Partia urzędującego premiera Nikola Paszyniana otrzymała około połowy głosów, tym samym otrzymując większość w co najmniej 101-osobowym parlamencie (liczba ta może się zwiększyć, bo armeńskie prawo przewiduje elastyczny system podziału mandatów), co daje jej możliwość samodzielnego tworzenia rządu.

Reklama
Reklama

Już w niedzielę wieczorem, w towarzystwie tysięcy zgromadzonych w Erywaniu zwolenników, Paszynian zagrał na perkusji i zaczął świętować swoje zwycięstwo.

Zwycięski premier Nikol Paszynian stawia na zbliżenie z Unią Europejską. Obiecał Ormianom 50 mln euro z Brukseli

Rządząca Umowa Obywatelska otrzymała 49,8 proc. głosów i 61 mandatów, zdobywając władzę na kolejne pięć lat. Paszynian już zapowiedział, że stawia na dalsze zbliżenie swojego kraju z Unią Europejską i, powołując się na rozmowę z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, obiecał rodakom 50 mln euro pomocy finansowej z Brukseli oraz otwarcie unijnego rynku dla armeńskich produktów rolnych (które miałyby wjeżdżać bez cła).

Wyniki wyborów w Armenii

Wyniki wyborów w Armenii

Foto: PAP

Paszynian zaapelował też do Turcji o otwarcie granic, deklarując ze swojej strony chęć zakończenia wszelkich ciągnących się od czasu ludobójstwa Ormian przez Imperium Osmańskie sporów. Oznajmił również, że ostateczna treść umowy pokojowej z Azerbejdżanem jest już gotowa i wyraził nadzieję na jej szybkie podpisanie.

Czytaj więcej

Armenia wybrała kierunek. Exit poll daje zwycięstwo partii Paszyniana

– Naród Armenii opowiada się za pokojem, dobrobytem regionalnym oraz współpracą regionalną – mówił.

Szczególną uwagę Paszynian zwracał na największą inwestycję w kraju, którą kraj już realizuje wspólnie z Amerykanami. Chodzi o przebiegający przez południe Armenii Szlak Trumpa dla Międzynarodowego Pokoju i Dobrobytu (TRIPP), który połączy Azerbejdżan z jego eksklawą Nachiczewanem (i dalej z Turcją). Chodzi nie tylko o drogę i kolej, ale również o ropociąg i gazociąg, które w namacalnej przyszłości mogą pomóc Armenii uniezależnić się od rosyjskich surowców energetycznych.

Prorosyjska opozycja w Armenii wciąż pozostaje silna

Wybory w Armenii były dla Rosji szansą na utrzymanie kraju w swojej orbicie wpływów. Do walki z Paszynianem stanął robiący od lat interesy w Rosji miliarder Samwel Karapietian. Oficjalnie znajduje się w areszcie domowym i nie może opuszczać Armenii, bo ciążą na nim zarzuty m.in. dotyczące nawoływania do siłowego obalenia władz, prania brudnych pieniędzy i przestępstw podatkowych. Jego założona kilka miesięcy przed wyborami partia Silna Armenia została drugą siłą w parlamencie, zdobywając 23,2 proc. głosów (28 mandatów). Z danych Komitetu Antykorupcyjnego Armenii wynika, że niektórzy działacze tego ugrupowania próbowali „kupować” głosy wyborców. Z powodu takiej działalności na rzecz różnych ugrupowań w kraju zatrzymano w sumie niemal 200 osób.

Czytaj więcej

Wielka gra mocarstw o Armenię. Jak kraj zrywa z dawnym hegemonem

Na trzeciej pozycji znalazł się Blok Armenia byłego prezydenta Roberta Koczariana (niespełna 10 proc. głosów, co przekłada się na 11 mandatów), który, tak samo jak Karapietian, gorąco sympatyzuje z Rosją i opowiada się za pozostaniem we wszelkich możliwych sojuszach z Kremlem. Próg wyborczy przekroczyła też populistyczna i prorosyjska partia Kwitnąca Armenia, na czele której stoi jeden z najbogatszych ludzi w kraju, Gagik Carukian. To ostatnie ugrupowanie otrzymało 4 proc. głosów i będzie miało kilku deputowanych w parlamencie.

To jednak jeszcze nie kończy bitwy toczonej przez Moskwę o Armenię.

Armeński politolog o wyniku wyborów w Armenii: To odpowiedź na szantaż Putina

– Wynik wyborów jest odpowiedzią narodu Armenii dla Władimira Putina. W ten sposób ludzie w naszym kraju zareagowali na szantaż Kremla. Putin chciał odpowiedzi i ją otrzymał – Armenia chce iść do Europy – mówi „Rzeczpospolitej” Stepan Grigorian, czołowy armeński politolog z Erywania.

35 proc.

Taka część ormiańskiej wymiany handlowej przypada na Rosję

Szantaż Kremla w ostatnich tygodniach głównie polegał na tym, że Rosja zakazała importu szeregu towarów z Armenii (kwiatów, warzyw, owoców, wody mineralnej i niektórych napojów alkoholowych) oraz zagroziła wstrzymaniem dostaw gazu i produktów ropopochodnych po dotychczasowych ulgowych cenach. Putin wspólnie z Łukaszenką namówili przywódców Kazachstanu i Kirgizji do wystosowania wspólnego oświadczenia, w którym ostatnio domagali się przeprowadzenia w Armenii referendum, w trakcie którego Ormianie mieliby wybrać drogę, którą podążają – czy pozostaną w prorosyjskiej Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, czy zmierzają w kierunku UE. W odpowiedzi na to Paszynian (również w dniu wyborów) utrzymuje, że nie będzie stawiał rodaków przed takim wyborem, dopóki będzie to możliwe. Wcześniej jednak zawiesił udział swojego kraju w militarnym sojuszu z Rosją – Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB), wyprosił rosyjskie FSB z lotniska w Erywaniu i nie wykluczył wycofania Rosjan z granic Armenii z Turcją i Iranem. Wynik niedzielnych wyborów stawia też pod znakiem zapytania przyszłość 102. rosyjskiej bazy wojskowej w Giumri, choć rząd Paszyniana do tematu podchodzi ostrożnie i unika wszelkich deklaracji w tej sprawie.

Czytaj więcej

Więcej niż Ararat. Jak Armenia robi zwrot ku Turcji

– W parlamencie będą zasiadały jedynie rządząca partia Paszyniana i trzy prorosyjskie ugrupowania, które z pewnością będą wkładać kij w szprychy naszej integracji z UE oraz realizacji projektu TRIPP. Proeuropejskie siły pokonały pewien trudny etap, ale przed nami jest jeszcze długa i niełatwa droga – twierdzi Grigorian.

Bez wsparcia deputowanych z prorosyjskich partii Paszynian nie będzie mógł przeprowadzić zmian konstytucyjnych ważnych dla zawarcia umowy pokojowej z Azerbejdżanem, od której zależy też przyszłość stosunków ze wspierającą władze w Baku Turcją.

Jak rządy Nikoli Paszyniana zmieniły Armenię? Awans z poziomu Gabonu do poziomu Czarnogóry

Paszynian z plecakiem i w kaszkietówce w 2018 r. doszedł pieszo do władzy, pokonując ponad 100 kilometrów z Giumri do Erywania. Wówczas jego protest z nieliczną grupą przeciwko ówczesnemu prezydentowi Serżowi Sarkisjanowi, który próbował zabetonować wokół siebie władzę, przerodził się w wielotysięczne manifestacje. Według Banku Światowego dochód na mieszkańca Armenii, uwzględniający realną siłę nabywczą walut, był tam na poziomie Egiptu czy Gabonu.

W ciągu zaledwie sześciu lat (wynika z danych MFW z 2025 r.) kraj znacząco poprawił swoją sytuację, wyprzedzając Albanię czy Bośnię i Hercegowinę oraz zbliżając się do poziomu Czarnogóry. To za sprawą reform rządu Paszyniana, który postawił na walkę z korupcją, uszczelnienie systemu podatkowego czy ograniczenie wpływów oligarchów.

Czytaj więcej

Policzek dla Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenki. Wołodymyr Zełenski w Armenii

Gospodarczo kraj wciąż jednak pozostaje w dużej zależności od rynku rosyjskiego, ponieważ ponad 35 proc. całej wymiany handlowej (wartej ponad 6 mld dol.) przypada na Rosję. To rosyjskie korporacje zarządzają dzisiaj w Armenii kolejami, gazociągami, a do niedawna również kontrolowały sieci elektryczne. Te ostatnie należały do firmy Karapietiana, ale w ubiegłym roku rząd uruchomił procedurę nacjonalizacji. Drugim największym partnerem handlowym Armenii są Chiny (12 proc.), a dopiero trzecią pozycję zajmuje UE (11 proc.), rywalizująca pod tym względem z ZEA.