– Udało się zintegrować naukę ze szkolnictwem wyższym oraz podnieść jakość kształcenia, nie zmniejszając jego dostępności – powiedziała Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego, prezentując w Sejmie posłom informację o skutkach m.in. nowelizacji prawa o szkolnictwie wyższym.
Co ma o tym świadczyć? Między innymi zwiększenie dostępności stypendiów socjalnych. Pula pieniędzy na nie wzrosła z 518 mln zł do 615 mln zł w tym roku.
– Liczba studentów zmalała w tym czasie o 100 tys., a zatem zwiększyła się dostępność pomocy – podkreślała Kudrycka. – Dzięki temu otrzymało ją 20 tys. więcej studentów.
Posłowie podkreślali jednak, że drastycznie spadła liczba stypendiów rektora, które od 1 października 2011 r. zastąpiły stypendia za wyniki. Otrzymało je 101 tys. osób mniej.
– Stypendia motywacyjne są adresowane do najlepszych. Dlatego zostały ograniczone do jednego kierunku i zarezerwowane dla 10 proc. studentów – odpowiedziała Kudrycka.
Zarówno posłowie, jak i minister nie zauważyli, że przepisy o stypendium rektora zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego rzecznik praw obywatelskich. RPO uważa, że pozbawiły one część studentów możliwości otrzymywania stypendium za wyniki w nauce, co narusza zasadę równości.
Więcej studentów wybiera wyższe szkoły zawodowe
Barbara Kudrycka podkreślała również, że reforma pozwoli wyodrębnić uczelnie badawcze i zawodowe. Od tych pierwszych oczekuje się wysokiego poziomu naukowego, dobrej dydaktyki i zaangażowania studentów do programów badawczych. Te drugie mają kształcić praktyczne umiejętności. Taki podział ma wymusić wprowadzenie profilów studiów: ogólnoakademickiego i praktycznego.
– Jeśli uczelnie dobrze zrealizują ustawowe regulacje, istnieje szansa, że odejdziemy od bylejakości kształcenia – podkreślała Kudrycka.
Krystyna Łybacka, poseł SLD, zauważyła, że jednocześnie resort zmniejsza nakłady na szkoły zawodowe. Konsultowany właśnie projekt rozporządzenia w sprawie podziału dotacji z budżetu dla uczelni pozbawia je dotacji na nauczycieli zatrudnionych w nich jako w drugim miejscu pracy. Konferencja Rektorów Publicznych Szkół Zawodowych – zrzesza 36 takich szkół – podkreśla, że skoro prawo pozwala na zatrudnienie w dodatkowym miejscu pracy i takich nauczycieli zalicza do minimum kadrowego, to powinni oni być finansowani z budżetu państwa.
– Problemem tych szkół jest brak własnej kadry. Do większości nauczyciele dojeżdżają. Na miejscu jest tylko rektor i administracja. Musimy zadbać, aby miały własną kadrę. Ważne jest, aby to ona dbała o jakość – wyjaśniła Kudrycka.