Na ostatniej prostej rządowy projekt ustawy znoszącej bezwzględny zakaz reklamowania aptek został uzupełniony o ostrzejsze przepisy sankcyjne. Wyjątkowo ze sobą zgodni posłowie rządzącej koalicji i opozycji zaproponowali podniesienie kar za nielegalną reklamę aptek. Według nich zaproponowana przez Ministerstwo Zdrowia (MZ) podwyżka sankcji z 50 tys. zł do 100 tys. zł była nieadekwatna.

Zdaniem parlamentarzystów łamiący zakaz powinien zapłacić nawet 1 mln zł (wysokość kary ma zależeć od okoliczności oraz stopnia naruszenia przepisów) za każdą należącą do niego aptekę. W obowiązującym przed wyrokiem TSUE stanie prawnym 50 tys. groziło każdemu łamiącemu zakaz aptekarzowi, bez względu na to, ile miał aptek. To zaś – jak przekonywali parlamentarzyści – nikogo nie odstrasza przed namawianiem pacjentów do zakupu niepotrzebnych im medykamentów.

TSUE każe łagodzić, parlament zaostrza

W czerwcu 2025 r. Trybunał Sprawiedliwości UE (wyrok w sprawie C-200/24) uznał obowiązujący w Polsce bezwzględny zakaz reklamowania się aptek za niezgodny z unijnym prawem. Stwierdził, że regulacja „wykracza poza to, co jest konieczne do osiągnięcia celu ochrony zdrowia publicznego, polegającego na zwalczaniu nadmiernego spożycia produktów leczniczych” i nakazał jej złagodzenie.

do 1 mln

tyle, pomnożone przez liczbę aptek, wyniesie kara za nielegalny marketing

12 277

liczba aptek i punktów aptecznych w grudniu 2025 r., dane: IQVIA

42 proc.

tyle procent rynku (3 411 aptek) było w rękach 17 największych sieci aptecznych (50+) w grudniu 2025 r., dane: IQVIA

Natychmiast po orzeczeniu TSUE sądy administracyjne zaczęły uchylać kary nałożone na reklamujących swoje usługi aptekarzy. Zapanował też prawny chaos, który umożliwił powrót dawno niewidzianych reklam aptek i programów lojalnościowych. Prace nad unormowaniem tej sytuacji rozpoczęło Ministerstwo Zdrowia. Wraz z nimi ruszyła batalia między samorządem aptekarskim (zwolennikiem daleko posuniętych ograniczeń) a reprezentantami aptecznych przedsiębiorców o to, jaki kształt przybierze dozwolona reklama apteczna.

Rządowa wersja projektu ustawy była wynikiem daleko posuniętego kompromisu. Z ustawy miał zniknąć całkowity zakaz reklamowania się aptek. Wciąż zabronione miało być jednak m.in. kierowanie reklamy do dzieci, stosowanie reklamy porównawczej, wykorzystywanie w reklamie wizerunku osób znanych publicznie lub autorytetów albo oferowanie pośredniej korzyści w zamian za nabycie produktu w danej aptece. Resort proponował podniesienie kar za złamanie ograniczeń z 50 tys. do 100 tys. zł.

Na stole były kary sięgające 10 mln zł

To jednak nie przekonało posłów. Podczas I czytania ustawy poseł PiS Janusz Cieszyński wyszedł z propozycją podniesienia kar do 10 mln zł. Natomiast w trakcie II czytania posłowie niemal wszystkich ugrupowań podnieśli rękę za wpisaniem do ustawy kar w wysokości do 1 mln zł pomnożonych przez liczbę aptek należących do właściciela sieci.

Czytaj więcej:

ABC Firmy Przyspieszają prace nad zniesieniem zakazu reklamowania się aptek

Pro

– Jeśli kara będzie wynosiła 100 tys. zł, duże sieci wpiszą to sobie w budżet reklamowy, bo będzie to dla nich jak splunięcie. Jedna kampania reklamowa jednej sieci była warta 16 mln zł, więc my naprawdę musimy zadbać o interes pacjentów, a nie interes biznesowy sieci aptecznych – tłumaczyła podczas posiedzenia Komisji Zdrowia Marcelina Zawisza, posłanka Razem.

Posłów nie przekonały wątpliwości Łukasza Pietrzaka, Głównego Inspektora Farmaceutycznego, który wskazywał na potencjalne problemy związane z koniecznością mnożenia wysokości kar przez wszystkie apteki zrzeszone w ramach jednej sieci. Pietrzak zwracał uwagę na to, że dziś sankcje są wymierzane przez wojewódzkie inspekcje farmaceutyczne (WIF) w odniesieniu do konkretnej apteki. Standardem nie jest więc karanie kilkunastu aptek rozsianych po kraju i podlegających pod różne inspekcje.

– WIF-y będą miały duży opór przed wszczynaniem postępowań, co może spowodować, że de facto te przepisy nie tyle mogą być martwe, co ich egzekucja będzie wydłużona – ostrzegał Łukasz Pietrzak.

Bez echa przeszły również obawy Jerzego Meysztowicza, posła KO. – Duże firmy będzie stać, żeby skorzystać z usług dobrych kancelarii prawnych i odwołać się do przepisów UE, które pozwalają na reklamę. Oni sobie z tym poradzą. A co mają zrobić pozostali? Krzywdzicie drobnych przedsiębiorców i małe polskie sieci – przekonywał.

Samorząd aptekarski triumfuje

– Kary tej wysokości nie są niczym nietypowym ani w prawie farmaceutycznym, ani w prawie refundacyjnym. Podam kilka przykładów. Nielegalne przejęcie kontroli nad apteką zagrożone jest sankcją do 5 mln zł. Za sprzedaż niektórych leków przez internet grozi do 500 tys. zł. Za wiele, nawet drobnych, naruszeń, np. niestosowanie ceny urzędowej, grożą kary bez górnego limitu. Mogą być wielomilionowe. Przypomnę, że kilka lat temu inspekcja naliczyła za wywóz leków prawie mld zł kary. Za sprzedaż z apteki do apteki można dostać nawet 10 lat więzienia. Utratą zezwolenia można zostać ukaranym nawet za niewykonanie decyzji o zakupie wymaganej książki czy brak termometru. Na tym tle kara do 1 mln zł za złamanie zakazu reklamy jest proporcjonalna – mówi Marek Tomków, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej (NRA).

Czytaj więcej

Cofanie zezwoleń aptekom kością niezgody w NSA

Odmiennego zdania jest Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET. Według niego nowa wersja ustawy w praktyce całkowicie zakaże reklamy, co stoi w jaskrawej sprzeczności z wyrokiem TSUE.

– Projekt przedstawiony przez rząd został wypracowany w dialogu i w końcu został zaakceptowany przez wszystkie strony. Niestety już na etapie prac sejmowych, to samorząd aptekarski przypuścił atak na ten dobry projekt i wypaczył jego sens. Wyrok TSUE zobowiązuje Polskę do zniesienia zakazu reklamy, a tymczasem w rzeczywistości się go zaostrza. Który przedsiębiorca ośmieli się na jakiekolwiek (nawet teoretycznie dozwolone) działania marketingowe, skoro izba aptekarska będzie mogła na niego donieść do WIF, a ten wymierzy karę do 1 mln zł lub jej wielokrotność, czyli nawet kilkadziesiąt lub kilkaset mln zł? – pyta Piskorski.

Tego typu argumenty nie przekonują prezesa NRA, który podkreśla, że kary muszą pełnić funkcję ostrzegawczą.

– Strona biznesowa nie protestowała przeciwko podniesieniu kary z 50 tys. zł do 100 tys. zł, bo zakładała, że dalej będzie reklamować apteki, a kary wliczy w koszty marketingowe. Kary muszą zaś odstraszać. Od wielu lat nie słyszałem o przypadkach, żeby ktoś starał się naruszać ceny urzędowe narzucane przez MZ, ale tam kara jest ogromna. Nikt nie przyjmuje też korzyści związanych z obrotem lekiem refundowanym, bo tam kary również są gigantyczne – dodaje prezes NRA.

Trzy problemy prawne

Zdaniem Tomasza Kaczyńskiego, radcy prawnego i partnera w kancelarii Rymarz Zdort Maruta, nowa ustawa jest obarczona trzema poważnymi wadami. Po pierwsze, daje samorządowi aptekarskiemu możliwość decydowania o tym, co będzie karane. Przy ocenianiu, czy doszło do złamania zakazu reklamy będzie brane pod uwagę to, czy dana reklama narusza normy deontologii zawodu. W trakcie prac rządowych ten przepis został usunięty z projektu, ale teraz go przywrócono.

– W praktyce wydziera się więc władzę z rąk organów nadzoru i przenosi w ręce samorządu aptekarskiego, co jest niedopuszczalne. Druga wada to wysokość kar. Podnosi się je z 50 tys. (niezależnie od liczby aptek) do 1 mln zł za każdą aptekę. To 200 razy więcej w odniesieniu do przedsiębiorcy z jedną apteką. A jeśli sieć liczy 20 aptek, to nad jej właścicielem może zawisnąć ostrze 20 mln zł kary – mówi Tomasz Kaczyński.

Po trzecie, kara jest nakładana na każdy podmiot zaangażowany w reklamę, to znaczy nie tylko na ten prowadzący aptekę, ale też na podmiot zlecający i wykonujący reklamę.

– Jeśli więc sieć ma 50 aptek, to karę sięgającą 50 mln zł może zapłacić zarówno właściciel, jak i agencja reklamowa, dom mediowy czy stacja telewizyjna. To karanie wielu podmiotów za ten sam czyn – tłumaczy mec. Kaczyński.

Weto prezydenta i powrót sprawy do TSUE

Uchwalenie nowelizacji przez Sejm nie kończy procesu legislacyjnego. Przedsiębiorcy apteczni nie porzucają nadziei, że na jego kolejnych etapach restrykcyjne dla nich prawo zostanie złagodzone.

– Liczymy na to, że senatorowie zmodyfikują ustawę i usuną z niej nieproporcjonalne kary. Jeśli jednak tego nie zrobią, nasza jedyna nadzieja w prezydencie. Zwrócimy się do niego z prośbą o zawetowanie tego szkodliwego i wymierzonego przeciwko przedsiębiorcom rozwiązania – zapowiada Marcin Piskorski.

Czytaj więcej

Fałszywy Ozempic na zamkniętych forach. Policja ujawnia taktykę oszustów

Prezes samorządu aptekarskiego broni ustawy jako kompromisu. – Z jednej strony poluzowujemy zakaz, a z drugiej zniechęcamy do ryzykowania i jego łamania. Strona biznesowa, która twierdzi, że wysokość kar odstraszy od udzielania klientowi jakichkolwiek informacji, np. o możliwości płatności kartą w aptece, zwyczajnie kłamie. Przygotowana przez rząd wersja projektu nie budziła oporów, bo była dziurawa. Teraz odnaleziono luki i je załatano. Spotyka się to z niezadowoleniem tych, którzy już planowali łamać nowy zakaz. Szczególnie obrzydliwe w tej narracji jest zasłanianie się małymi aptekami. Pierwotnie proponowane 100 tys. zł na aptekę też zabiłoby małą pojedynczą aptekę na wsi. Tylko wtedy biznes się tym nie przejmował – mówi Marek Tomków.

Co jeśli prezydent podpisze ustawę?

– Polska nie tylko nie wykonuje wyroku TSUE, ale wręcz wypacza jego sens. Oznacza to, że sprawa ponownie znajdzie się w Luksemburgu. Do czasu jej rozstrzygnięcia będziemy mieli do czynienia z efektem mrożącym, bo nikt nie zaryzykuje jakiejkolwiek reklamy przy takim wymiarze kar – prognozuje Tomasz Kaczyński.