Koalicja PO – PSL wypracowała ostatecznie kompromis dotyczący tego, ile w tym roku za swoje leczenie zapłacą rolnicy ubezpieczeni w KRUS. Składka wyniesie 1 zł za każdy hektar posiadanej ziemi. Ten obowiązek zostanie nałożony na posiadaczy gospodarstw, którzy mają ponad 6 ha. Tym, którzy mają mniej ziemi, w dalszym ciągu składki opłaci budżet.
Kwota wyliczona w zależności od hektara będzie mnożona przez liczbę domowników. Jak wyliczał w środę premier Tusk, jeszcze przed posiedzeniem rządu w tej sprawie, właściciel 30-hektarowego gospodarstwa zapłaci 30 zł, a jeśli rodzina składa się z czterech domowników – 120 zł.
– To znaczy, im większy areał, tym większa składka i to nie skokowo, tylko w takim systemie ciągłym, czyli każdy hektar, złotówka więcej – mówił premier.
Kompromisowy projekt w tej sprawie rząd rozpatrywał wczoraj, dzień wcześniej zajmował się inną wersją nowelizacji ustawy. Tę oprotestował jednak PSL. Realizowała zapowiedź premiera z exposé – 36 zł mieli płacić rolnicy z większych niż 15-ha gospodarstw, 18 zł ci pomiędzy 6 a 15 ha.
Przyjęta w środę ustawa będzie droższa dla budżetu państwa, który w wersji premiera miał w tym roku zaoszczędzić 152 mln zł. Ostatecznie oszczędności wyniosą 107 mln zł.
– Mam poczucie dobrej współpracy – mówił premier o wypracowanym z PSL kompromisie. Podobnie wypowiadają się politycy PSL. – Takie przepisy realizują zasady sprawiedliwości społecznej – mówi "Rz" Krzysztof Kosiński, rzecznik ludowców.
Przepisy musiały być zmienione, ponieważ Trybunał Konstytucyjny orzekł, że państwo nie może opłacać składki za wszystkich rolników, niezależnie od ich dochodów.
Kompromis w sprawie składki zdrowotnej nie kończy rozmów koalicji dotyczących sytuacji rolników. Jak bowiem w środę podkreślał premier, te rozwiązania są tylko tymczasowe. Docelowo rolnicy, według zapewnień Donalda Tuska, mają zostać włączeni do systemu powszechnego. Będą wtedy prowadzić rachunkowość, płacić podatki i składki zdrowotne według ogólnych zasad.
Nad nowymi przepisami mającymi wprowadzić te zapowiedzi w życie pracują Ministerstwo Finansów wspólnie z Ministerstwem Rolnictwa.
Politycy PSL podkreślają, że na wprowadzeniu podatku dochodowego rolnicy nie stracą, ponieważ ich dochody są tak małe, że wielu z nich będzie płacić mniej niż dziś. Obecnie płacą podatek rolny, który jest uzależniony od liczby hektarów. – Zależy nam, żeby system był jak najprostszy. Tak, by nie wprowadzać zbyt wiele biurokracji – mówi Kosiński.
PSL nie chce także zgodzić się na likwidację Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Zgodnie z zapowiedziami z exposé, wprowadzenie rolników do powszechnego systemu ma w przyszłości doprowadzić do stopniowego "odchodzenia od KRUS". Takie rozwiązanie krytykuje prof. Robert Gwiazdowski, ekspert z Centrum im. Adama Smitha. – Jestem w ZUS i nie życzę tego samego nieszczęścia rolnikom. KRUS jest prostszym i bardziej przejrzystym systemem – mówi.
Koalicję czeka jeszcze m.in. rozstrzygnięcie kwestii podwyższenia wieku emerytalnego do 67 lat. PSL zgodę na to uzależnia od wprowadzenia przywilejów dla matek. Miałyby one mieć niższy wiek emerytalny – w zależności od liczby urodzonych dzieci.
Premier zastrzegł jednak w środę, że nie ma mowy o obniżeniu wieku emerytalnego dla kobiet. – Jestem otwarty na to, aby pomóc kobietom, ale nie poprzez obniżenie wieku emerytalnego – zadeklarował.