Choć nie ma jeszcze ostatecznych wyników wyborów do amerykańskiego Kongresu (wybierano cały skład Izby Reprezentantów i jedną trzecią składu Senatu), nie ma wątpliwości, że demokraci odnieśli ogromne zwycięstwo, zyskując poparcie niemal dwóch trzecich wyborców i zdobywając większość w obu izbach. Wybory parlamentarne w Stanach Zjednoczonych mają mniejsze znaczenie, niż w Polsce, ze względu na tamtejszy podział władzy pozwalający posiadającemu całość władzy wykonawczej prezydentowi względnie skutecznie rządzić nawet bez poparcia obu izb, przy wykorzystaniu dekretów i prawa weta.

Bez poparcia izb nie da się jednak przyjąć nowych ustaw, a dekrety muszą bazować na istniejącym prawie (wchodzą w życie zaraz po podpisaniu, ale można je zaskarżyć, a Kongres może nie dać pieniędzy na ich realizację). Najważniejsze jest jednak to, że wyniki wyborów w połowie kadencji prezydenta są uważane za miernik oceny jego rządów. I choć prezydent Trump twierdzi, że większość Amerykanów go popiera, a wyborcza przegrana jego partii wynikała tylko z błędów popełnionych przez samych kandydatów, wyniki głosowania pokazują dokładnie to samo, co prowadzone na bieżąco sondaże: działania prezydenta aprobuje tylko jedna trzecia społeczeństwa.

Czytaj więcej

Wyniki wyborów w USA podkopują wyceny spółek AI. Obawy o centra danych w Teksasie

Wybory do Kongresu: W jakim stanie jest gospodarka USA?

Skąd to rozczarowanie? W felietonie sprzed tygodnia pisałem o tym, że w wyborach coraz mniejszą rolę odgrywa dziś racjonalna ocena wyników polityki gospodarczej, a coraz większą – pozaracjonalne emocje. Serce, a nie mózg. Amerykańskie wybory wydają się temu przeczyć, bo przecież głównym zarzutem stawianym przez ludzi prezydentowi jest wzrost cen i stan gospodarki. Czyżby głosowanie Amerykanów było jednak w pełni racjonalne?

Nie do końca. Trumpowi trudno oczywiście uciec przed odpowiedzialnością za wzrost cen paliw, bo wynika on bezpośrednio z pochopnie zaczętej i nieudolnie prowadzonej wojny z Iranem (a pomoc ze strony Putina okazała się nieskuteczna – amerykańskie firmy nie chcą kontraktować obiecanego przez niego paliwa, bo prezydencka umowa jest sprzeczna z ustawą o sankcjach na Rosję). Ale w sumie gospodarka amerykańska wcale nie jest w złym stanie. PKB zwiększa się w przyzwoitym tempie 2-3 proc., inflacja nieco wzrosła, ale jest pod kontrolą (3,7 proc.), na dość niskim poziomie pozostaje też stopa bezrobocia (4,2 proc.).

Czytaj więcej

Klęska republikanów w wyborach połówkowych. Demokraci tryumfują

Dlaczego Donald Trump przegrał?

No to skąd aż tak negatywne oceny? Wyjaśnieniem jest to, że Donald Trump nie obiecywał swoim wyborcom jedynie sprawnego zarządzania gospodarką. Obiecywał cud, który w dodatku miał nastąpić w błyskawicznie krótkim czasie. Jego symbolami miały być „niesamowita” koniunktura gospodarcza (dzięki potężnej podwyżce ceł na import), obniżenie podatków (za Amerykanów miała je podobno płacić zagranica), niskie ceny energii i paliw (chwalił się nimi dosłownie w przeddzień ataku na Iran), radykalne ograniczenie roli rządu federalnego (miał tego dokonać Elon Musk). Najwyraźniej w opinii znacznej części swoich wyborców prezydent tej zachwycającej obietnicy nie dotrzymał. A więc stracił ich serca.

P.S. I jeszcze jedno: w jednym z przedwyborczych wywiadów Donald Trump zasugerował, że w razie przegranej republikanów będzie wetował wszystkie ustawy, które uchwali Kongres, nawet jeśli to będzie grozić paraliżem państwa. Skąd my to znamy?