Bez zwrotu w wywołującym emocje sporze przenoszenia do polskich rejestrów stanu cywilnego zagranicznych aktów urodzenia dzieci, w których jako rodzice figurują osoby tej samej płci. Bo choć w środę poszerzony skład Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) po raz kolejny zajął się tą kwestią i nawet podjął uchwałę, to w praktyce nic z niej nie wynika. Sięgnął bowiem po rozwiązanie czysto formalne. W sentencji uchwały orzekł o pozostawieniu przedstawionego zagadnienia prawnego bez rozpoznania, a w jej uzasadnieniu wskazał jasno, że powodem tego był brak precyzji przy formułowaniu pytania przez Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Krakowie. Ten, inicjując sporną sprawę, zapytał siedmioosobowy skład NSA o to, czy art. 104 ust. 5 i art. 107 pkt 3 ustawy z 28 listopada 2014 r. prawo o aktach stanu cywilnego dopuszcza transkrypcję zagranicznego aktu urodzenia dziecka, w którym jako rodzice wpisane są osoby tej samej płci. Z uzasadnienia wynikało zaś, że WSA nie zgadza się z wcześniejszą uchwałą NSA z 2 grudnia 2019 r. (sygn. akt II OPS 1/19). Wówczas nie dano zielonego światła transkrypcji do polskiego rejestru stanu cywilnego zagranicznego aktu urodzenia dziecka, w którym jako rodziców wpisano dwie matki czy dwóch ojców. Jednocześnie w uzasadnieniu NSA wyraźnie zaznaczył, że taka wykładnia nie przekreśla możliwości wydania dziecku polskich dokumentów. Podstawą do wyrobienia dowodu, paszportu czy nadania PESEL dziecku rodziców jednej płci w Polsce może być bowiem sam zagraniczny akt urodzenia, bez konieczności transkrypcji.
Przenoszenie zagranicznych aktów urodzenia do polskich rejestrów
WSA doszedł jednak do przekonania, że takie rozwiązanie problemu się nie sprawdza. Pojawiły się też nowe argumenty. Za rewizją poglądu z 2019 r. przemawia zwłaszcza ewolucja, jaka przez prawie siedem lat dokonała się w orzecznictwie samego NSA, jak i unijnym, w tym Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz). sąd pytający wskazywał na konieczność ochrony praw dziecka i problemy praktyczne, jakie wiążą się z odmową transkrypcji. W sprawie, na kanwie której pojawiły się wątpliwości, chodzi o dziewczynkę, której biologiczną matką jest Polka pozostająca w związku małżeńskim z kobietą. Po przyjściu na świat córki kobiety przedłożyły przed hiszpańskim urzędnikiem sporządzającym akt urodzenia zaświadczenie o zawarciu związku małżeńskiego w Dublinie. I obie zostały wpisane do niego jako matka A i matka B. Tymczasem, jak podkreślał WSA, efektem braku polskiej transkrypcji aktu urodzenia jest przedłużająca się niepewność co do statusu małoletniej. Dziecko, które bezspornie jest obywatelem Polski od siedmiu lat nie dysponuje żadnym dokumentem, który by to potwierdzał. Sąd wskazywał także na inne niedogodności w życiu codziennym związane m.in. z podróżowaniem, reprezentacją przed organami administracyjnymi i sądowymi, a nawet niepewnością co do losów małoletniej w sytuacji śmierci biologicznej matki.
Czytaj więcej
Polski system prawny nie pozwala na wpisanie w dokumencie tożsamości dwóch kobiet jako rodziców. Jednak Polska nie może odmawiać swojemu obywatelow...
Na te i inne problemy – w tym dyskryminację i opór ze strony urzędników – tęczowych rodzin oraz ok. 50 tysięcy wychowywanych przez nich w Polsce pociech uwagę w środę zawracali przedstawiciele organizacji opowiadających się za koniecznością dopuszczenia transkrypcji zagranicznych aktów urodzenia dzieci rodziców tej samej płci. Za zmianą stanowiska NSA apelowali też pełnomocnicy Rzecznika Praw Obywatelskich i Prokuratury Krajowej. Przekonywali, że chodzi o dobro niewinnych dzieci. Konieczne jest odejście od wcześniejszej wykładni, bo społeczeństwo się zmienia, a konserwatywne poglądy nie mogą prowadzić do nierówności. Z kolei pełnomocnicy organizacji przeciwnych dopuszczeniu przenoszenia zagranicznych aktów urodzenia dzieci rodziców jednej płci do polskich rejestrów argumentowali, że NSA jest powołany do stosowania prawa, a nie do jego zmiany. A ta, w ich ocenie prowadziłaby m.in. do rozszczelnienia klauzuli porządku publicznego oraz niespójności między rejestrami publicznymi i samym systemem prawnym.
Bez transkrypcji dziecko dwóch matek też może mieć polski dowód
Ostatecznie szala zwycięstwa nie przechyliła się na żadną ze stron. NSA merytorycznie nie odniósł się do ich argumentów, bo, jak tłumaczył, nie pozwoliła mu na to treść pytania prawnego. Nie kwestionował, że procedura sądowo-administracyjna – konkretnie art. 269 prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi – umożliwia wystąpienie o podjęcie uchwały w przypadku, kiedy dany skład sądu administracyjnego rozpoznający sprawę nie podziela stanowiska zajętego w już istniejącej. Niemniej, jak zauważył sędzia NSA Arkadiusz Despot-Mładanowicz, w takim przypadku wymagana jest precyzja. Trzeba zapytać dokładnie tak samo, jak sąd, który zadał pytanie leżące u podstaw uchwały, z którą dany skład orzekający się nie zgadza. NSA zwrócił bowiem uwagę na samo związanie uchwałą i ewentualne skutki kolejnej dotyczącej tej samej kwestii. Gdyby NSA zmienił zdanie i podjął kolejną uchwałę o innej treści, to ta nowa obowiązuje w miejsce starej. Tymczasem, jak zaznaczył sąd, przy braku precyzji w pytaniu mogłoby dojść do wątpliwości, czy nie chodzi o dwa różne przypadki i dwie uchwały. Zdaniem poszerzonego składu NSA w spornym przypadku sąd pytający nie sprostał wymogom, bo nie zadał pytania tożsamego z tym, które legło u podstaw podjęcia uchwały w 2019 r. Co istotne, NSA nie zgodził się, że jego wcześniejsza uchwała stoi w sprzeczności z orzecznictwem unijnym. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził bowiem, że transkrypcja aktu urodzenia nie jest potrzebna do uzyskania dokumentu tożsamości. I dokładnie to samo wynika z poprzedniej uchwały składu 7 sędziów NSA.
Sygnatura akt: II OPS 1/24