„Rzeczpospolita”: Ze środowiska Prawa i Sprawiedliwości dobiegają coraz głośniejsze sygnały o wycofaniu kandydatury Przemysława Czarnka na premiera i uznaniu tej koncepcji za porażkę. Czy ta informacja w ogóle Pana zaskoczyła?

Krzysztof Szymański: Informacja o rezygnacji z kandydatury Przemysława Czarnka nie zaskoczyła mnie w żadnym stopniu. Od samego początku wskazywaliśmy, że jest to próba imitacji Konfederacji, wykonania gestu w stronę naszego elektoratu i pokazania się przez PiS jako zupełnie nowa formacja. Taki zabieg od początku był skazany na niepowodzenie ze względu na brak wiarygodności i autentyczności w prowadzeniu tej polityki. Przez dwie kadencje rządów Prawa i Sprawiedliwości mieliśmy okazję obserwować, w jaki sposób ta partia w rzeczywistości realizuje swoje założenia. Gdy dziś jej politycy mówią coś zupełnie odwrotnego do tego, co robili, Polacy dostrzegają, że czyny przemawiają silniej niż deklaracje.

Czytaj więcej

Klamka zapadła, PiS wymieni Przemysława Czarnka i zmieni taktykę. Widać lęk przed „jakizacją” partii

Zdawałoby się jednak, że Przemysław Czarnek to polityk o wyrazistym, prawicowym profilu. Dlaczego więc nie udało mu się odwrócić negatywnych trendów sondażowych Prawa i Sprawiedliwości?

Problem nie leży w samej osobie posła Czarnka. Nie oceniam jego indywidualnej wiarygodności, lecz wiarygodność obozu Prawa i Sprawiedliwości – formacji silnie skoncentrowanej wokół Jarosława Kaczyńskiego i zarządzanej w sposób autorytarny. Wysunięcie kogoś na twarz kampanii czy okresu prekampanijnego nie unieważnia mechanizmów funkcjonujących wewnątrz tej partii. Nawet jeśli wystawiono osobę wyrazistą i mogącą uchodzić za wiarygodną, zachodzi tu wyraźna sprzeczność między obecnym przekazem a wieloletnią praktyką rządów PiS. Powstał dysonans poznawczy, co z punktu widzenia tej partii znajduje niestety odzwierciedlenie w sondażach.

Strategia Prawa i Sprawiedliwości zakładała jednak, że wystawienie takiego kandydata powstrzyma odpływ prawicowego elektoratu w stronę Konfederacji. Dlaczego ta próba okazała się nieskuteczna?

Należy zadać pytanie, jaką w ogóle strategię miało Prawo i Sprawiedliwość na ten czas. Z mojej perspektywy PiS przyznał Konfederacji rację w kilku kluczowych obszarach politycznych z ostatniej dekady. Gdy wskazywaliśmy na błędy w polityce migracyjnej – w tym w kontekście imigracji z tzw. bliskiego kręgu kulturowego – a także w polityce zagranicznej, asertywności wobec Unii Europejskiej czy Ukrainy oraz w polityce klimatycznej, na tych tematach wyrosła Konfederacja. Jeśli nową strategią PiS miało być przyznanie nam racji i powielanie naszych postulatów, to nie mogło się udać. Partia ta nie chciała kontynuować dotychczasowej linii, przez co z jednej strony straciła wiarygodność z powodu nagłego zwrotu, z drugiej zaś swoimi wcześniejszymi działaniami udowodniła elektoratowi Konfederacji, że prowadzi politykę niezgodną z jego oczekiwaniami.

Czytaj więcej

Jest reakcja na doniesienia „Rzeczpospolitej” o wymianie przez PiS Przemysława Czarnka

Czego w takim razie zabrakło w tym przekazie? Czy twardy elektorat Konfederacji w ogóle mógłby pod wpływem zmiany narracji zwrócić się w stronę Prawa i Sprawiedliwości?

Nie należy rozpatrywać tej kwestii w kategoriach braku konkretnych elementów w przekazie. Można formułować dowolne deklaracje, lecz to konkretne działania przemawiają najsilniej. Jeżeli dana formacja utraciła wiarygodność w określonym segmencie wyborców, żadne zabiegi retoryczne ani zmiany narracyjne nie przyniosą rezultatu.

Ruszyła giełda nazwisk potencjalnych następców Przemysława Czarnka. Mówi się o Zbigniewie Boguckim oraz Tobiaszu Bocheńskim. Czy widzi Pan w szeregach Prawa i Sprawiedliwości polityka, który miałby realne szanse na odbudowanie poparcia tej partii?

Gdybym upatrywał nadziei w jakimkolwiek polityku Prawa i Sprawiedliwości czy w samej tej formacji, działałbym w jej szeregach. Takich nadziei nie mam, dlatego współtworzę Konfederację i na niej skupiam swoją uwagę. Szczerze mówiąc, w przypadku kilku polityków PiS, których skądinąd cenię, dziwi mnie kontynuowanie przez nich współpracy z PiS. Kwestia tego, czy nadają się na kandydata na premiera, to zupełnie inna sprawa – wymaga to unikalnego zestawu cech, a przymiarki do roli przywódczej to poważne wyzwanie, któremu nie każdy jest w stanie sprostać. Koncentruję się na naszym obozie. Dla mnie naturalnym kandydatem dla całego obozu polskiej prawicy jest w tym momencie Krzysztof Bosak. Myślę, że to nie jest już kontrowersyjne, a wręcz powiedziałbym nawet, że dosyć oczywiste w wielu kręgach prawicowych.

Zmiana kandydata PiS na premiera i odejście od wyrazistego kursu reprezentowanego przez Czarnka otwiera łatwiejszą drogę do potencjalnej koalicji rządowej PiS z Konfederacją po wyborach?

Proszę zauważyć, że w oczach wyborców tego rodzaju zabiegi również są niewiarygodne. Konfederacja w sposób organiczny i naturalny przedstawia swojego lidera – wszyscy wiedzą, kto nim jest, a na ten temat spekulują tylko media. Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość próbuje zmieniać koncepcje, testując kolejnych kandydatów. Wyborcy to dostrzegają i mogą czuć się takimi zabiegami oszukiwani.

Odpowiadając bezpośrednio na pytanie o koalicję: nie jestem pewien, czy powinniśmy rozmawiać o PiS-ie w kategorii przyszłego koalicjanta, gdyż nie ma gwarancji, że ugrupowanie to w ogóle wejdzie do przyszłego Sejmu. Mimo że może to brzmieć kontrowersyjnie, obserwując dynamikę wydarzeń i brak jasnej strategii tej partii, widoczny jest chaos. Działania te sprawiają wrażenie przypadkowych – od zwrotu w prawo, przez próby przechodzenia do centrum, aż po sprzeczne komunikaty w sprawach zagranicznych.

Do wyborów pozostał ponad rok. Niech PiS skupi się na tym, by w ogóle przekroczyć próg wyborczy, a dopiero potem będziemy rozmawiać o koalicjach.

Czytaj więcej

Sondaż Opinia24: PiS notuje dotkliwy spadek. Zyskuje Konfederacja i Rozwój Plus

Z sondaży przeprowadzonych po utworzeniu Stowarzyszenia Rozwój Plus przez Mateusza Morawieckiego wynika, że inicjatywa byłego premiera może odebrać PiS-owi znaczną liczbę mandatów. Tam należałoby szukać koalicjanta?

Prawicowa strona sceny politycznej przejdzie głęboką przebudowę i naturalnie wyłoni się nowy lider tego obozu. Jeszcze kilka lat temu PiS uzyskiwał ponad 40 proc. poparcia, w 2023 r. było to 30 proc., niedawno spadł do 20 proc., a dziś mówimy już o wynikach poniżej tego progu. Premia za jedność się rozmywa, dlatego wszystkie scenariusze na prawicy są obecnie możliwe. To, które podmioty ostatecznie wejdą do Sejmu i z jakiej pozycji będą ze sobą rozmawiać, jest na ten moment nie do przewidzenia. Jednym elementem łączącym pozostaje dążenie do odsunięcia rządu Donalda Tuska. Mamy do czynienia z parafrazą hasła z poprzedniej kampanii prezydenckiej: „byle nie Tusk”.