– Jeśli wygram, to moja druga kadencja będzie inna od pierwszej – deklarował w lipcu prezydent Andrzej Duda. I taka też powinna być, bo przed władzą stoją wyzwania obecnie dużo większe niż pięć lat temu. Pandemia postępuje. Służba zdrowia prosi się o reformę i dofinansowanie. Recesja jest faktem. Przez naruszanie praworządności Polska może stracić część funduszy unijnych. Rośnie tempo zadłużania państwa. Mniejszości seksualne są dyskryminowane nawet przez przedstawicieli władzy, co jeszcze bardziej psuje Polsce reputację na świecie. Rolnicy buntują się przeciwko „piątce dla zwierząt". To tylko wierzchołek góry lodowej wyzwań, z którą zderzy się również Andrzej Duda. Co na to prezydent? Właśnie przerywa milczenie.

Głowa państwa przemeblowuje Kancelarię Prezydenta i gra na nosie Jarosławowi Kaczyńskiemu. Prezydent sformalizował kuluarową współpracę z Marcinem Mastalerkiem, byłym posłem PiS, współodpowiedzialnym za sukces partii w wyborach parlamentarnych 2015 r. i zwycięstwo Andrzeja Dudy. Z Mastalerkiem skonfliktowany jest Kaczyński. Doradcą prezydenta został też Łukasz Rzepecki, były poseł PiS, który głośno sprzeciwiał się zmianom w Sądzie Najwyższym i nawoływał Kaczyńskiego do odejścia z PiS. Prezydent liczy się ze zdaniem Jana Krzysztofa Ardanowskiego, zdymisjonowanego ministra rolnictwa, który również z otwartą przyłbicą wystąpił przeciwko szefowi PiS, głosując i wypowiadając się przeciwko „piątce dla zwierząt".

Ministrem w Kancelarii Prezydenta został Piotr Ćwik, człowiek Beaty Szydło, odwołany z funkcji wojewody małopolskiego po tym, jak popadł w konflikt z premierem Morawieckim. Co to oznacza?

Prezydent politycznie rośnie w siłę i zbroi się przeciwko prezesowi PiS. Pierwszym tego sygnałem było zajęcie stanowiska w sprawie „piątki dla zwierząt". Duda zapowiedział, że będzie słuchał rolników, którzy są z ustawy niezadowoleni, i Ardanowskiego. Jak dowiaduje się „Rz", jeśli w „piątce" nie będzie poprawek satysfakcjonujących rolników i hodowców, prezydent gotów jest zablokować projekt. A od weta prezydenta, krótka droga do „szorstkiej przyjaźni" z prezesem. PiS musi się liczyć z prezydentem. Duda nie ma już wiele do stracenia. Wojując z głową państwa, więcej straci PiS.

Mylą się ci, którzy sądzą, że prezydent tworzy w Kancelarii „salon wypędzonych". Przeciwnie. Andrzej Duda wyczuł słabość Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS nie jest już wszechmocnym władcą Polski. Jest uzależniony nie tylko od woli koalicjantów z Solidarnej Polski i Porozumienia, ale jest skazany na łaskę uzbrojonego w weto prezydenta. Główny ośrodek władzy przestaje być tylko na Nowogrodzkiej.

Od tego, jaka będzie druga kadencja prezydenta Dudy, zależy jego miejsce w historii. Nowa kadencja będzie wybijaniem się na niepodległość od PiS.

Nie musi to oznaczać wojny. Wystarczy, jeśli prezydent będzie wychodził z inicjatywami i wskazywał kierunki zmian, które PiS powinien obrać. Prezes musi zacząć traktować prezydenta po partnersku. Duda już odwdzięczył się Kaczyńskiemu za życiową szansę. Drugą turę zawdzięcza głównie sobie. Teraz czas stać się realną głową państwa, odpowiadającą tylko przed Bogiem, historią i prawem, a nie partią i prezesem.