Bartek, senior developer na pełnoetatowym kontrakcie w dużej spółce, prowadzi podwójne życie zawodowe od jesieni zeszłego roku. Na drugi etat zatrudnił go były szef, który pilnie szukał wsparcia w intratnym projekcie IT. Oferta była tak kusząca finansowo, że Bartek długo się nie zastanawiał, tym bardziej że kończył budowę domu. Łączenie dwóch etatów poszło mu tak sprawnie, że zdecydował się na dalszą współpracę.

W ten sposób stał się członkiem rosnącej na świecie społeczności osób pracujących równolegle na dwóch etatach. Określanych jako overemployed, a niekiedy też (z negatywną konotacją) jako bigamiści lub poligamiści kariery.

Dorobić po godzinach

Praca dla dwóch, a nawet kilku pracodawców nie jest jednak niczym nowym. To znane od lat zjawisko, także w Polsce, gdzie GUS w badaniach badań aktywności ekonomicznej (BAEL) wyodrębnia grupę osób pracujących w więcej niż jednym miejscu pracy. Niekiedy wynika to z trudności ze znalezieniem zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin, ale nie brakuje też osób, które chcą sobie dorobić do pensji. Wśród nich są fachowcy wykonujący dodatkowe zlecenia, nauczyciele udzielający korepetycji czy kierowcy Ubera.

Według najnowszych danych GUS w I kwartale tego roku liczba osób pracujących w więcej niż jednym miejscu pracy wynosiła w Polsce niespełna 730 tys. Była więc prawie o 87 tys. mniejsza niż rok wcześniej, być może także ze względu na rosnące płace i duży wybór pracy na etacie.

Nie wiadomo też, jaka część osób pracujących w kilku miejscach zalicza się do grupy overemployed, w której na świecie dominują „pracownicy wiedzy” (knowledge workers), w tym specjaliści IT, finansiści, inżynierowie, architekci czy redaktorzy. Część z nich już wcześniej realizowała zlecenia dla kilku firm. Jak jednak zwraca uwagę serwis BBC, w overemployment nie chodzi o dorabianie po godzinach, ale o dwie pełnoetatowe prace wykonywane równocześnie i zwykle w tajemnicy przed głównym pracodawcą.

To zjawisko poligamii kariery też jest wprawdzie znane od lat (było tajemnicą poliszynela w amerykańskich firmach IT), ale nasiliło się w czasie pandemii, gdy lockdowny wymusiły masowe przejście na pracę zdalną. Brak bezpośredniej kontroli szefów i elastyczne godziny pracy bardzo ułatwiły podwójne życie zawodowe. Zapewnia o tym najbardziej znany przedstawicieli społeczności overemployed w USA, przedstawiający się jako Isaac.

Fuchy zamiast gry

Tajemniczy Isaac twierdzi, że pracuje w ten sposób już od lat, a od wiosny 2021 r. popularyzuje ten model pracy na portalu overemployed.com pod hasłem „pracuj na dwóch zdalnych etatach i osiągnij finansową wolność”. Udziela tam również praktycznych rad, jak sprawnie żonglować podwójną karierą (lepiej nie chwalić się drugą pracą i zawsze wykonywać ją na innym komputerze).

Portal nie narzeka na brak użytkowników, bo do karierowej bigamii zachęca też teraz dużo większa otwartość firm na zdalnych pracowników. Pracodawcy sięgają po nich dużo częściej niż przed pandemią (także po specjalistów z zagranicy), widząc w tym sposób na rozwiązanie problemu deficytu talentów.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Michał Młynarczyk, prezes firmy rekrutacyjnej Devire, potwierdza, że w branży IT overemployment bardzo zyskał na popularności wraz ze wzrostem udziału zdalnej pracy. Widać to także w Polsce. O ile kiedyś programiści w przerwach między projektami spędzali czas na grach w sieci, o tyle teraz robią fuchy.

Łatwiej jest to utrzymać w tajemnicy, bo większość nie szuka kolejnej pracy w kraju, tylko na międzynarodowych portalach dla freelancerów i tzw. gigerów. – Specjaliści IT zwykle rozliczają się zadaniowo, więc jeśli ktoś jest sprawny i dobrze zorganizowany, to bez większych problemów może dodatkowo pracować po kilka godzin w tygodniu nawet dla czterech–pięciu firm – twierdzi szef Devire.

Również Alicja Malok, menedżer w firmie rekrutacyjnej Hays Poland, ocenia, że to branża IT wiedzie prym w zjawisku overemployment. W usługach informatycznych powszechne są dodatkowe zlecenia lub praca na część etatu w innych firmach, także tych z innej strefy czasowej. Dzięki temu specjaliści mogą angażować się w dodatkową pracę po godzinach.

Natomiast poza branżą IT ten temat dopiero raczkuje, choć również w innych zawodach praca projektowa w oparciu o kontrakt B2B ułatwia podwójną karierę. – Jest to rozwiązanie dostępne szczególnie dla osób wykonujących pracę rozliczaną na podstawie wyników, która może z powodzeniem być wykonywana całkowicie zdalnie i w mniejszym stopniu opiera się na interakcji z innymi. Mowa zatem o profesjach związanych m.in. z technologiami, finansami czy marketingiem – wyjaśnia Alicja Malok.

Legalnie i w tajemnicy

Zdaniem ekspertki Hays Poland równoczesna praca dla kilku firm wymaga nie lada umiejętności organizacyjnych i sprawnego zarządzania swoim kalendarzem. Tym bardziej że pracodawcy zwykle niechętnie godzą się na taki model współpracy. Niezależnie od formy zatrudnienia oczekują, że nowy pracownik będzie poświęcał cały wyznaczony czas pracy na realizację zadań dla firmy.

Dlatego też, jak twierdzi Molak, w zdecydowanej większości przypadków równoczesna praca dla kilku firm jest przez pracowników zatajana, a z perspektywy pracodawców oceniana jako moralnie wątpliwa. Jest natomiast całkiem legalna. W wielu krajach, w tym Polsce, nie ma zakazu zatrudnienia się na dwóch umowach o pełnoetatową pracę. Nie ma też obowiązku informowania o tym firmy.

Jeszcze łatwiej jest w przypadku umów B2B. Co prawda część pracodawców wprowadza tam zapisy o zakazie konkurencji, lecz przy dużym niedoborze specjalistów takie praktyki są dzisiaj rzadsze. Według Michała Młynarczyka firmy częściej przymykają teraz oko na dodatkowe projekty, zwłaszcza w przypadku deficytowych specjalistów. Niekiedy zaś świadomie korzystają z tego modelu.

To powszechna praktyka w służbie zdrowia, gdzie deficytowi specjaliści, w tym chirurdzy czy anestezjolodzy, często pracują w kilku placówkach. Zatrudniani są na kontraktach, co pozwala uniknąć kontroli czasu pracy. Maria Kuźniar z Biura Komunikacji Ministerstwa Zdrowia zwraca uwagę, że obowiązujące przepisy prawa określają normy czasu pracy i minimalne okresy odpoczynku pracowników podmiotów leczniczych.

Odnoszą się jednak tylko do pracowników, a nie do osób prowadzących działalność gospodarczą lub zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych. W tym przypadku istotna jest rola kierownika placówki medycznej, który powinien tak regulować pracę lekarza, aby zapewnione było bezpieczeństwo pacjentów i samego lekarza.