Marcin Kierwiński zapewnił, że służby starają się uruchamiać syreny alarmowe tylko wtedy, gdy zagrożenie jest rzeczywiste. Minister spraw wewnętrznych i administracji odniósł się w TVN24 do częstych alertów otrzymywanych przez mieszkańców Lubelszczyzny i Podkarpacia.
Szef MSWiA przyznał, że zbyt częste ostrzeżenia mogą prowadzić do zobojętnienia na kolejne komunikaty. – Staramy się to robić o tyle delikatnie, żeby nie wzbudzać tych syren alarmowych wtedy, kiedy ryzyko jest potencjalne, a nie realne – powiedział Kierwiński.
Jak wyjaśnił, obecna sytuacja różni się od tej sprzed dwóch tygodni. Zmieniły się zarówno kierunki ataków powietrznych, jak i sytuacja w pobliżu polskiej granicy. Obecnie zagrożenie dotyczy polsko-ukraińskich przejść granicznych.
Czytaj więcej
W sześciu powiatach na terenie Lubelszczyzny zawyły syreny alarmowe w związku z zagrożeniem atakiem z powietrza – poinformował Lubelski Urząd Wojew...
Nowe drony skracają czas reakcji do kilku sekund
Kierwiński zwrócił uwagę również na pojawienie się nowych dronów odrzutowych. Jak mówił, maszyny te mogą osiągać prędkość około 700–800 km/h, co znacząco ogranicza czas, jaki obrona przeciwlotnicza ma na reakcję.
– Pomiędzy punktem uderzenia w stację paliw a polską granicą czy domami po stronie polskiej granicy, to jest ile? 10 sekund różnicy – zauważył minister.
W jego ocenie właśnie dlatego mieszkańcy regionów graniczących z Ukrainą muszą być częściej ostrzegani. Jednocześnie zaznaczył, że żaden system alarmowy nie jest idealny.
Czytaj więcej
Nasz kraj, zdaniem Polaków, nie jest gotowy na nowe zagrożenie, jakie stanowią rosyjskie drony odrzutowe Gierań-5 - wynika z sondażu SW Research dl...
Ukraińcy też przyznają, że ludzie przyzwyczajają się do alarmów
Kierwiński przywołał również doświadczenia Ukrainy, gdzie system ostrzegania funkcjonuje od początku rosyjskiej inwazji. Jak relacjonował, rozmawiał z osobami odpowiedzialnymi za jego działanie.
– Rozmawiałem z naszymi ukraińskimi przyjaciółmi, z ludźmi, którzy zajmują się systemem ostrzegania na Ukrainie. [...] Jak rozpoczynała się wojna na Ukrainie, to oni budowali tę swoją aplikację, zrobili ją bardzo szybko. [...] Wtedy wszyscy reagowali. [...] Dziś sami Ukraińcy mówią, że już się trochę znieczulili, jak widzą te sygnały w aplikacji. Niektórzy reagują, a niektórzy nie – powiedział szef MSWiA.
Kierwiński o pożarze stacji Starlinków: „To był sabotaż”
Dwa dni później prokurator z mazowieckiego wydziału Prokuratury Krajowej wszczął śledztwo w kierunku aktu sabotażu oraz przestępstwa o charakterze terrorystycznym na rzecz obcego wywiadu.
Kierwiński został w TVN24 zapytany, czy pożar był wynikiem podpalenia, sabotażu czy nieszczęśliwego wypadku.
– Nie mam wątpliwości, że to był sabotaż, natomiast co do mocodawców, dokładnych sprawców, to musi wypowiedzieć się prokuratura – odpowiedział.
Minister podkreślił, że trwa ustalanie sprawcy. – Ja nie mam wątpliwości, że mieliśmy do czynienia z podpaleniem. Natomiast motywy tego podpalenia muszą być wyjaśnione i to nie tylko służby – to przede wszystkim prokuratura – zaznaczył.
Czytaj więcej
Pożar w bazie Starlink był celowym podpaleniem „przeprowadzonym przez zawodowców” – mówi źródło „Rzeczpospolitej” w służbach. W tym samym czasie Ro...
Rosyjskie służby i ataki z wykorzystaniem osób z zagranicy
Kierwiński stwierdził, że większość tego rodzaju incydentów jest inspirowana przez rosyjskie służby, które – jak powiedział – mają „bardzo szeroką gamę możliwości”.
Według ministra do przeprowadzania takich ataków często wykorzystywane są osoby z zagranicy, przede wszystkim Ukraińcy oraz mieszkańcy Bałkanów. Kontakt z nimi ma być nawiązywany za pośrednictwem mediów społecznościowych, w tym Telegrama, a wynagrodzenie za wykonanie zleceń ma być przekazywane w kryptowalutach.
– Przynajmniej dwa takie wydarzenia, które zostały udaremnione, mogłyby wskazywać na większe zagrożenie dla osób cywilnych – ocenił Kierwiński.