Wynik piątkowego głosowania oznacza odwrócenie decyzji Izby Gmin z ubiegłego roku. Wówczas projekt został przyjęty stosunkiem głosów 314 do 291. Później jego dalsze procedowanie w Izbie Lordów zostało zablokowane przez przeciwników, którzy zgłosili ponad 1200 poprawek.

Główną autorką projektu była posłanka Lauren Edwards. Po piątkowym głosowaniu oceniła, że parlament nie wykorzystał swojej szansy, ale zapowiedziała powrót do kwestii wspomaganego umierania. Zdaniem analityków na kolejną poważną próbę może jednak zabraknąć czasu przed następnymi wyborami parlamentarnymi, spodziewanymi w 2029 roku.

Projekt przewidywał możliwość ubiegania się o pomoc w zakończeniu życia przez osoby dorosłe w Anglii i Walii, którym lekarze dawali mniej niż sześć miesięcy życia.

Czytaj więcej

Paryż legalizuje eutanazję. Francja spojrzała śmierci w oczy

Zwolennicy ustawy: chodzi o prawo do decydowania o sobie

Zwolennicy ustawy argumentowali, że osoby znajdujące się w terminalnym stadium choroby powinny mieć możliwość samodzielnego decydowania o swoim życiu, zwłaszcza gdy cierpienie staje się nie do zniesienia.

Podkreślali również, że projekt zawierał szereg zabezpieczeń. Wniosek pacjenta musiałby zostać oceniony przez dwóch niezależnych lekarzy, a następnie przez specjalny trzyosobowy panel złożony z sędziego, pracownika socjalnego i psychiatry. Wszyscy członkowie panelu musieliby wyrazić zgodę.

Przeciwnicy ostrzegają przed presją na osoby najbardziej bezbronne

Przeciwnicy ustawy wskazywali przede wszystkim na ryzyko, że osoby starsze, niepełnosprawne lub znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej mogłyby poczuć się zobowiązane do zakończenia życia, aby nie być ciężarem dla bliskich.

Ich zdaniem proponowane mechanizmy kontroli nie dawały wystarczającej ochrony przed naciskiem otoczenia. Wielu parlamentarzystów przekonywało również, że przed wprowadzeniem takiego rozwiązania państwo powinno przede wszystkim zapewnić wszystkim pacjentom dostęp do wysokiej jakości opieki paliatywnej.

Czytaj więcej

Szkocja robi krok w stronę legalizacji eutanazji

Takie stanowisko zajęła m.in. laburzystka Ashley Dalton, która wcześniej pełniła funkcję minister zdrowia, a po zdiagnozowaniu u niej terminalnego raka piersi zrezygnowała ze stanowiska. Podczas debaty przekonywała, że dopóki każdy potrzebujący nie będzie miał dostępu do odpowiedniej opieki paliatywnej, trudno mówić o rzeczywistym wyborze.

Wielka Brytania pozostaje poza grupą państw dopuszczających wspomagane umieranie

Gdyby projekt został przyjęty, dorosły mieszkaniec Anglii lub Walii z diagnozą wskazującą na mniej niż sześć miesięcy życia mógłby wystąpić o zgodę na jego zakończenie. Ostatecznie to sam pacjent podawałby sobie śmiertelną dawkę leku. Lekarze zatwierdzaliby procedurę, ale nie wykonywaliby bezpośrednio śmiertelnego zastrzyku. Możliwość odmowy udziału przewidziano również dla lekarzy, farmaceutów i placówek opiekuńczych.

Sprawa pozostaje jednak niezwykle kontrowersyjna mimo wysokiego poparcia społecznego. Sondaże wskazują, że około trzy czwarte Brytyjczyków popiera legalizację jakiejś formy wspomaganego umierania. Przeciwko rozwiązaniu opowiedzieli się m.in. przedstawiciele Kościoła katolickiego i Kościoła Anglii. Stanowiska środowiska medycznego są podzielone.

Czytaj więcej

25-letnia Noelia Castillo nie żyje. Przez półtora roku walczyła z ojcem o prawo do eutanazji

Wielka Brytania pozostaje tym samym poza grupą państw, które dopuściły różne formy wspomaganego umierania lub eutanazji. W Europie należą do nich m.in. Austria, Belgia, Hiszpania i Holandia. W Stanach Zjednoczonych rozwiązania tego typu obowiązują w 13 stanach oraz Dystrykcie Kolumbii.

Jedną z najbardziej znanych brytyjskich zwolenniczek zmian jest 86-letnia była prezenterka Esther Rantzen, chorująca na raka. Rantzen przekonywała, że chciałaby mieć możliwość skorzystania z takiego prawa. Jak podkreślała, opóźnianie zmian sprawiło, że jest już zbyt słaba, by wyjechać do Szwajcarii, gdzie wspomagane umieranie jest legalne. Jej zdaniem możliwość zakończenia życia za granicą nie powinna być dostępna wyłącznie dla osób wystarczająco zdrowych i zamożnych, by móc tam dotrzeć.