Takie wnioski płyną ze sprawy, która niedawno znalazła swój finał przed Sądem Najwyższym. Dotyczyła ona spłaty kredytu, jaki przed laty konkubenci zaciągnęli na zakup wspólnej nieruchomości. Gdy związek ustał, mężczyzna złożył pozew o zasądzenie od byłej partnerki, z którą ma dwoje małoletnich dzieci, ponad 45 tys. zł z tytułu tego, że choć kredyt zaciągnęli wspólnie, to tylko on spłacał raty.
Czytaj więcej
Można uniknąć sytuacji, w której po latach wspólnego życia związek partnerski się rozpada, a jedno z partnerów zostaje bez praw do wspólnie stworzo...
Nieruchomość była wspólna, ale od zakończenia związku w 2022 r. mieszka w niej kobieta. Odmówiła ona zapłaty, twierdząc, że kwestia ta zostanie rozliczona w sprawie o zniesienie współwłasności. W odpowiedzi na pozew przekonywała, że spłata rat przez partnera wynikała z zawartego porozumienia, zgodnie z którym mężczyzna przelewał pieniądze na obsługę kredytu, a kobieta pokrywała wszelkie koszty utrzymania nieruchomości oraz opłaty za przedszkole synów. Jej zdaniem pozew jest następstwem złych relacji po rozstaniu, dlatego stanowi nadużycie prawa w rozumieniu art. 5 kodeksu cywilnego, jako sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Była partnerka podniosła też zarzut przedawnienia części należności powoda z tytułu spłacanego kredytu.
Żądanie zwrotu za spłatę kredytu to nie nadużycie
Sąd rejonowy ustalił, że kredyt zaciągnięty przez obie strony rzeczywiście był spłacany wyłącznie przez powoda (z odsetkami spłacił ponad 57 tys. zł), więc jego regresowe roszczenie wobec byłej partnerki o zwrot połowy spłaconych przez niego rat było uzasadnione. Nie zgodził się przy tym, by stanowiło ono nadużycie prawa. Mężczyzna skorzystał bowiem z uprawnień wprost przewidzianych przepisami. Sąd stwierdził jednocześnie, że część roszczeń rzeczywiście się przedawniła, dlatego ostatecznie zasądził 25.5 tys. zł z odsetkami ustawowymi od złożenia pozwu do dnia zapłaty.
Czytaj więcej
Tylko wtedy, gdy nie da się ustalić sądu właściwego miejscowo do rozpoznania sprawy rozwodowej, można wystąpić o to do Sądu Najwyższego.
Obie strony złożyły apelacje, ale Sąd Okręgowy w Opolu uwzględnił tylko tę wniesioną przez powoda i podwyższył zasądzoną kwotę do 45.2 tys. zł. Zdaniem II instancji sąd rejonowy postąpił prawidłowo nie uwzględniając twierdzeń kobiety o istnieniu ustnego porozumienia, że partner ma spłacać kredyt, a ona utrzymywać nieruchomość i wnosić opłaty za przedszkole. Z powodu rozbieżnych stanowisk stron w tej kwestii oraz braku dowodów nie mogły one zostać uznane za wiarygodne. SO zgodził się z rozstrzygnięciem niższej instancji i również uznał, że nie ma podstaw do stwierdzenia naruszenia zasad współżycia społecznego.
Sąd Najwyższy odmawia rozpoznania skargi
Kobieta nie dała za wygraną i w skardze do SN o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego wyroku wskazywała, że wskutek niego poniosła szkodę. Uwzględnienie takiej skargi, czyli uzyskanie tzw. prejudykatu, umożliwiłoby jej dochodzenie odszkodowania za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem wykonywanie władzy publicznej, czyli przez sąd (art. 4171 § 2 kodeksu cywilnego).
Sąd Najwyższy nie podzielił jej zastrzeżeń. Sędzia Waldemar Pawlak w uzasadnieniu orzeczenia wskazał, że ustalony przez SR i SO stan faktyczny, w szczególności to, że powód w ramach łączącego strony związku partnerskiego nie tylko spłacał raty kredytowe, ale przekazywał też pozwanej co miesiąc pieniądze na utrzymanie rodziny, w tym na wypoczynek oraz remonty wspólnej nieruchomości, nie pozwala przyjąć, że ocena sądu odwoławczego w kwestii zastosowania art. 5 k.c. w odniesieniu do roszczenia powoda jest dowolna i wykracza poza granicę dyskrecjonalnej władzy orzeczniczej.
Sygnatura akt: I CNP 53/26