W podcaście „Rzecz w tym” Andrzej Andrysiak, szef działu wydarzenia „Rzeczpospolitej” i autor komentarza „Dwukadencyjności brońmy jak niepodległości”, przekonuje, że spór o samorządy powinien dotyczyć przede wszystkim jakości lokalnej demokracji, a nie partyjnych kalkulacji.
Dwukadencyjność w samorządach. Kto naprawdę zyska na jej zniesieniu?
Polskie Stronnictwo Ludowe liczyło, że zniesienie limitu kadencji spotka się z wdzięcznością wójtów i burmistrzów, a ta przełoży się na polityczne poparcie przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r.. Andrzej Andrysiak nie widzi jednak w tej strategii przekonującej kalkulacji. Z jednej strony mamy około 2,5 tysiąca wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, z drugiej – sondaże, według których 60 proc. Polaków popiera ograniczenie liczby kadencji, a przeciwnych jest zaledwie 14 proc.
Czytaj więcej
Ledwie trzech głosów zabrakło koalicji rządzącej do przegłosowania zniesienia dwukadencyjności w samorządach. Dwa brakujące są w Indiach: to premie...
– Gdzie tutaj jest uzysk polityczny? Za bardzo nie rozumiem tej strategii – mówi gość podcastu. Zwraca też uwagę, że utrzymanie dwukadencyjności może być korzystne dla Koalicji Obywatelskiej. W 2027 r. popularni włodarze dużych miast mogliby wystartować w wyborach parlamentarnych, a ich rozpoznawalność i poparcie pomóc partii w walce o mandaty. Tymczasem PSL, forsując zniesienie limitu, ryzykuje zarzuty o obronę lokalnych układów i politycznego „koryciarstwa”.
Andrysiak podkreśla, że dyskusji o dwukadencyjności nie należy sprowadzać do pytania, czy to pomysł PiS, czy rozwiązanie, które powinna odrzucić obecna koalicja. Jego zdaniem ograniczenie liczby kadencji jest jednym z narzędzi, które mogą przeciwdziałać nadmiernej koncentracji władzy w rękach lokalnych włodarzy. A problemów samorządu jest więcej: od słabej kontroli radnych po powiązania polityczne w lokalnych instytucjach.
Samorząd do naprawy. Silni włodarze, słabi radni i media za publiczne pieniądze
– Samorząd powinien pójść do przeglądu – przekonuje Andrzej Andrysiak. Jak tłumaczy, bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast dały im bardzo silny mandat, ale nie zapewniły skutecznego mechanizmu kontroli. Rady gmin i miast mają teoretyczne uprawnienia, które w praktyce często okazują się niewystarczające. W najmniejszych miejscowościach dochodzi do tego presja lokalnych zależności, przez którą potencjalni konkurenci mogą obawiać się startu w wyborach.
Czytaj więcej
Po likwidacji sześciu departamentów w urzędzie miasta, nowy prezydent Krakowa Łukasz Gibała zabrał się za odwoływanie dyrektorów - pracę stracił ju...
Gość „Rzecz w tym” odnosi się również do referendów, które w ostatnim czasie przyciągają uwagę mieszkańców i mediów. Nie uważa jednak, że można mówić o wielkiej fali obywatelskiego zaangażowania. Jak zauważa, powodzenie referendum zależy przede wszystkim od silnych emocji i mobilizacji społeczności.
W rozmowie pojawia się także problem tak zwanych mediów samorządowych – biuletynów, portali i telewizji finansowanych przez gminy. Zdaniem Andrysiaka często służą one budowaniu pozytywnego wizerunku władz i wypieraniu niezależnych mediów lokalnych. Dziennikarz wskazuje, że to państwo powinno zająć się uporządkowaniem tej kwestii, ponieważ trudno oczekiwać, by samorządowcy dobrowolnie rezygnowali z narzędzi promocji.
Czy utrzymanie dwukadencyjności może stać się początkiem poważniejszej rozmowy o reformie samorządów? I dlaczego – niezależnie od politycznych sympatii – warto bronić mechanizmów ograniczających koncentrację władzy? O tym w podcaście „Rzecz w tym” opowiada Andrzej Andrysiak.