– Jesteśmy chętni i gotowi, żeby ponownie głosować ustawę o zniesieniu dwukadencyjności. Lewica zagłosuje dokładnie tak jak poprzednim razem, czym PSL nie powinno być zaskoczone – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.
Polskie Stronnictwo Ludowe chciało zniesienia dwukadencyjności. Partia Władysława Kosiniaka-Kamysza była zaskoczona, gdy projekt upadł w Sejmie różnicą dwóch głosów. Ludowcy mieli pretensje do Lewicy, że nie poparła projektu. Politycy tej formacji twierdzą, że uprzedzili koalicjanta, jak będą głosować i mają na to dowody.
Czytaj więcej
Posłowie zdecydowali o odrzuceniu projektu o zniesieniu dwukadencyjność władz samorządowych. Projekt zmian w Kodeksie wyborczym przygotowało Polski...
Spór PSL z Lewicą o dwukadencyjność dzieli koalicję Donalda Tuska
Polskie Stronnictwo Ludowe oskarżyło Lewicę o zdradę i oszustwo po tym, jak 22 października 2026 r. Sejm minimalną większością głosów (215 do 213) odrzucił projekt ludowców znoszący dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.
Z informacji „Rz” wynika, że w dniu głosowania w sprawie zniesienia dwukadencyjności wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski otrzymał od Anny Marii Żukowskiej, szefowej klubu parlamentarnego Lewicy, informację o tym, jak poszczególni posłowie jej klubu zagłosują: ile osób będzie za, ile przeciw, a kto się wstrzyma.
– Zgorzelski, który pilotował projekt z ramienia PSL, wiedział, że 12 osób od nas będzie za, sześć przeciw (Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Daria Gosek-Popiołek, Wanda Nowicka, Dorota Olko, Joanna Wicha i Anna Żukowska), jedna się wstrzyma (Włodzimierz Czarzasty), a dwie osoby nie będą głosować (Katarzyna Kotula i Anita Kucharska-Dziedzic). Skorygowaliśmy przesłaną mu informację, bo wcześniej trzy osoby miały się wstrzymać. Mamy dowody potwierdzające przekazanie tej korespondencji i PSL nie powinno się na nas złościć, bo niczym ich nie zaskoczyliśmy. Zgorzelski gdzie indziej źle policzył głosy, niedoszacował i ma teraz problem – mówi nam osoba z klubu parlamentarnego Lewicy, która brała udział w negocjacjach.
Piotr Zgorzelski, pytany dziś o dwukadencyjność, nie odpowiada. Do przegłosowania projektu w Sejmie PSL zabrakło dwóch głosów.
– Zgorzelski wiedział, że premiera i ministra finansów nie będzie na sali, i przeliczył się. Mogli przełożyć głosowanie, a nie wyżywać się na Lewicy, która zachowała się lojalnie, tak jak zapowiadała. Ktoś inny zawiódł ludowców – dodaje polityk Nowej Lewicy.
Zwraca uwagę, że PSL przestało atakować koalicjanta, gdy Zgorzelski zdał sobie sprawę, że klub Lewicy zagłosował tak, jak Żukowska zapowiadała w SMS-ie do wicemarszałka Sejmu.
Czytaj więcej
Ledwie trzech głosów zabrakło koalicji rządzącej do przegłosowania zniesienia dwukadencyjności w samorządach. Dwa brakujące są w Indiach: to premie...
PSL chce dwukadencyjności w Sejmie i Senacie
Dla PSL porażka w Sejmie ma wymiar prestiżowy. Nie chodzi tylko o to, że teść Władysława Kosiniaka-Kamysza jest wójtem i dwukadencyjność dotknie również jego. Ograniczenie kadencji dotyczyłoby także wielu innych samorządowców związanych z ludowcami. Szacuje się, że uwzględniając członków partii oraz kandydatów bezpośrednio popieranych przez PSL startujących z lokalnych komitetów, partia ta posiada realny wpływ na około 150 do ponad 200 włodarzy gmin i miast w całej Polsce.
– Obiecaliśmy naszym wyborcom zmianę, a jeśli KO i Lewica jej nie chcą, bo z PiS i Konfederacją nie ma co na ten temat rozmawiać, to wprowadźmy dwukadencyjność również w Sejmie i Senacie. Dwukadencyjność mamy już na urzędzie prezydenta RP – zauważa Marek Sawicki, marszałek senior Sejmu z PSL.
Z informacji „Rz” wynika, że na wprowadzenie dwukadencyjności w Sejmie i Senacie nie zgodzą się nie tylko PiS i Konfederacja, lecz także Lewica i Koalicja Obywatelska.
– Głosowanie byłoby burzą w szklance wody i porażką PSL. Mogą jedynie stroszyć piórka. Faktem jest jednak, że jeśli dojdzie do ponownego głosowania nad zniesieniem dwukadencyjności, projekt powinien przejść przez Sejm. Dwukadencyjność w parlamencie nie ma szans – mówi nam polityk KO.
Czytaj więcej
W debacie o zniesienie dwukadencyjności chodzi o prawo wyboru mieszkańców ponad 1,5 tys. gmin. To oni, a nie ustawodawca w Warszawie, powinni mieć...
Donald Tusk zapowiada głosowanie nad dwukadencyjnością
– Ja nie widzę żadnego problemu w tym, żeby natychmiast wrócić do tego projektu, jeśli tylko względy techniczne zadecydowały, że zabrakło kilku głosów – powiedział premier Donald Tusk, proponując ponowne głosowanie nad ustawą likwidującą dwukadencyjność w samorządach.
Z informacji „Rz” wynika, że KO zrobi wszystko, żeby ustawa przeszła przez Sejm i Senat „bez łamania kręgosłupów Lewicy”, która nie zamierza głosować inaczej niż poprzednim razem.
Źródła „Rz” przekonują, że premierowi zależy na tym, by ludowcy „dowieźli” swoim wyborcom zniesienie dwukadencyjności, którą prawdopodobnie zawetuje prezydent.
– Trudno sobie wyobrazić, żeby prezydent w sprawie dwukadencyjności zachował się inaczej niż PiS i Konfederacja – mówi nam Włodzimierz Czarzasty.
Prezydent wysyła jednak sprzeczne sygnały. – Ustawa o dwukadencyjności jeszcze nie przeszła przez polski Sejm. Jest, zdaje się, także analizowana w Trybunale Konstytucyjnym, według moich wiadomości. Nie ma pewnego konsensusu w parlamencie, więc moja deklaracja niewiele na chwilę obecną zmieni, czy pomogę, czy nie pomogę – mówił w marcu Karol Nawrocki.
Prezydent dostrzega problem wielokadencyjności, choćby na przykładzie rodzinnego Gdańska. – Wiem, że to nie jest problem mniejszych miejscowości, bardzo sprawnych samorządowców – powiedział prezydent.
Pałac Prezydencki nie chce zdradzić, jak zachowa się głowa państwa, gdy ustawa ponownie wyjdzie z Sejmu, a później z Senatu.
– Prezydent może zaskoczyć, bo sprawa nie jest zero-jedynkowa – zdradza nasz rozmówca z otoczenia prezydenta.
Terminu ponownego głosowania nad zniesieniem dwukadencyjności jeszcze nie wyznaczono, ale z naszych informacji wynika, że ustawa ma być procedowana w niższej izbie parlamentu jeszcze w tym roku, prawdopodobnie na początku listopada.