W nocy z czwartku na piątek Sejm wybrał Bartosza Kownackiego, Arkadiusza Mularczyka, Kazimierza Smolińskiego i Marka Asta do składu Krajowej Rady Sądownictwa. Dwie kandydatki zgłoszone przez Koalicję Obywatelską i Lewicę nie zdobyły wymaganej większości.
Czytaj także:
Korwin-Mikke: Marszałek Witek zrobiła potworny błąd
W sprawie wyboru członków KRS głosowano dwa razy. Pierwsze głosowanie zostało przerwane po tym, jak marszałek Sejmu Elżbieta Witek (PiS) otrzymała sygnały, że doszło do problemów z głosowaniem. Na nagraniu z obrad w pewnym momencie słychać słowa "Trzeba anulować, bo my przegramy...". Według przedstawicieli opozycji, słowa te wypowiada jedna z posłanek PiS. Po pojawieniu się sygnałów o problemach z głosowaniem marszałek Witek podjęła decyzję o anulowaniu głosowania. W drugim głosowaniu większość zdobyli kandydaci PiS.
Zdaniem klubu Lewicy, doszło do złamania zasad demokracji. Komentując sprawę, rzeczniczka klubu Anna-Maria Żukowska użyła słów "oszustwo i przestępstwo".
Koalicja Obywatelska zażądała ujawnienia wyników anulowanego głosowania. Według tego klubu, mogło dojść "do poważnego naruszenia Kodeksu karnego - do przestępstwa fałszerstwa". Jak poinformował szef klubu Borys Budka, KO przygotowała wniosek o odwołanie Elżbiety Witek, może też złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.
Zdaniem wicemarszałka Sejmu i szefa klubu PiS Ryszarda Terleckiego, przewaga Zjednoczonej Prawicy "była na tyle bezpieczna", że "nie było takiego zagrożenia", by formacja rządząca głosowanie przegrała. Dopytywany, skąd w takim razie decyzja o anulowaniu głosowania, Terlecki odparł: - Bo posłowie się tego domagali.
Pytany w sobotę w RMF FM, czy w czasie głosowania w sprawie wyboru członków KRS miał kłopoty z urządzeniem do głosowania, premier Mateusz Morawiecki powiedział, że nie.
- Ale kłopoty mieli zarówno posłowie opozycji, jak i z naszej partii - zaznaczył. - A więc jest rzeczą naturalną, że w takiej sytuacji można powtórzyć głosowanie po to, żeby nikt nie miał takich kłopotów i tak się stało - dodał szef rządu. W jego ocenie, marszałek Sejmu "postąpiła w najbardziej właściwy sposób".
- Widziałem np. że pani Iwona Śledzińska-Katarasińska z PO podeszła do pani marszałek, sugerowała pewne kłopoty, widziałem wymachujących kartami posłów opozycji, którzy mówili, że są kłopoty z głosowaniem - stwierdził premier. Jego zdaniem, "doszukiwanie się tutaj czegokolwiek niewłaściwego jest jak najbardziej nie na miejscu".
Mateusz Morawiecki zaznaczył, że marszałek Sejmu nie widziała wyniku anulowanego głosowania, wobec czego nieprawdziwe są "insynuacje", jakoby głosowanie zostało powtórzone ze względu na niekorzystny dla formacji rządzącej wynik. Dlaczego doszło do anulowania głosowania?
- Dlatego, że posłowie opozycji i PiS sugerowali, że ta maszynka do głosowania nie działa w sposób właściwy - powiedział premier. Dodał, że ponieważ w przypadku tego głosowania procedura wyglądała "troszeczkę" inaczej niż zazwyczaj, kilku posłów "się pogubiło" i "niektórzy głośno o tym mówili".
Premier zaznaczył, że nie potrafi powiedzieć, czy wyniki anulowanego głosowania są gdzieś zapisane.
- Domyślam się tylko, że w logach, gdzieś tam w systemach informatycznych one są - dodał. - W związku z tym nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że pani marszałek nie znała tych wyników, ponieważ tych wyników się nie zna, a po drugie, że wszystko nastąpiło w prawidłowy sposób. Zresztą wcześniejsze głosowania i późniejsze pokazywały, że wszystko jest tak jak należy - mówił szef rządu.