Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polega mechanizm tak zwanych „komitetów widm” i w jaki sposób wykorzystują one lukę w kodeksie wyborczym.
- Jaką skalę przybrało to zjawisko podczas ostatnich wyborów i dlaczego wzbudziło ono kontrowersje dotyczące uczciwości procesu wyborczego.
- Czy za powstawaniem „komitetów widm” kryją się wyłącznie cele polityczne, czy jest to również sposób na czerpanie korzyści finansowych.
- Jakie zmiany w prawie mają na celu zminimalizowanie ryzyka nadużyć i uszczelnienie systemu wyborczego w Polsce.
„Dość podżegania do wojny z Rosją na Ukrainie! Dość odbierania Polsce suwerenności przez UE i WHO!” – takie ewidentnie skrajne tezy o zabarwieniu antyszczepionkowym i prorosyjskim przedstawia na swojej stronie internetowej Romuald Starosielec, kandydat na prezydenta w 2025 r.
A raczej kandydat na kandydata. W ubiegłym roku Starosielec zarejestrował komitet wyborczy, do czego potrzebne było tysiąc podpisów. Jednak nie udało mu się zarejestrować kandydatury, co wymagało złożenia 100 tys. podpisów. Dostarczył ich co prawda ponad 117 tys., jednak Państwowa Komisja Wyborcza zakwestionowała aż 34 tys. z nich.
Czytaj więcej
Lider Ruchu Naprawy Polski wygrał prawybory środowisk pozaparlamentarnych i powalczy o prezydenturę. Niemal pewne jest zebranie przez niego 100 tys...
Lecz niedoszły kandydat i tak odegrał znaczącą rolę w wyborach prezydenckich. Aż 8,5 tys. związanych z nim ludzi weszło w skład obwodowych komisji wyborczych. Powód? By móc obsadzać komisje, wystarczyło zarejestrować komitet, a kandydata już niekoniecznie. Z tym zjawiskiem chce skończyć Koalicja Obywatelska. Złożyła nowelizację kodeksu wyborczego, mającą przeciwdziałać obsadzaniu komisji przez przedstawicieli „komitetów widm”.
„Komitety widma” powstają wskutek nowelizacji autorstwa PiS z 2018 r., a głośno jest o nich szczególnie przy wyborach prezydenckich
Autorem projektu jest Mariusz Witczak, specjalista od kodeksu wyborczego z ramienia KO. Witczak chce m.in. zmodyfikować art. 182 kodeksu, który mówi o sposobie obsadzania obwodowych komisji wyborczych. Obecnie tworzone są w co najmniej dwóch trzecich przez komitety, które w ostatnich wyborach wprowadziły radnych wojewódzkich albo posłów. Jednak jedna trzecia miejsc w komisjach zagwarantowana jest dla wszystkich innych komitetów, co pozwala obsadzać komisje przez osoby związane z takimi politykami, jak Romuald Starosielec.
zarejestrowały się w 2025 roku. Tylko 13 z nich zgłosiło kandydatów na prezydenta
Zgodnie z propozycją posłów KO, swoich kandydatów do komisji obwodowych będą mogły zgłaszać tylko te komitety, które zarejestrowały listy kandydatów na posłów, europosłów, radnych lub kandydata na prezydenta. „Rozwiązanie takie zminimalizuje ryzyko powstawania tzw. »komitetów-widm«” – piszą w uzasadnieniu posłowie KO. „Niepokojące wydają się być sytuacje, w których komisje wyborcze obsadzane są w większości, czy nawet w całości, członkami komitetów, które nie zarejestrowały swoich kandydatów w danym lub jakimkolwiek okręgu wyborczym. Projektowana ustawa zapobiec ma takim sytuacjom, a w rezultacie przyczynić się do większej przejrzystości i uczciwości procesu wyborczego” – dodają.
Wnioskodawcy przypominają, że obecną, kontrowersyjną praktykę umożliwiła głośna nowelizacja kodeksu wyborczego przeprowadzona przez PiS w 2018 r. Dotyczy ona wyborów wszystkich rodzajów. Jednak najgłośniej o „komitetach widmach” jest przy okazji wyborów prezydenckich.
O tym, że przybywa komitetów, z których większość prawdopodobnie nie zarejestruje kandydatów, alarmowaliśmy w „Rzeczpospolitej” już w 2020 r. przy okazji pierwszych, nie zakończonych głosowaniem wyborach prezydenckich. Wówczas zarejestrowały się aż 34 komitety, o 11 więcej niż w 2015 r. Na liście nie brakowało egzotycznych nazwisk, np. byłego kaznodziei metodystów Piotra Bakuna, Grzegorza Sowy, przedsiębiorcy, znanego z tego, że wypowiedział umowę ZUS i przestał płacić składki, czy Kajetana Pyrzyńskiego, poety, wynalazcy, przedsiębiorcy i konsula honorowego Peru, który swój program wyborczy napisał wierszem.
Czytaj więcej
Choć termin na rejestrację jeszcze nie minął, już wiadomo, że przed nadchodzącą elekcją prezydencką będzie najwięcej w historii komitetów wyborczyc...
Kilka miesięcy później, podczas zakończonych głosowaniem wyborów prezydenckich, komitetów było także sporo, bo 23, a rekord padł w 2025 r. Wówczas zarejestrowały się aż 44 komitety. Ostatecznie tylko 13 z nich udało się zarejestrować kandydata na prezydenta. Tym razem sprawa nie została potraktowana jedynie jako polityczna ciekawostka. Powodem był wynik wyborów w drugiej turze: minimalne zwycięstwo Karola Nawrockiego.
Zwolennicy przegranego kandydata Rafała Trzaskowskiego zaczęli zwracać uwagę na nieprawidłowości w niektórych komisjach wyborczych i domagać się ponownego przeliczenia głosów. Autorzy protestów wyborczych i media zwrócili też uwagę na skład niektórych komisji obwodowych, a ściślej: na obecność w nich przedstawicieli „komitetów widm”, które nie zarejestrowały kandydatów.
Sprawa „komitetów widm” była m.in. elementem głośnych protestów wyborczych, zainicjowanych przez Romana Giertycha
W sumie komisji liczących głosy w drugiej turze było 32,1 tys., a pracowało w nich 266,7 tys. osób. Najwięcej członków wprowadziły komitety Rafała Trzaskowskiego, Karola Nawrockiego i Szymona Hołowni, jednak liczba tych zgłoszonych przez „komitety widma” też robi wrażenie. Rekordzistą był wspominany na wstępie Romuald Starosielec, znany z okazywania szacunku Władimirowi Putinowi, który – jak wynika z analizy Business Insidera – wprowadził 8,5 tys. członków. Wysoko na liście był też Wiesław Lewicki, prezes partii Normalny Kraj, który twierdzi, że Polacy „są wynaradawiani w wielu aspektach swojego życia” (5 tys. członków), oraz Paweł Tanajno, lider Polski Liberalnej Strajk Przedsiębiorców (4,5 tys. członków).
Czytaj więcej
Trzy spośród pięciu zarzutów podnoszonych w protestach wyborczych przez posła Koalicji Obywatelskiej Romana Giertycha wymagają weryfikacji przez Są...
Już w połowie czerwca ubiegłego roku „Gazeta Wyborcza” zwróciła uwagę, że większość „komitetów widm” miała charakter prawicowy. Jej zdaniem Starosielec obsadził aż 702 stanowiska przewodniczących komisji, a Wiesław Lewicki – 449. Nieco inne, choć podobne liczby podał w swoim proteście wyborczym poseł KO Roman Giertych, którego zdaniem powstanie tak wielu prawicowych „komitetów widm” to nie przypadek.
„Jest oczywiste, że drobni prawicowi działacze (wszystkich ich łączy prawicowy lub skrajnie prawicowy światopogląd), tacy jak Romuald Starosielec, Wojciech Papis, Stanisław Żółtek, Piotr Lechowicz, Aldona Skirgiełło, Włodzimierz Rynkowski, Wiesław Lewicki, Dawid Jackiewicz i inni nie mają ani zasobów personalnych, ani finansowych na przedstawienie kandydatur w tak dużej liczbie komisji. Życiorysy tych kandydatów wskazują na mocne powiązania z partią Prawo i Sprawiedliwość” – napisał w proteście wyborczym Roman Giertych. „Komitety te zostały założone we współpracy z PiS, a ich zgłoszenie nie miało na celu startu w wyborach, lecz jedynie zgłaszanie kandydatur do OKW tak, aby w losowaniu uzyskać większe prawdopodobieństwo uzyskania większości w składzie komisji i wyboru przewodniczącego OKW związanego z Karolem Nawrockim” – dodawał.
Zdaniem ekspertów, choć trudno przypisać „komitetom widmom” nieprawidłowości wyborcze, jest to luka, którą trzeba zasypać
Czy rzeczywiście – zgodnie z sugestiami Giertycha – tak duża liczba członków komisji z „komitetów widm” mogła mieć wpływ na wynik liczenia głosów? Specjalista od systemów wyborczych prof. Jarosław Flis twierdzi, że nie. – „Komitety widma” wywołują podejrzliwość i dostarczają paliwa dla paranoi. To jest ich jedyny wpływ na proces wyborczy – przekonuje.
„Komitety widma” to spółdzielnie do zarabiania pieniędzy
To dlaczego powstało ich tak wiele? – To spółdzielnie służące do zarabiania pieniędzy – mówi prof. Flis. Wyjaśnia, że w sumie za pracę w pierwszej i drugiej turze można było zarobić 875 zł. I to głównie, jego zdaniem, dlatego powstawało tak wiele komitetów.
– Powstawanie „komitetów widm” wynika z dwóch motywacji: politycznej i finansowej. Choć w zasadzie te dwie motywacje się przenikają, bo dzięki pieniądzom za pracę w komisji wyborczej można osieciować się swoimi zwolennikami – mówi poseł Mariusz Witczak. – W systemie jest ewidentnie luka. Skoro barierą do startu w wyborach ma być sto tysięcy podpisów, nie można nabywać tak szerokich kompetencji po zebraniu zaledwie tysiąca. To sprzyja podejrzeniom i daje potencjalne pole do nadużyć – dodaje poseł KO.
Czytaj więcej
W ostatnim dniu kwietnia prezydent Karol Nawrocki podpisał trzy nowelizacje ustaw. Dwie zawetował. To nowelizacja Kodeksu wyborczego oraz nowelizac...
Projekt posła Witczaka nie jest pierwszą próbą zatrzymania możliwości obsadzania komisji przez „komitety widma”. Podobna propozycja znalazła się w projekcie szerokiej nowelizacji kodeksu wyborczego senatorów KO, który niedawno trafił do prac w Sejmie. Co więcej, już raz Sejm uchwalił przepisy o „komitetach widmach”. Miało to miejsce w marcu, jednak uchwaloną wówczas ustawę zawetował w kwietniu prezydent Karol Nawrocki. Pretekstem nie były „komitety widma”, a zawarta w tym samym projekcie funkcja nowej instytucji – sekretarza komisji wyborczej.
Mariusz Witczak tłumaczy „Rzeczpospolitej”, że celowo zdecydował się złożyć projekt nowelizacji kodeksu wyborczego w bardziej okrojonej formie, by zminimalizować ryzyko ponownego weta. – Pan prezydent będzie miał szansę pokazać, czy zależy mu na przejrzystości procesu wyborczego, czy jest może prezydentem mętnej wody, który akceptuje „komitety widma”, powstające – jak pokazuje praktyka – głównie po prawej stronie sceny politycznej – dodaje.