Kwietniowa akcja „Diss na raka” Cancer Fighters okazała się największą zbiórką w historii polskiego internetu, podczas której zgromadzono 292,7 mln zł. Twarzą akcji był influencer Piotr Hancke „Łatwogang”, a jej hymnem utwór „Ciągle tutaj jestem" w wykonaniu Bedoesa 2115 i Mai Mecan. Wiadomo już na co trafi co trzecia złotówka zebrana przez fundację podczas akcji charytatywnej. Ale kolejne środki, podobnie jak w poprzednich latach, pozyskuje ona z organizowanych przez siebie gal bokserskich.

Reklama
Reklama

Fundacja ma 100 proc. udziałów w spółce z o.o. Boxing Challenge. To ona odpowiada za doprowadzenie gal do skutku. W 2025 r. zebrano podczas nich ok. 1 mln zł, a całość środków miała zostać przekazana na pomoc osobom zmagającym się z nowotworami. Ze strony internetowej Boxing Challenge można się dowiedzieć, że najtańszy bilet wstępu na marcową galę boksu, która odbyła się we Wrocławiu, kosztował 299 zł, a dziesięcioosobowy stolik w bezpośrednim sąsiedztwie ringu – 3750 zł. „Zobaczcie każdy cios i unik. Usłyszcie podpowiedzi z narożnika. Delektujcie się wyrafinowanymi przystawkami, a także starannie wyselekcjonowanymi napojami i wyborem alkoholi” – reklamował organizator. Podczas gal na scenie występują dzieci chore na raka. Kolejna, 27. edycja gali ma się odbyć w październiku również we Wrocławiu.

„Rzeczpospolita” zapytała Cancer Fighters, jakie relacje łączą fundację ze spółką Boxing Challenge. „Zdając sobie sprawę, że organizacja gal wykracza poza działalność fundacji, podjęliśmy decyzję o założeniu Boxing Challenge. Firma odpowiadała za organizację i finansowanie wydarzeń sportowych, natomiast fundacja była beneficjentem wszystkich działań charytatywnych prowadzonych w ramach organizowanych gal. (…) Dzięki takiemu rozwiązaniu koszty związane z organizacją gali i sprzedażą biletów były ponoszone przez Boxing Challenge” – czytamy w odpowiedzi.

Ze sprawozdania finansowego spółki za ubiegły rok wynika, że Boxing Challenge nie zatrudniała żadnych pracowników. Wypłacała jedynie wynagrodzenia dla prezesa, jedynego członka zarządu. W 2025 r. na wynagrodzenia przeznaczono 218,2 tys. zł brutto – co potwierdziła nam fundacja. To główny składnik kosztów spółki, które wyniosły łącznie 355,1 tys. zł. Firma bez pracowników zorganizowała w ubiegłym roku cztery gale boksu. To one stanowiły większość pozostałych kosztów – ok. 137 tys. zł.

Czy to możliwe, że faktyczne koszty organizacji gal Boxing Challenge pokrywa fundacja, a nie spółka, która – jak deklaruje Cancer Fighters – została powołana do życia, żeby te imprezy finansować i organizować? 

– Koszty spółki organizującej gale wydają się niskie jak na skalę takich wydarzeń. Rodzi to podejrzenie, że dochodzi do nieoficjalnego wykorzystywania na ten cel zasobów statutowych fundacji, co jest niezgodne z prawem, bo jeżeli to firma jest organizatorem wydarzenia, to wszystkie koszty z tym związane powinny być w firmie – mówi „Rzeczpospolitej” Katarzyna Batko-Tołuć, wiceprezeska i dyrektorka programowa Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.

Kto tak naprawdę organizuje gale Boxing Challenge?

Celem Fundacji Cancer Fighters jest w szczególności „prowadzenie wszechstronnej działalności na rzecz dzieci i dorosłych dotkniętych chorobą nowotworową, a także ich rodzin, podejmowanie działań polegających na poszerzaniu wiedzy oraz świadomości społecznej o chorobach nowotworowych i ich profilaktyce, a także podejmowanie innych działań z zakresu ochrony i promocji zdrowia”. Fundacja prowadzi też działalność gospodarczą jako działalność pomocniczą względem działalności statutowej. Jej przedmiotem jest sprzedaż detaliczna gadżetów oraz odzieży z logo fundacji. Jak czytamy w sprawozdaniu merytorycznym Fundacji, „do działalności gospodarczej zaliczyć należy również usługi promocji firm”. Chodzi o sponsoring polegający na umieszczaniu logo i danych firm oraz osób, które są fundatorami dla podopiecznych fundacji. 

Zgodnie ze statutem fundacja realizuje swoje cele – oprócz udzielania wsparcia i pomocy finansowej pacjentom onkologicznym i ich rodzinom – m.in. poprzez organizację sesji zdjęciowych, treningów pokazowych, wydarzeń, współpracę z osobami prawnymi oraz angażowanie znanych osób do realizacji i promocji działań związanych z realizacją celów statutowych. To koszyk, w którym z definicji może mieścić się na przykład charytatywna gala boksu.

Pod koniec 2025 r. na rachunku bankowym Cancer Fighters było 18,1 mln zł. Zapytaliśmy, czy środki z budżetu fundacji są przeznaczane na organizację gal Boxing Challenge oraz czy pracownicy Cancer Fighters uczestniczą w organizowaniu gal. W ubiegłym roku zespół fundacji liczył 30 osób – 10 zatrudnionych na umowie o pracę i 20 świadczących usługi na podstawie umowy cywilnoprawnej, a spółka Boxing Challenge – przypomnijmy – miała tylko jednoosobowy zarząd.

Sondaż ws. zbiórki Łatwoganga

Foto: rp.pl

Fundacja przekonuje, że po każdej gali zgłaszają się nowi partnerzy, którzy chcą ją wspierać. – Często oferują oni nie tylko pomoc finansową, ale np. w zamian za ekspozycję marki podczas gali udostępniają nam sprzęt, wykonują konkretną usługę, dostarczają catering. Dzięki takiej współpracy minimalizujemy koszty organizowanych gal. W takim zakresie możemy powiedzieć, że fundacja i jej pracownicy angażują się w przygotowanie widowiska – tłumaczy Piotr Makowski z Cancer Fighters. Jak dodaje, za organizację samej gali odpowiedzialna jest spółka Boxing Challenge. – Odpowiada za część sportową, logistykę, zaplecze techniczne wydarzenia i jego promocję, w tym m.in. sprzedaż biletów. Boxing Challenge jest częścią Cancer Fighters, więc ta współpraca przy wydarzeniu jest czymś absolutnie naturalnym – wskazuje.

Z czego wynikają jednak niskie koszty spółki, która ma za zadanie finansować organizację wydarzenia? Cancer Fighters przekazała nam, że w ubiegłym roku, koszty organizacyjne wahały się w granicach 100–120 tys. zł za galę (koszt gali z okazji 10-lecia fundacji wyniósł ok. 150 tys. zł), wliczając w to usługi realizowane w ramach umów o współpracę. Potwierdza, że umowy te zawierane były zarówno ze spółką Boxing Challenge, jak i z fundacją. – Jeśli chodzi o koszty organizacyjne gali, są one uzależnione od wsparcia naszych partnerów, liczby umów barterowych i miasta, w którym odbywa się wydarzenie. Tych czynników jest więcej – wskazuje Makowski. Zgodnie z wymogami księgowymi koszty barteru również należy uwzględniać w sprawozdaniu finansowym.

– Gdy fundacja jest właścicielem firmy lub sama prowadzi działalność gospodarczą, część etatu pracowników wykonujących zadania związane z tą działalnością powinna być zaliczona do kosztów działalności. W praktyce jednak praca ta bywa często nieuchwytna. W rezultacie może dojść do sytuacji, w której pracownicy opłacani z działalności statutowej fundacji pracują na wydarzenie, którego organizatorem jest firma. Oczywiście tak robić nie można – mówi Katarzyna Batko-Tołuć z Watchdog Polska. 

Jak dodaje, Fundacja Cancer Fighters prowadzi działalność gospodarczą, więc teoretycznie mogłaby sama organizować gale charytatywne. – Nie jest jasne, dlaczego powołana została spółka, zwłaszcza w świetle informacji, że głównym kosztem spółki jest pensja prezesa – zauważa Batko-Tołuć. 

W 2025 r. frekwencja podczas gal wyniosła średnio 500 osób. Poza sprzedanymi biletami (ok. 400) w galach uczestniczyli podopieczni fundacji z rodzinami, sponsorzy, goście specjalni, np. znani sportowcy – informuje Cancer Fighters.

Czytaj więcej

Jak nie przepalić 300 mln zł ze zbiórki Łatwoganga?

Zlecenia dla agencji PR zarządzanej przez dyrektora fundacji Cancer Fighters

Funkcję prezesa Boxing Challenge pełni Jakub Michalski. To również dyrektor zarządzający Fundacji Cancer Fighters oraz prezes i wspólnik agencji PR CloudEleven (wcześniej Biuro Komunikacja). Zarówno fundacja, jak i spółka Boxing Challenge wydają pieniądze na reklamę. Tylko w 2025 r. Cancer Fighters przeznaczyło 693,5 tys. zł na kampanię dotyczącą przekazania 1,5 proc. podatku na rzecz fundacji.

Czy to możliwe, że fundacja i jej spółka płacą agencji PR własnego dyrektora zarządzającego i prezesa? Zapytaliśmy, czy fundacja Cancer Fighters lub spółka Boxing Challenge korzystały w przeszłości lub korzystają obecnie z usług spółki Cloud Eleven/Studio Komunikacja. – Fundacja Cancer Fighters współpracowała z firmą Studio Komunikacja i Cloud Eleven w latach 2019–2026. Zakres wspomnianej współpracy obejmował przede wszystkim obsługę mediów społecznościowych oraz wsparcie przy prowadzeniu płatnych kampanii reklamowych – przekazał nam Piotr Makowski.

W 2026 r. kwota za te usługi to 89 tys. zł. W 2025 r. – 30 tys. zł. Wcześniej – od 10 do 18,4 tys. zł rocznie.

– To nieetyczne i rodzi bezpośredni konflikt interesów wynikający z kupowania usług „u siebie”. Sytuacja, w której prezes spółki należącej do fundacji zleca usługi spółce PR, której również jest prezesem, opiera się na arbitralnym założeniu, że sam zrealizuje te usługi najlepiej lub najtaniej. Tymczasem organizacja pożytku publicznego ma ustawowy obowiązek kupowania usług od osób powiązanych ze swoimi organami wyłącznie na warunkach rynkowych i konkurencyjnych. Żeby to udowodnić, fundacja powinna dysponować dokumentacją potwierdzającą rynkowość cen, na przykład porównaniem ofert z trzech innych niezależnych firm – mówi Batko-Tołuć. 

W ostatnich latach spółka Boxing Challenge zalegała z rocznymi sprawozdaniami finansowymi. Złożyła do KRS dokumenty za lata 2023–2025 r. w sierpniu tego roku, czyli po zbiórce Łatwoganga, która wzbudziła duże medialne zainteresowanie. Zapytaliśmy o powód: – Wszystkie sprawozdania finansowe zostały przygotowane zgodnie z obowiązującymi przepisami. Dokumenty zostały sporządzone w ustawowych terminach, natomiast opóźnienie dotyczyło wyłącznie procedury technicznego przekazania i rejestracji w systemie. Stąd data wprowadzenia to 2026 rok – przekazała nam Fundacja. Zwłoka w procedurze technicznej przekazania i rejestracji sprawozdań w systemie również podlega odpowiedzialności prawnej.

Czytaj więcej

Spór o niezatwierdzony lek za miliony od Łatwoganga. Mama Adasia: wiem, co czeka synka bez terapii

Wydatków fundacji Cancer Fighters pilnuje rada – charytatywnie

Fundacja z biurem we Wrocławiu jest dysponentem wszystkich pieniędzy, a to, w jaki sposób zostaną wydane, konsultuje z radą ekspercką akcji „Diss na raka”, którą sama powołała. Przewodniczy jej prof. n. med. Krzysztof Kałwak, który kieruje Kliniką Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, a wiceprzewodniczącym jest dr Aleksander Kacprzyk związany z tą samą uczelnią. Jest ekspertem w obszarze zarządzania strategicznego i finansów; na co dzień pracuje jako partner zarządzający spółki Resource Partners, inwestora private equity. Oprócz wsparcia w analizie strategicznej większych działań ma występować jako przedstawiciel rodziców i pacjentów – jako ojciec dziecka, które dwukrotnie przeszło drogę zwycięskiej walki z rakiem. Z Wrocławiem związany jest też dr Paweł Zawadzki, zastępca dyrektora ds. rozwoju w Dolnośląskim Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii we Wrocławiu.

W ośmioosobowej radzie – oprócz trzech osób związanych z Wrocławiem – reprezentowane są dwa spośród kilkunastu ośrodków onkologii dziecięcej w Polsce – Gdańsk i Białystok. W radzie zasiada też przedstawiciel, prawnik i biznesmen Michał Żukowski, a członkami honorowymi są Łatwogang i znany raper Bedoes 2115.

Fundacja Cancer Fighters podkreśla, że członkowie rady nie pobierają wynagrodzenia, a jej skład nie jest „jakąś zamkniętą grupą”. Przy omawianiu wsparcia dla konkretnego ośrodka w posiedzeniu rady będą uczestniczyć też jego przedstawiciele.

Jak na razie prace rady eksperckiej nie budzą zastrzeżeń środowiska lekarskiego. – Nie mam żadnych obaw, co do prac tego gremium. Gdyby cokolwiek w mojej opinii budziło wątpliwości dotyczące transparentności, na pewno zgłosiłabym stosowny wniosek i nie firmowałabym tego własnym nazwiskiem – mówi „Rz” członkini rady, dr hab. n. med. Ninela Irga-Jaworska z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, która reprezentuje też Polskie Towarzystwo Onkologii i Hematologii Dziecięcej (PTOiHD).

Rada ekspercka może okazać się gwarantem tego, że pieniądze ze zbiórki Łatwoganga zostaną rozdysponowane z jak największym pożytkiem dla małych pacjentów onkologicznych. Jak słyszymy od prof. n. med. Wojciecha Młynarskiego, prezesa PTOiHD, dyskutuje się o przeznaczeniu środków m.in. na rehabilitację dzieci, leczenie żywieniowe oraz dietetykę, terapie ukierunkowane oraz zapewnienie pełnego dostępu do badań molekularnych w onkologii dziecięcej. To te obszary, w których finansowanie ze środków publicznych nie jest oczywiste. – Rozważane jest także wsparcie informatyzacji ośrodków poprzez wdrożenie specjalistycznego oprogramowania do chemioterapii oraz kilka inwestycji budowlanych wspierających poprawę istniejącej infrastruktury oddziałów onkologii i hematologii dziecięcej w kraju – mówi prof. Młynarski.

Na co idą pieniądze z akcji „Diss na raka”?

Na razie fundacja zdecydowała na co przeznaczy 100 mln zł z zebranych prawie 293 mln zł. W planach jest modernizacja oddziałów onkologicznych w trzech szpitalach, która pochłonie łącznie ok 52 mln zł. Pierwszy z nich to Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 1 PUM w Szczecinie, który otrzyma 20 mln zł na remont budynku Św. Mikołaja, gdzie mieszczą się dwie kliniki dziecięce. Po milionie złotych obiecano również 17 szpitalom z onkologią dziecięcą w Polsce, a od kwietnia do września zakończyły się zbiórki na rzecz 285 pacjentów, w tym podopiecznych innych fundacji. Cancer Fighters wyłożyli na nie 26 mln zł z zebranej podczas swojej akcji kwoty. Pieniądze przekazane przez darczyńców znajdują się na rachunku bankowym fundacji. – Dzięki lokacie mamy już dodatkowy milion złotych na wsparcie dla chorych na raka dzieci – wskazuje Piotr Makowski z Cancer Fighters. W jaki sposób zamierzają wykorzystać te pieniądze? – Chcemy docierać do kolejnych pacjentów. Dziś nasze zespoły są na oddziałach we Wrocławiu, Szczecinie, Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, Olsztynie, Kielcach, Zielonej Górze. Za chwilę będziemy też w Białymstoku i dwóch kolejnych placówkach w Warszawie – wyjaśnia. Fundacja wykroiła też 2 mln zł na Program Grantowy na lata 2027-2028, w ramach którego małe organizacje pozarządowe wspierające dzieci i młodzież z chorobami onkologicznymi będą mogły ubiegać się o granty w wysokości do 70 tys. zł.