Minimalne wynagrodzenie wzrośnie w przyszłym roku o 3 proc. do kwoty 4950 zł. Najniższa stawka godzinowa wyniesie 32,30 zł. Tak wynika z opublikowanych właśnie założeń do projektu rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej w 2027 r.
Wynagrodzenie minimalne i stawka godzinowa w górę
Tym samym oficjalnie zakończono tegoroczną procedurę ustalania wysokości płacy minimalnej i stawki godzinowej na 2027 r. Po przeprowadzeniu ustawowych konsultacji w Radzie Dialogu Społecznego ostateczną decyzję podjął sam rząd. Partnerzy społeczni nie zdołali bowiem wypracować wspólnego stanowiska. Największe rozbieżności dotyczyły właśnie wysokości płacy minimalnej. Związki zawodowe postulowały jej wzrost do co najmniej 5200 zł brutto (o 8,2 proc.), podczas gdy organizacje pracodawców opowiadały się za znacznie niższą podwyżką – część z nich wskazywała na kwotę 4861 zł brutto.
Natomiast rząd uznał, że najbardziej adekwatna będzie kwota 4950 zł brutto w odniesieniu do płacy minimalnej(obecnie 4806 zł) i 32,30 zł (obecnie 31,40 zł) do stawki godzinowej.
Czytaj więcej:
Eksperci mają wątpliwości, czy na podstawie zaproponowanych przepisów można jednoznacznie określić, które platformy cyfrowe będą musiały zatrudniać...
Pro
Konsekwencje podwyżki płacy minimalnej
– Kwota minimalnego wynagrodzenia nie jest jakoś bardzo przeszacowana. Znamy z historii przypadki, kiedy propozycje dotyczące najniższej płacy były rzeczywiście przeszacowane w stosunku do mechanizmów ustawowych. Natomiast w kontekście całych realiów gospodarczych trudno oceniać tę podwyżkę jako szczególnie pozytywny czy zachęcający sygnał dla pracodawców – mówi Katarzyna Kamecka z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.
– W ostatnich latach obserwowaliśmy zjawisko szybkiego wzrostu minimalnego wynagrodzenia. Teraz wygląda na to, że nastąpi pewne uspokojenie w tym zakresie. Relacja minimalnego wynagrodzenia do przeciętnego wynagrodzenia będzie kształtowała się na poziomie zbliżonym do 50 proc., czyli takim, który jest wskazywany m.in. w unijnej dyrektywie o adekwatnych wynagrodzeniach minimalnych w Unii Europejskiej. W tym kontekście wydaje się, że jest to propozycja kierunkowo idąca w dobrą stronę – ocenia Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Jak podkreśla Katarzyna Kamecka, zawsze będzie apelować o to, żeby patrzeć całościowo na mechanizm ustalania najniższej krajowej.
– Powinniśmy brać pod uwagę całe otoczenie gospodarcze. Wskaźnik musi być skonstruowany tak, żeby nie zniechęcać pracodawców do wyboru umowy o pracę – podkreśla.
Ekspertka wskazuje, że wzrost płacy minimalnej z pewnością będzie odczuwalny, w szczególności dla mniejszych firm.
– Oczywiście wynika on z przepisów i przedsiębiorcy muszą się na niego przygotować, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę całe otoczenie gospodarcze, a także zmiany chociażby w ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy, to może się okazać kolejnym czynnikiem, który powoduje, że zatrudnienie na umowę o pracę staje się coraz bardziej kosztowne – wskazuje.
Jak przypomina Katarzyna Kamecka w przyszłym roku tych zmian będzie zresztą o wiele więcej.
– Mamy choćby przepisy dotyczące pracy w czasie upałów. Do tego dochodzą zmiany dotyczące mobbingu, dyrektywa platformowa czy przepisy związane z równością wynagrodzeń. Całe otoczenie prawne zatrudnienia wyraźnie się zmienia – wylicza.
Dlatego, jak podkreśla, samej kwoty płacy minimalnej nie można rozpatrywać w oderwaniu od tego wszystkiego.
– Ja potraktowałabym ją jako kolejny kamyczek do ogródka zmian, z którymi pracodawcy będą musieli się mierzyć – dodaje.
Czytaj więcej
Minimalne wynagrodzenie wzrośnie w przyszłym roku o 3 proc. do kwoty 4950 zł. Najniższa stawka godzinowa wyniesie 32,30 zł.
Regionalizacja najniższego wynagrodzenia
Coraz częściej przy okazji podwyżek płacy minimalnej pojawia się też pomysł jej regionalizacji. Co na to eksperci?
– Nie wydaje mi się, żeby regionalizacja była dobrym rozwiązaniem. To, czy dana firma jest w stanie udźwignąć określony poziom płacy minimalnej, zależy przede wszystkim od jej wielkości i kondycji ekonomicznej, a nie od samego regionu, w którym działa. Dlatego warto rozważyć nie tyle różnicowanie płacy minimalnej w zależności od miejsca, ile uzależnienie jej wysokości od wielkości przedsiębiorstwa czy ewentualnie jego obrotów. Byłby to bardziej adekwatny wskaźnik – uważa Katarzyna Kamecka.
Inaczej do sprawy podchodzi Łukasz Kozłowski.
– Uważam, że płaca minimalna powinna pozostać jednolita. Kraje, które mają największe terytorium i największe zróżnicowanie regionalne, również nie zawsze decydują się na takie rozwiązania. Tym bardziej że gdy mówimy o regionalizacji, najczęściej mamy na myśli płacę minimalną na poziomie województwa. Tymczasem różnice wewnątrz poszczególnych województw są bardzo istotne – mówi.
Jak wskazuje, dobrym przykładem jest województwo mazowieckie.
– Z jednej strony mamy Warszawę, a z drugiej choćby Szydłowiec, który w wielu okresach charakteryzował się jednym z najwyższych poziomów bezrobocia w kraju i zupełnie inną sytuacją na rynku pracy. Pogodzenie potrzeb i interesów poszczególnych powiatów w ramach jednego województwa byłoby więc bardzo trudne, ponieważ są one bardzo zróżnicowane – mówi Łukasz Kozłowski.
Zdaniem eksperta regionalizacja wprowadzałaby również ogromny chaos związany z ustaleniem, jaka płaca minimalna powinna obowiązywać w konkretnym miejscu.
– Trudno byłoby jednoznacznie określić, gdzie znajduje się siedziba przedsiębiorstwa, gdzie faktycznie wykonywana jest praca i która płaca minimalna powinna mieć zastosowanie. Weryfikacja tych kwestii byłaby niezwykle trudna – ocenia Łukasz Kozłowski.
Dlatego, jego zdaniem, nawet jeśli można wskazać argumenty przemawiające za różnicowaniem poszczególnych regionów Polski, to samo wdrożenie takiego rozwiązania byłoby bardzo skomplikowane.
W ocenie Łukasza Kozłowskiego jeszcze większe problemy pojawiłyby się w przypadku dywersyfikacji płacy minimalnej ze względu na wielkość przedsiębiorstwa.
– Do tego pomysłu jestem zdecydowanie bardziej sceptycznie nastawiony niż do samej regionalizacji. Znamy przecież przypadki dzielenia przedsiębiorstw na poszczególne spółki. Takie działania miały miejsce choćby w związku z wprowadzeniem podatku od sprzedaży detalicznej, kiedy poszczególne sklepy były wyodrębniane jako oddzielne spółki. Można sobie wyobrazić również podział firmy na wiele mniejszych podmiotów tylko po to, żeby korzystać z niższego poziomu płacy minimalnej – ocenia.
Zdaniem Łukasza Kozłowskiego takie rozwiązanie nie spełniałoby więc swojej funkcji.
– Tworzyłoby jedynie kolejną przestrzeń do arbitrażu regulacyjnego dla podmiotów, które chciałyby obniżyć koszty pracy poprzez stosowanie niższej płacy minimalnej. Nie wspominając już o pytaniu, czy rzeczywiście powinniśmy premiować mniejsze przedsiębiorstwa tym, że mogą mieć niższe koszty pracy ze względu na niższy poziom minimalnego wynagrodzenia. Raczej powinniśmy tworzyć warunki do tego, żeby przedsiębiorstwa się rozwijały i stawały coraz większe – mówi.
Zdaniem Łukasza Kozłowskiego wprowadzenie różnicowania płacy minimalnej ze względu na wielkość firmy stworzyłoby natomiast pewnego rodzaju piaskownicę regulacyjną, zapewniającą komfortowe warunki przedsiębiorstwom, które pozostają małe i zatrudniają niewielką liczbę pracowników.
– Dlatego do tego rozwiązania podchodziłbym zdecydowanie sceptycznie – podsumowuje.