Od ubiegłego tygodnia Sejm obraduje zdalnie, co umożliwiły zmiany w regulaminie izby. Polega to na tym, że tylko część posłów siedzi na sali obrad. Pozostali rozproszeni są po innych salach albo pracują z domów. Posłowie, z którymi rozmawialiśmy, przekonują, że wiąże się z tym duże niebezpieczeństwo, bo nie ma pewności, czy głosu nie oddają osoby nieupoważnione.

Powodem ma być niedostateczna identyfikacja posłów. By zagłosować, muszą kliknąć w otrzymany link, który przekierowuje ich do systemu, używanego dotąd do składania interpelacji poselskich. Muszą się do niego zalogować, a do głosowania konieczne jest dodatkowo wpisanie otrzymanego esemesem hasła.

Poseł KO Cezary Tomczyk mówi, że nic nie stoi na przeszkodzie, by któryś z parlamentarzystów przekazał kody do głosowania współpracownikowi, członkowi rodziny albo innemu posłowi. – Nie ma żadnej możliwości sprawdzenia, że ja to ja – podkreśla. – A nie zapominajmy, że przewaga PiS w Sejmie jest niewielka, więc identyfikacja wydaje się być istotna – mówi i dodaje, że tożsamość posła powinna być badana za pomocą kamery.

Dobromir Sośnierz z Konfederacji zauważa, że logować się można nie tylko ze służbowych tabletów, bo przykładowo on głosował z telefonu. – I gdyby poseł zgubił swój telefon, jego szczęśliwy znalazca mógłby wziąć udział w głosowaniach. Mam wątpliwości, czy system zdalnego głosowania jest legalny, ale kiedy ktoś o tym głośno powie, od razu jest krytykowany za rzekomą małostkowość w obliczu pandemii – komentuje.

Nasi rozmówcy przypominają, że oddanie głosu przez osobę nieuprawnioną jest przestępstwem. Dotąd, gdy głosować można było wyłącznie na sali obrad, zdarzały się oczywiście tylko przypadki, gdy poseł wciskał guzik za innego posła. Najbardziej znana sytuacja miała miejsce w 2016 roku, gdy Małgorzata Zwiercan oddała głos za Kornela Morawieckiego. Dostała zarzuty prokuratorskie i grozi jej do trzech lat więzienia.

Czy rzeczywiście obecnie pojawiło się ryzyko głosowania przez osoby nieuprawnione na masową skalę? – Dostęp, weryfikacja i sprawdzanie tożsamości posłów korzystających ze zdalnego systemu do głosowania jest wielostronne – uspokaja Centrum Informacyjne Sejmu. – Poseł jest zobowiązany do korzystania z sejmowego tabletu, sejmowej poczty elektronicznej oraz telefonu komórkowego, na który przesyłany jest specjalny kod esemesem. Wprowadzone rozwiązania pozwalają z jednej strony zapewnić bezpieczeństwo użytkownikom oraz systemowi, zaś z drugiej umożliwiają prace zdalną parlamentarzystów na niespotykaną wcześniej skalę – dodaje CIS.

Problem w tym, że wbrew temu, co pisze CIS, sejmowy tablet wcale nie jest konieczny, o czym świadczy przykład Dobromira Sośnierza, głosującego z telefonu. Z kolei Andrzej Rozenek z Lewicy mówi, że korzystał z komputera PC. Jednak jego zdaniem zagrożenia są tylko teoretyczne. – Głosowania są imienne, każdy poseł bierze za nie odpowiedzialność, więc będzie też dbał o to, by samemu oddać głos – podsumowuje Rozenek.