„Kontrakt zawierał klauzulę o zakazie konkurencji oraz zobowiązanie pracownika do ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa (...) klauzula o zakazie konkurencji, podobnie jak cały kontrakt, była umową standardową, zawieraną rutynowo z pracownikami szczebla menedżerskiego” – napisał w wydanym wczoraj oświadczeniu Bondaryk, który z PTC (operator Era GSM) był związany od15 maja 2006 r.
Przed objęciem funkcji szefa ABW zrezygnował z pracy w firmie telekomunikacyjnej. 16 listopada 2007 r. umowa została rozwiązana. Jeszcze przez rok otrzymywał jednak pieniądze z tytułu umowy o zakazie konkurencji. W sumie odebrał 449 537 zł.
Bondaryk zaznaczył, że informacja o pobieraniu świadczeń z tytułu rozwiązanego kontraktu została zgłoszona w listopadzie 2007 roku do rejestru korzyści prowadzonego przez Państwową Komisję Wyborczą.
Pobieranie przez Bondaryka pieniędzy z PTC podczas pełnienia funkcji szefa ABW wywołało wiele kontrowersji. Politycy PiS zwrócili się o wyjaśnienie sprawy do premiera Donalda Tuska. Ich zdaniem mogło dojść do konfliktu interesów.
Sprawa wyszła na jaw, gdy „Gazeta Wyborcza” napisała, że CBA po kontroli majątku szefa ABW oskarżyło go o ukrycie wysokości wypłaty, którą przyznano mu, gdy odchodził z dyrektorskiej funkcji w PTC. Suma ta miała wynosić 1,5 mln zł.
– Można mieć wrażenie, że szef ABW pod wpływem komisji zrozumiał, iż blokowanie czynności kontrolnych CBA jest złym przykładem dla obywateli– ocenia Zbigniew Wassermann (PiS), członek sejmowej speckomisji. Nie chciał mówić o szczegółach wczorajszego posiedzenia komisji, na którym miał być obecny Bondaryk.
– Mam jednak nadzieję, że kolejną decyzją pana Bondaryka będzie udostępnienie dokumentów CBA i zakończenie tej skandalicznej sprawy – dodał Wassermann.