. Zrezygnujmy z politykierstwa, bo skutki takich zachowań są zazwyczaj odwrotne do zamierzonych. Aby nie pozostawać gołosłownym, warto zauważyć, że obecny rynek usług prawnych jest pokłosiem takiej właśnie polityki – niegdyś prowadzonej przez samorządy. Przyniosła duże straty, które dziś są już chyba nie do odrobienia. Mądrzy są ci, którzy uczą się na błędach. Nierozsądni zaś ci, którzy nie wyciągają wniosków z własnych porażek.

Autor jest dziekanem Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie