W rocznicę radzieckiej agresji na II RP, 17 września, w województwach lubelskim i podkarpackim ogłoszono alarm powietrzny – w Lublinie i Rzeszowie zawyły syreny, a osoby przebywające na terenie tych województw otrzymały na swoje telefony SMS-a z poleceniem, by szukać bezpiecznego miejsca. Kilkanaście minut wcześniej mieszkańcy województw podkarpackiego i lubelskiego otrzymali ostrzeżenie informujące o ataku powietrznym na terenie Ukrainy.
Czytaj więcej
Ewakuowane szkoły, urzędy czy instytucje publiczne. Miejscowości ze wschodniej Polski przeszły w czwartek praktyczny sprawdzian z bezpieczeństwa i...
Alarm powietrzny ogłoszony w Polsce w związku ze zbliżaniem się do granicy drona odrzutowego
Alarm obowiązywał przez ok. 50 minut. Jak poinformował rzecznik Dowództwa Operacyjnego RP płk Jacek Goryszewski, co potwierdził tego samego dnia premier Donald Tusk alarm został ogłoszony w związku ze zbliżaniem się do polskiej granicy drona odrzutowego. Dron ten ostatecznie nie przekroczył granicy Polski – został zneutralizowany lub uderzył w cel ok. 4 km od polskiej granicy. – Przed chwilą zakończył się masywny, bardzo brutalny atak Rosji na zachodnią część Ukrainy, bardzo blisko polskiej granicy, niedaleko Jagodzina, to koło Dorohuska. Zaatakowano prawdopodobnie stację benzynową. Była bardzo masywna eksplozja. Nasze samoloty zostały poderwane do akcji – mówił z kolei Donald Tusk na wspólnej konferencji prasowej z kanclerzem Austrii.
Kilka dni wcześniej, 13 września, polskie systemy wykryły atak kilkunastu odrzutowych dronów na cele w zachodniej Ukrainie. Dwa z tych dronów uderzyły w cele w bezpośrednim sąsiedztwie Polski – jeden w stację benzynową w pobliżu granicy, drugi – w lokomotywę pociągu relacji Kijów-Warszawa stojącego na stacji Jagodzin (w pobliżu przejścia granicznego w Dorohusku).
W każdym z tych przypadków Polska podrywała myśliwce dyżurne, o czym informowało Dowództwo Operacyjne.
Gierań-5 – nowa broń w arsenale Rosji. Czym różnią się od wcześniejszych dronów?
Drony Gierań-5 to nowa broń w rosyjskim arsenale. Rodzina dronów Gierań wywodzi się od irańskich Shahedów – Gierań-1 był rosyjską nazwą drona Shahed-131, a Gierań-2 – drona Shahed-136. Jednak Gierań-5 jest nową jakością, jeśli chodzi o bezzałogowe środki uderzeniowe ze względu na wyposażenie w silnik odrzutowy, dzięki któremu osiąga prędkość do 600 km na godzinę. Ze względu na prędkość oraz znacznie większą od klasycznych Shahedów głowicę bojową (90 kg wobec ok. 15 kg) drony Gierań-5 porównuje się do pocisków manewrujących, nad którymi mają tę przewagę, że są tańsze – Gierań-5 kosztuje ok. 100 tysięcy dolarów, a pocisk Ch-101, wykorzystywany przez Rosję do ataków na Ukrainę – nawet 2,5 mln dolarów.
Rosyjski dron odrzutowy Gierań-5
Duża prędkość osiągana przez drony Gierań-5 sprawia, że na Ukrainie znacznie spadła skuteczność obrony przeciwlotniczej zwalczającej drony – jak pisze Marek Kutarba na łamach serwisu radar.rp.pl w przypadku takiego drona czas na reakcję i strącenie skraca się do sześciu sekund, podczas gdy w przypadku wolniejszych Shahedów była to minuta. W efekcie naziemne, mobilne grupy ogniowe, wykorzystywane przez Ukrainę do zwalczania dronów, są wobec nowej broni bezradne. Ukraińcy pracują obecnie nad dronami przechwytującymi, które byłyby w stanie „dogonić” rosyjskie drony odrzutowe. Z odrzutowymi Gieraniami walczy obecnie głównie ukraińskie lotnictwo i klasyczne naziemne systemy obrony przeciwlotniczej, które są jednak silnie przeciążone przy zmasowanych, kombinowanych atakach dronowo-rakietowych, które przeprowadza na cele na Ukrainie Rosja.
Premier Donald Tusk ostrzegał w Sejmie 17 września, że w najbliższych tygodniach i miesiącach działania eskalujące ze strony Rosji mogą obejmować również uderzenia dronami i rakietami w państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę.
Uczestników sondażu SW Research dla rp.pl spytaliśmy, czy – ich zdaniem – Polska jest przygotowana na zagrożenie, jakie mogą stanowić rosyjskie drony odrzutowe.
Na tak zadane pytanie „tak” odpowiedziało 19,7 proc. badanych.
Odpowiedzi „nie” udzieliło 61,7 proc. respondentów.
13,7 proc. ankietowanych nie ma zdania w tej sprawie.
4,9 proc. uczestników badania nie słyszało o takim zagrożeniu.
– Przekonanie o przygotowaniu Polski do takiego zagrożenia najczęściej wyrażają osoby w wieku do 24 lat (31 proc.), podczas gdy wśród osób w wieku 25–34 lat odsetek ten wynosi 15 proc., w grupie 35–49 lat – 18 proc., a wśród badanych w wieku 50 lat i więcej – 20 proc. – komentuje wyniki badania Piotr Zimolzak, wiceprezes agencji badawczej SW Research.
Badanie zostało przeprowadzone przez agencję badawczą SW Research wśród użytkowników panelu on-line SW Panel w dniach 15-16 września 2026 r. Analizą objęto grupę 800 internautów powyżej 18. roku życia. Próba została dobrana w sposób losowo-kwotowy. Struktura próby została skorygowana przy użyciu wagi analitycznej tak, by odpowiadała strukturze Polaków powyżej 18. roku życia pod względem kluczowych cech związanych z przedmiotem badania. Przy konstrukcji wagi uwzględniono zmienne społeczno-demograficzne.