Brak opon czy tablic rejestracyjnych, rdza, powybijane szyby – po tym można rozpoznać, że auto, które od dłuższego czasu blokuje na ulicy miejsce, które przydałoby się do parkowania, jest wrakiem. Po zimie widać ich sporo. Dlaczego stoją na ulicach, mimo że z miejsc w pobliżu odholowywane są źle zaparkowane, ale sprawne samochody? Bo ich odwiezienie na specjalny parking i przechowanie jest często droższe niż sam samochód, a poszukiwania właściciela najczęściej kończą się niepowodzeniem. Przykład? W Warszawie cena za holownik wynosi trochę ponad 300 zł, każda doba na parkingu kolejnych 37 zł, w Szczecinie – 500 zł plus 35 zł za dobę parkowania. Żeby zarobić pieniądze, miasto musi najpierw je wydać.
Bywa, że kilka razy dziennie na ulicach miasta pojawia się straż miejska egzekwująca za pomocą mandatów przepisy drogowe, głównie znaki dotyczące zakazu zatrzymywania się, tyle że od właścicieli sprawnych aut. Nie dostrzega wraków?
Czujność wybiórcza
– Oczywiście, że je widzi. Tylko na wrakach niewiele zarobi. A po odholowany sprawny samochód z pewnością zgłosi się zainteresowany właściciel. Zanim auto odbierze, musi zapłacić miastu za holownik i dodatkowo mandat za wykroczenie – tłumaczy „Rz" Andrzej Łukasik, prezes Polskiego Towarzystwa Kierowców. Dodaje też, że miasta, szczególnie te większe, są coraz mniej przyjazne dla kierowców. – Większość znaków, głównie zakazów zatrzymywania się, pojawia się właśnie po to, by zarobić na kierowcach, którzy ich nie przestrzegają. Podobnym źródłem zarobku są mandaty z fotoradarów.
Jak zakwalifikować
– O zakwalifikowaniu auta jako wraku decyduje ostatecznie straż miejska – mówi „Rz" Adam Sobieraj z Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie. W 2012 r. w stolicy na skutek ich decyzji odholowano 1,3 tys. pojazdów. W Szczecinie, Krakowie, Katowicach średnio 300.
Większy problem mają małe miasta i ich starostowie. Wprawdzie parkingi i holowniki są tam tańsze, ale i wraki, które porzucają ich mieszkańcy, warte są niewiele. Zanim auto trafi na specjalny dozorowany parking, jego właściciel ma szansę sam go naprawić albo zezłomować. Jak zapewnia Sobieraj, są cechy, po których można rozpoznać, czy auto nie jest używane. Straż miejska nakleja na szybę auta informację o uznaniu samochodu za wrak. Jeśli właściciel zareaguje (ma na to ok. trzech tygodni), holownik nie będzie wzywany. Później samochód trafi na parking.
– Najwięcej informacji o zaparkowanych wrakach pochodzi od zgłoszeń samych mieszkańców kierowców –mówi „Rz" Joanna Wojtach, rzecznik szczecińskiej straży miejskiej.
Straż może też sama z siebie podjąć interwencję i auto nieużywane odholować. Zdarza się, że oceniony jako wrak przez strażnika samochód dla swojego właściciela jest pełnowartościowym, używanym pojazdem.
I nagle sprawny
Takich decyzji stwierdzających brak podstaw do odholowania w Szczecinie w ciągu półtora roku roku zapadło 62, a 16 właścicieli po odczytaniu naklejki na samochodzie o zagrożeniu holem doprowadziło samochód do pełnej używalności. Taka procedura obowiązuje, gdy wrak stoi i wprawdzie zajmuje i tak deficytowe miejsce parkingowe, ale nie stanowi zagrożenia. Kiedy jednak widać, że wycieka z niego np. paliwo czy olej, decyzja o odholowaniu jest natychmiastowa – wyjaśnia Sobieraj.
Wysokość opłat za usunięcie i przechowanie pojazdu ustala corocznie rada powiatu. Nie będą jednak dowolne. Maksymalne stawki ustalił bowiem minister infrastruktury. Poza nie rada wyjść nie może. Gdy w grę wchodzi rower lub motorower, usunięcie będzie kosztować 100 zł, każda doba przechowywania 15 zł; motocykl – usunięcie 200 zł, doba przechowywania 22 zł; pojazd o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 t – usunięcie – 440 zł; każda doba przechowywania – 33 zł.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a.lukaszewicz@rp.pl