Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego planowany podatek cyfrowy stał się polem sporu między rządem a prezydentem.
- Kto i na jakich zasadach ma płacić nową daninę od przychodów cyfrowych.
- Ile polski budżet może zyskać na opodatkowaniu światowych gigantów technologicznych.
- Z jakimi wyzwaniami wiąże się wdrożenie i egzekwowanie nowego prawa w praktyce.
– Prezydent po raz kolejny staje po stronie wielkich korporacji technologicznych, a nie interesu Polek i Polaków. Działa na zlecenie lobbystów. I nie jest to pierwszy raz, kiedy interesy globalnych gigantów okazują się ważniejsze niż interes Polski – tak Krzysztof Gawkowski, wicepremier i minister cyfryzacji komentuje dla „Rzeczpospolitej” słowa z wywiadu, jakiego udzielił nam Karol Nawrocki.
Prezydent oskarżył w nim Gawkowskiego o brak kompetencji i niechęć do współpracy.
Prezydent Karol Nawrocki żąda analiz dotyczących wprowadzenia podatku cyfrowego
Poszło o tzw. podatek cyfrowy, daninę, którą – tak jak jest to w wielu krajach Europy – miałyby płacić w naszym kraju big techy. Zgodnie z projektem, nad którym pracuje resort cyfryzacji, chodzi o 3 proc. od przychodów z reklam, działalności portali społecznościowych i handlu danymi użytkowników. Polski budżet w ten sposób miałyby zasilać m.in. koncerny zza oceanu, jak Google czy Meta, ale też giganci z Chin. Tymczasem prezydent Nawrocki ma wątpliwości, czy nowe przepisy będą w interesie Polski. Jak twierdzi, przy tworzeniu tych regulacji brakuje współpracy z pałacem prezydenckim.
– Znając brak kompetencji ministra Gawkowskiego i jego wąski punkt widzenia, wiem, że będzie forsował to prawo bez porozumienia. Mówię jasno: rząd nie rozmawia ze mną o ustawach, zanim trafią na biurko prezydenta. To pozwoliłoby wiele spraw załatwić na wcześniejszym etapie – zaznacza w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Karol Nawrocki. – W przypadku podatku cyfrowego, jeśli dostanę analizę, która uwzględni także ochronę naszego interesu w zakresie bezpieczeństwa, jeśli zobaczę, że to prawo jest rzeczywiście niezbędne dla Polski pod względem ekonomicznym, to przyjrzę się szerokiemu obrazowi sytuacji i wtedy podejmę decyzję – zaznacza.
Podkreśla przy tym, że na razie „o tym prawie tylko słyszymy, ale go nie widzimy”. – Jak z tą benzyną po 5,19 zł – dodaje.
Krzysztof Gawkowski przekonuje jednak, że „proces legislacyjny w Polsce jest jasny i transparentny, a projekt ustawy podlega konsultacjom, analizom i ocenie skutków”.
Czytaj więcej
Kiedy spotykam się z naszymi partnerami na świecie, słyszę wprost pytanie: czy wy wiecie coś więcej niż my? Znam raporty sojuszu północnoatlantycki...
– Prezydent mógłby uczestniczyć w otwartych konsultacjach, na które go zapraszamy, ale odmawia takiej współpracy. Wiem zresztą dlaczego – gdyby chciał rozmawiać, to trudniej byłoby wetować, na zamówienie zagranicznego biznesu. Ale ja się nie obrażam i konsekwentnie zapraszam do merytorycznej rozmowy, opartej na faktach, a nie na personalnych atakach i argumentach powtarzanych za lobbystami – ripostuje wicepremier.
Wicepremier Krzysztof Gawkowski: Dla kogo pracuje Karol Nawrocki?
Gawkowski uważa, że to nie pierwszy raz, gdy prezydent ulega „lobbystom korporacji”. – Najpierw weto do ustawy o kryptowalutach, później zawetowanie ustawy zapewniającej bezpieczeństwo w internecie, a następnie weto dla stworzenia darmowego dziennika elektronicznego, pokazuje, dla kogo realnie pracuje Karol Nawrocki – wylicza wicepremier i szef resortu cyfryzacji.
Tłumaczy przy tym, że podatek cyfrowy to „kwestia uczciwej konkurencji, sprawiedliwego udziału największych platform w finansowaniu państwa i wyrównania szans polskich firm”.
– Nie ma powodu, by globalne korporacje miały korzystać z uprzywilejowanej pozycji kosztem krajowych przedsiębiorców. I nie mam tu na myśli korporacji zza Atlantyku, tylko bardziej z Azji – komentuje. I jednocześnie rozwiewa wątpliwości, jakoby nowe regulacje mogły być niekorzystne dla Polski.
– W resorcie cyfryzacji mamy otwarte drzwi, ale mam też przekonanie, że ostatecznie to Polki i Polacy ocenią, dla kogo pracuje prezydent: dla obywateli i polskiej gospodarki czy dla big techów. Tu odpowiedź jest prostsza, dotychczas głowa państwa robi wszystko, żeby zagraniczne korporacje mu dziękowały, kosztem interesu własnego kraju – dodaje wicepremier.
Czytaj więcej:
Opublikowany w piątek projekt autorstwa resortu cyfryzacji zakłada wprowadzenie podatku cyfrowego od przychodów największych globalnych firm techno...
Pro
Projekt ustawy o tzw. podatku cyfrowym został opublikowany z końcem lipca. Przepisy, przygotowane przez resort cyfryzacji, zakładają wprowadzenie podatku cyfrowego od przychodów największych globalnych firm technologicznych działających w Polsce. W ciągu dekady budżet miałby zyskać na tym podatku blisko 31,7 mld zł. Podatnikiem mają być podmioty lub skonsolidowane grupy spełniające łącznie dwa warunki: globalne przychody powyżej 1 mld euro oraz przychody z usług objętych ustawą, uzyskanych w Polsce powyżej 25 mln zł w poprzednim okresie rozliczeniowym, bez względu na rezydencję podatkową i siedzibę.
Europa uderza w big techy
Podatek cyfrowy obowiązuje m.in. we Francji, Włoszech, Austrii oraz Wielkiej Brytanii. Nad jego wdrożeniem, oprócz Polski, pracuje również m.in. Belgia. Do takiego prawa krytycznie są nastawione USA, a ich presji uległa już Turcja oraz Kanada. Są również państwa, które posiadają alternatywne przepisy (m.in. Tajwan czy Korea Płd.).
Nad Wisłą płacić miałyby firmy, które umieszczają na interfejsie cyfrowym reklamy ukierunkowane, tzw. personalizowane, czyli dobierane pod konkretnego użytkownika na podstawie informacji o nim. Podatkiem miałyby być też objęte firmy, które umożliwiają użytkownikom za pomocą interfejsu cyfrowego wchodzenie w interakcje z innymi użytkownikami lub ułatwiają im dokonywanie dostaw towarów albo świadczenie usług. Chodzi o portale społecznościowe czy tzw. marketplace, czyli internetowe platformy handlowe. Ministerstwo zaproponowało też, aby podatkiem były objęte firmy, które sprzedają dane o użytkownikach.
Czytaj więcej
Podatek cyfrowy obowiązuje m.in. we Francji, Włoszech, Austrii oraz Wielkiej Brytanii. Nad jego wdrożeniem, oprócz Polski, pracuje również m.in. Be...
Podatek rekompensujący od niektórych usług – tak brzmi oficjalna nazwa nowej daniny, którą chce wprowadzić polski rząd. Eksperci, z którymi rozmawialiśmy w sierpniu, uważają, że wprowadzenie regulacji może być sporym wyzwaniem. Chodzi np. o prawidłowe zidentyfikowanie podstawy opodatkowania i wyegzekwowanie tego podatku od zobowiązanych do tego podmiotów.
Istotną kwestią jest, czy Krajowa Administracja Skarbowa będzie w stanie skutecznie weryfikować, czy zadeklarowana część przychodów przypisana do Polski nie została zaniżona. Problemem ma być m.in. identyfikowanie przychodów z reklam w internecie – projekt przewiduje wprawdzie sposoby ich ustalania w oparciu m.in. o numery IP odbiorców reklam, ale w dobie mobilnego internetu może być to utrudnione, bo te numery się zmieniają.