W tym roku z uwagi na epidemię koronawirusa i związane z nią restrykcje Marsz Niepodległości miał mieć formę zmotoryzowaną. Ulicami Warszawy miała przejechać kawalkada ozdobionych flagami Polski pojazdów. Duża część uczestników przeszła jednak trasę marszu. Dlaczego?

Reklama
Reklama

- Przede wszystkim trzeba nadmienić, że ustalenia z policją były takie, że policja od początku zdawała sobie sprawę, że część ludzi przyjdzie na piechotę, to widać było z reakcji. Nie wszyscy zamierzali przyjechać autami - odparł Krzysztof Bosak.

Dowiedz się więcej: Marsz Niepodległości 2020 - ranny fotoreporter i policjanci

- Przypomnijmy też, że w sensie prawnym z powodu, moim zdaniem, wadliwych ustaw PiS-u, marszu właściwie w ogóle nie było, byli po prostu ludzie, którzy przyszli na miejsce, gdzie marsz miał się odbyć - dodał.

Dowiedz się więcej: Organizatorzy Marszu Niepodległości żądają dymisji komendanta głównego policji

Gość Jacka Nizinkiewicza oświadczył, że policja nie wpuszczała ludzi w ustalony sposób w autach na trasę marszu. Wcześniej podobne twierdzenia wygłaszali m.in. poseł Konfederacji Robert Winnicki, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz i prezes Młodzieży Wszechpolskiej Ziemowit Przebitkowski. - Policja sama zachęcała ludzi do wysiadania z aut, zostawiania aut i uczestniczenia na piechotę. Dlaczego tak się działo? Nie mam pojęcia - mówił Bosak.

- Po raz pierwszy od 2014 r. zwarte oddziały prewencji zostały wprowadzone na trasę marszu, co spowodowało to, co w latach 2011-2014, czyli starcia z policją - stwierdził poseł Konfederacji. - Ubolewam nad tym. Potępiam agresję tych, którzy dali się sprowokować, potępiam też nadużycie środków przymusu bezpośredniego przez policję i dowództwo policji, zwierzchników politycznych, którzy doprowadzili do eskalacji przemocy w dniu wczorajszym - kompletnie bezsensownej, kompletnie nieuzasadnionej zarówno na Rondzie de Gaulle'a jak i przy Stadionie Narodowym - powiedział Krzysztof Bosak.

Dowiedz się więcej: Marsz Niepodległości: 35 policjantów rannych, 3 w szpitalu

Na uwagę, że przy Rondzie de Gaulle'a policja sama w siebie nie rzucała przedmiotami czy racami, poseł Konfederacji odparł: - W okolicach Empiku zwarte grupy policjantów w cywilu, z pałkami teleskopowymi, weszły w sam środek uczestników i wdawały się w jakąś utarczkę. Nie mam pojęcia czemu to miało służyć. Nie byłem świadkiem tej sytuacji, znam ją z nagrań. Tam, gdzie ja jechałem, było spokojnie.

- 99 proc. Marszu Niepodległości przebiegło wczoraj w dobrej, patriotycznej atmosferze i dziękuję wszystkim, którzy w nim uczestniczyli i nie dal się sprowokować - podkreślił.

- Doszło do starcia pod Empikiem, nie wiem, kto tam pierwszy zaczął, natomiast wiem, że nigdy nie dochodziło do starć z policją, kiedy policja trzymała się w latach 2015-2019 na pewien dystans do Marszu Niepodległości - zaznaczył.

Czytaj także:  Podpalenie mieszkania na Marszu Niepodległości. Policja szuka sprawców

Bosak wyraził przypuszczenie, że na Marszu Niepodległości "komuś zależało na tym, żeby doszło do bijatyki". - W innym wypadku nie mielibyśmy tych zwartych oddziałów - argumentował.

Jego zdaniem, uczestnicy marszu nie byli nastawieni agresywnie i "nie było żadnego obiektywnego powodu - typu spowodowanie zagrożenia, niszczenie mienia - żeby zaczynać awanturę czy to na Rondzie de Gaulle'a czy przy Stadionie Narodowym, gdzie ludzie byli bici, pałowani, gazowani". Polityk wspomniał też o, w jego opinii nieprzepisowym, używaniu przez policję broni gładkolufowej.

W środę podczas Marszu Niepodległości przy Empiku przy Rondzie de Gaulle'a grupa chuliganów zaatakowała policjantów, stojących z boku trasy pochodu. W stronę funkcjonariuszy poleciały race, petardy, butelki i kostka brukowa. W odpowiedzi policja użyła środków przymusu bezpośredniego, m.in. gazu i broni gładkolufowej. Na skutek postrzału z takiej broni ranny w twarz został 74-letni fotoreporter "Tygodnika Solidarność" Tomasz Gutry.

Do starć z policją doszło też na błoniach Stadionu Narodowego oraz stacji Warszawa Stadion. W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania, na których widać, jak jeden z policjantów rzuca granat hukowy w stronę dziennikarzy, a inni mundurowi używają wobec pracowników mediów pałek.

Czytaj także: Marsz Niepodległości. Dworczyk o słowach Trzaskowskiego: Naganne

Na Moście Poniatowskiego doszło do kolejnego incydentu - niezidentyfikowani sprawcy zaczęli rzucać racami w stronę jednego z pobliskich budynków. Na jednym z balkonów umieszczone były flaga LGBT oraz plansza z logo Strajku Kobiet. Jedna z rac doprowadziła do pożaru w mieszkaniu położonym dwa piętra niżej. Ogień ugasili strażacy.

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak poinformował, że podczas wydarzeń na Marszu Niepodległości rannych zostało 35 funkcjonariuszy, a trzy osoby pozostają w szpitalu.

Marczak przekazał także informacje o zatrzymaniach w związku z wydarzeniami na Marszu Niepodległości. - Mamy ponad 40 zdarzeń o charakterze przestępstwa. Zatrzymano 36 osób w tych sprawach. Mówimy m.in. o naruszeniu nietykalności cielesnej, o czynnym udziale w zbiegowisku - dodał. Poinformował, że u kilkunastu osób zabezpieczono narkotyki. Policjanci zabezpieczyli także środki pirotechniczne, pałki teleskopowe, paralizator oraz broń, której charakter ma stwierdzić biegły.

Działanie policji na Marszu Niepodległości skrytykowali organizatorzy. Prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz wystąpił z postulatem dymisji komendanta głównego policji Jarosława Szymczyka.