Unijna reforma pracy platformowej, którą Polska powinna wprowadzić do 2 grudnia tego roku, obejmie ponad 700 tys. osób pracujących w oparciu o internetowe platformy – szacują członkowie Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP) w swoim najnowszym raporcie o gospodarczym wdrożeniu dyrektywy o pracy platformowej.

Zdaniem autorów raportu (Aleksander Łaszek, Rafał Trzeciakowski, Paweł Pietraszko, Damian Olko), rygorystyczne wdrożenie zapisów dyrektywy wyraźnie niekorzystnie odbije się na polskim rynku pracy i polskiej gospodarce. Wykorzystując w swoich symulacjach model równowagi ogólnej klasy CGE, oparty na międzynarodowym modelu GTAP, ekonomiści szacują, że po około 10 latach od wdrożenia reformy poziom PKB byłby niższy o 0,36 proc. (przekłada się to na co najmniej 18 mld zł rocznie utraconego PKB), zatrudnienie spadłoby o 0,65 proc., zaś realne płace netto o 0,43 proc.

Czytaj więcej

Mapy Google same zamówią obiad. Gemini wchodzi do gastronomii

Jednocześnie, dzięki wyższemu klinowi podatkowemu, o 0,19 proc. wzrosłyby dochody sektora finansów publicznych, w które jednak uderzyłyby niższe wpływy z VAT i akcyzy.

Kurierzy na etaty?

– Mierzyliśmy mechaniczne efekty restrykcyjnego wdrożenia dyrektywy, ale wiemy, że jej skutkiem będzie też spadek elastyczności i efektywności w gospodarce – podkreśla Aleksander Łaszek, przypominając, że pojawienie się konkurencji Ubera i innych aplikacji taksówkarskich bardzo podwyższyło efektywność tej branży.

Raport TEP opublikowano kilka dni po tym, jak w wykazie prac rządu pojawiły się założenia do przygotowywanego w Ministerstwie Pracy projektu ustawy o wykonywaniu pracy za pośrednictwem cyfrowych platform pracy. Wynika z nich, iż dla kurierów, kierowców i innych osób pracujących w tym modelu rząd planuje wprowadzić wzruszalne domniemanie stosunku pracy. W praktyce oznacza to, że platformy będą musiały udowodnić, iż osoby nad którymi sprawują kierownictwo lub kontrolę, nie są ich pracownikami, którzy powinni być zatrudnieni na etacie.

Czytaj więcej

Twórca Ubera wraca do gry. Giganci technologiczni szykują ofensywę AI na drogach

Jak jednak zwraca uwagę Aleksander Łaszek, z danych uzyskanych przez autorów raportu wynika, że duża część osób pracujących za pośrednictwem cyfrowych platform traktuje to jako dorywcze zajęcie. Co więcej, raport szacuje, iż nowe regulacje mogą uderzyć też w dostępne poprzez platformy internetowe usługi freelancerów (w tym informatyków, grafików) czy lekarzy, zwiększając im klin podatkowy. Ekonomista zwraca uwagę, że na freelancerach bazują w dużej mierze startupy, których na początku nie stać na etatowych pracowników.

Strach przed gold-platingiem

Według przeprowadzonego pod koniec ub. roku sondażu platformy Useme, specjalizującej się w rozliczeniach niezależnych specjalistów, chociaż 41 proc. wolnych strzelców utrzymuje się ze zleceń, to większość badanych traktuje freelancing jako dodatkowe źródło dochodu. Najczęściej łączą go ze stałą pracą na etacie (co trzecia osoba).

Przemysław Głośny, prezes Useme, twierdzi, że przede wszystkim obawia się tzw. gold-platingu, czyli systemowej nadgorliwości przy wdrażaniu unijnych przepisów. – Historia wdrażania dyrektyw w Polsce uczy nas, że rzadko kończy się na przepisach 1:1. Zazwyczaj otrzymujemy „unijny standard” obudowany setkami dodatkowych stron krajowych, restrykcyjnych dopisków – podkreśla Głośny.

Według niego każda nadmiarowa regulacja dyrektywy platformowej to de facto podatek od innowacyjności, który może wypchnąć sektor cyfrowy do szarej strefy. Jak szacuje Useme, przeniesienie wolnych strzelców na etaty podniosłoby koszty polskich firm o 40-43 proc., albo obniżyłoby zarobki freelancerów o około 33 proc. – gdyby przerzucić na nich koszty tej zmiany.