Choć premier nakazał wygasić w PO wszelkie spory, to układanie list wyborczych pokazało, że kipią one pod przykrywką. Zwolennicy marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny zarzucają politykom skupionym wokół ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka wycinanie ich ludzi z list wyborczych. Na dalekie czwarte miejsce skarży się np. lubelska posłanka Joanna Mucha, a Łukasz Gibała, lider PO w Krakowie, w ogóle nie znalazł się na liście.

Ale także ludzie Schetyny próbują wprowadzić do Sejmu jak najwięcej swoich współpracowników. Na Dolnym Śląsku – w mateczniku marszałka – zaskoczeniem jest wysokie trzecie miejsce radnego sejmiku Jarosława Charłampowicza, prawej ręki Schetyny w regionie – teraz jest jego społecznym asystentem, wcześniej był szefem jego biura poselskiego.

Sprawa budzi kontrowersje, bo dostał lepsze miejsce niż poseł Sławomir Piechota, który był kandydatem PO na prezydenta Wrocławia.

– Schetyna, windując swoich ludzi, chce wzmocnić ekipę w Sejmie – mówi polityk z Dolnego Śląska.

Ostateczny skład list zarząd partii ma rozpatrywać w przyszłym tygodniu, ale próba sił między frakcjami może się rozegrać po wyborach.

Jak wynika z informacji „Rz", niektórzy politycy nie wykluczają, że będą wtedy chcieli zmian w zarządzie.

– Gdy część pójdzie do rządu, trzeba będzie zweryfikować skład partyjnych władz – zaznacza osoba z otoczenia  Grabarczyka.

Już podczas tej kadencji premier wprowadził zasadę, że ministrowie nie mogą być liderami w regionach. – Wtedy warto też się zastanowić, czy osoba sprawująca funkcję marszałka Sejmu powinna mieć wysoką funkcję w partii – dodaje poseł PO.

Schetyna jest obecnie pierwszym zastępcą przewodniczącego Platformy. – Może powinien stanąć przed wyborem: albo marszałkowanie, albo liderowanie – dodaje rozmówca „Rz".

Jednak część polityków przypomina, że Ludwik Dorn, kiedy był wiceszefem PiS, zasiadał też w fotelu marszałka Sejmu.

– Nie widzę żadnej kolizji w sprawowaniu obu tych funkcji, a stawianie teraz takich pytań szkodzi Platformie – podkreśla Jarosław Gowin, wiceszef Klubu PO.

By przeprowadzić zmiany z zarządzie Platformy, nie trzeba organizować zjazdu  delegatów z całego kraju. Taką decyzję może podjąć  Rada Krajowa partii.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki d.kolakowska@rp.pl