Premier Donald Tusk ujawnił, że była to jedyna propozycja, którą szef PSL Janusz Piechociński przedstawił podczas poniedziałkowej rozmowy obu liderów i że uzgodnienia w tej sprawie trwały raptem 3 minuty.
Kto wiceministrem
Tusk dodał, że nie było mowy o żadnych innych nominacjach, np. dla Jerzego Pietrewicza. W poniedziałek, jak informowała „Rz”, Naczelny Komitet Wykonawczy PSL rekomendował Piechocińskiemu dwa scenariusze. Jeden z nich miał dotyczyć właśnie objęcia resortu gospodarki przez Jerzego Witolda Pietrewicza.
– Ale kiedy nazwisko Pietrewicza wyciekło do mediów, a premier jeszcze przed spotkaniem z Piechocińskim dał do zrozumienia, że taki scenariusz jest dla niego nie do przyjęcia, sytuacja się sama wyklarowała – mówi „Rz” członek władz partii. – Idąc wieczorem do KPRM, Janusz nie miał wyjścia, mógł przedstawić już tylko jeden wariant, z samym sobą w roli głównej.
- rozmowa z Waldemarem Pawlakiem, byłym wicepremierem i ministrem gospodarki
Nasz rozmówca podkreśla jednak, że Pietrewicz nadal jest w grze. Przyznał to zresztą także sam Piechociński, mówiąc, że były prezes BOŚ jest przymierzany do rządowego stanowiska. Może zostać wiceministrem finansów lub administracji i cyfryzacji, bo w tych resortach PSL nie ma swojego przedstawiciela.
Układanka w rządzie
Nie będzie natomiast zmian w pozostałych dwóch resortach kierowanych przez PSL, czyli ministerstwach: Rolnictwa i Pracy. Zgodnie ze słowami premiera do ewentualnej rekonstrukcji dojdzie za rok. Jak mówił Tusk, połowa kadencji to dobry czas na ocenę pracy ministrów.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Michał Szułdrzyński: Tusk syty i Piechociński cały
Liderzy PO i PSL nie zamierzają też spisywać nowej umowy koalicyjnej. Obaj zgodnie twierdzili, że obecny dokument, który ma charakter ogólny, a przez to umożliwia elastyczną współpracę, pozostaje w mocy. – Początek współpracy rokuje bardzo dobrze na przyszłość – mówił zadowolony Tusk na wspólnej z Piechocińskim konferencji prasowej.
Lider PSL, stojąc obok premiera, wyglądał jak odmieniony: dokładnie zapięta marynarka, starannie przyczesane włosy i uśmiech przylepiony do twarzy. Nic nie pozostało z wiecznie pędzącego posła z rozwianym włosem. – Robił dobrą minę do złej gry, bo wejście do rządu to jego klęska – mówi politolog Wojciech Jabłoński z Uniwersytetu Warszawskiego. – Zapowiadał nieomal przewrót kopernikański, a skończy jako strażnik PSL-owskich synekur w rządzie.
Co dalej w PSL
Rzeczywiście Piechociński, który krytykował swojego poprzednika Waldemara Pawlaka za to, że skupił nadmiar władzy i w rezultacie nie wykonywał dobrze żadnych obowiązków, sam znalazł się w niemal identycznej sytuacji. Musi kierować partią, resortem gospodarki i jako wicepremier dbać o sprawy w koalicji.
Jabłoński dodaje, że w ciągu dwóch tygodni Piechociński przebył kosmiczną odległość od próby uczynienia z Pawlaka swojej marionetki do wejścia całkowicie w jego rolę. – Teraz będzie musiał jeszcze więcej pracować, żeby przy nieuchronnych porównaniach z Pawlakiem wypadać dobrze, a partię zostawi samopas – prognozuje.
Politycy PO są jednak zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Adam Szejnfeld, były wiceminister gospodarki, uważa, że wejście Piechocińskiego do rządu i resortu gospodarki było naturalne i oczekiwane. A – jak mówił na wspólnej konferencji – widać było, że premier i nowy wicepremier świetnie się rozumieją, co dobrze rokuje na przyszłość.
– Otwartość i komunikatywność Piechocińskiego, większe niż u Pawlaka, będą z pewnością ułatwiać współpracę i dobrze wpływać na relacje w koalicji – dodaje poseł PO.
Sami ludowcy mają mieszane uczucia w tej sprawie.
– Jeśli przekonanie Piechocińskiego, który nie chciał wziąć resortu gospodarki, zajęło Tuskowi 3 minuty, to jest to dla naszego lidera dosyć upokarzające – mówi „Rz” jeden z ludowców. – Coś szybko Piechociński się w Donaldzie zakochał – ironizują.
Konwencja przyjęta przez ministrów
Rząd przyjął uchwałę, w której zgodził się na podpisanie kontrowersyjnej konwencji Rady Europy o zapobieganiu przemocy wobec kobiet. Decyzja, jak poinformował premier, była jednomyślna. Wcześniej podpisywaniu dokumentu sprzeciwiał się m.in. minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, tłumacząc, że może zagrażać rodzinie i jest sprzeczna z konstytucją. Rząd do konwencji dołączył więc oświadczenie, że będzie ona stosowana zgodnie z przepisami polskiej konstytucji, zgłosił też dwa bardziej szczegółowe zastrzeżenia. Konwencję musi ratyfikować Sejm, co będzie trudne ze względu na podziały światopoglądowe w samej Platformie. Premier stwierdził, że jest optymistą co do przebiegu prac w parlamencie.
—k.b.