„Nie należy traktować tego zgromadzenia jako jakiejś manifestacji, marszu, na które tracicie czas i pieniądze, lecz jako test na realizm polityczny i zrozumienie powagi sytuacji” – napisał w mediach społecznościowych Krzysztof Tołwiński, lider partii Front. Wezwał on swoich zwolenników, by stawili się 9 maja na Cmentarzu‑Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich, by „odciąć się od zbiorowego szaleństwa polskiej polityki”.
Czytaj więcej
Podczas próby złożenia kwiatów na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich ambasador Rosji w Polsce został oblany czerwona farbą - informuje Onet.
Tego dnia przypada obchodzony w Rosji Dzień Zwycięstwa, upamiętniający pokonanie hitlerowskich Niemiec w II wojnie światowej. Od czasu rozpoczęcia agresji Rosji na Ukrainę dochodzi na cmentarzu do incydentów z udziałem ambasadora Rosji, usiłującego złożyć wiązankę. Tołwiński nie ukrywa, że jego celem jest – jak mówi „Rzeczpospolitej” – „niedopuszczenie do ekscesów dziczy”. Czyli, innymi słowy, pomoc ambasadorowi Rosji.
Krzysztof Tołwiński, były wiceminister w rządzie PiS, były poseł tej partii. Był też związany z PSL, Kukiz'15 i Konfederacją
Tołwiński jest byłym wiceministrem skarbu w rządzie PiS. Funkcję tę pełnił w 2007 r. Trzy lata później został posłem PiS w miejsce Krzysztofa Putry, który zginął w katastrofie smoleńskiej. W 2011 r. opuścił ławy poselskie, do których nigdy nie udało mu się wrócić mimo wielu prób. Choć na szczyt kariery wszedł jako polityk PiS, był w swoim życiu związany z długą listą formacji, m.in. z PSL, Kukiz’15 i Konfederacją.
Czytaj więcej
Były wiceminister w rządzie Jarosława Kaczyńskiego zarejestrował formację, która twierdzi, że musimy „oprzeć gwarancje bezpieczeństwa o przyjazną p...
W 2023 roku Tołwiński zarejestrował prorosyjską i probiałoruską partię Front i w tym samym roku po raz pierwszy pojawił się 9 maja na Cmentarzu‑Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich. Od tamtego czasu jest tam co roku.
W mauzoleum przy ul. Żwirki i Wigury obchody Dnia Zwycięstwa mają gwałtowny przebieg od czasu rozpoczęcia agresji Rosji na Ukrainę. W 2022 r. na ówczesnego ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa czekało kilkuset protestujących, trzymających m.in. ukraińskie flagi i transparenty z napisami „jesteście twarzą nazizmu”. Na Andriejewa, idącego w stronę pomnika, chluśnięto czerwoną farbą, do czego przyznała się ukraińska dziennikarka. Wiązanki nie udało mu się złożyć, podobnie jak rok później. Wówczas przed cmentarzem trwała antywojenna demonstracja, w ramach której rozstawiono makiety symbolizujące zbombardowane budynki w ukraińskich miastach, a z głośników leciał dźwięk syreny alarmowej i odgłosy bombardowania.
W 2023 r. Tołwiński zwrócił się do Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie z wnioskiem o zapewnienie bezpieczeństwa na cmentarzu. Rok później zarejestrował zgromadzenie publiczne w rejonie mauzoleum i tym razem ambasador wiązankę złożył bez przeszkód. Zdaniem ludzi Tołwińskiego było to ich „zasługą”. W reportażu „Polskie matrioszki”, który w 2024 r. wyemitował Polsat News, jeden z działaczy partii Front przechwalał się, mówiąc: „nasza służba porządkowa zrobiła przejście dla ambasadora, żeby mógł sobie złożyć”. Dodawał, że dzięki partii Front ambasador dotarł „z wieńcem pod pomnik”.
Rok później warszawski ratusz odmówił Tołwińskiemu rejestracji zgromadzenia, twierdząc, że teren i miejsce pokrywają się z innym zgromadzeniem, zgłoszonym wcześniej przez Komitet Obrony Demokracji. Zgromadzenie udało się jednak zarejestrować fundacji zaprzyjaźnionej z Tołwińskim. Również doszło do przepychanek na cmentarzu. Na miejscu trwał protest antywojenny, jednak ambasadorowi udało się dotrzeć z wiązanką pod pomnik.
Kto formalnie zarejestrował zgromadzenie w tym roku? W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Tołwiński twierdzi, że zrobiła to jego partia. Czy celem jest ochrona ambasadora Rosji? Na to pytanie Tołwiński nie odpowiada wprost. Zauważa, że protestujący co roku w mauzoleum łamią prawo, bo ustawa o grobach i cmentarzach wojennych przewiduje karę aresztu i grzywny dla osób, które „zachowują się w sposób nielicujący z powagą miejsca”.
– W momencie, gdy państwo polskie niedomaga i doprowadza do ekscesów dziczy, moim obowiązkiem było zająć się godnością, honorem Polaków – mówi nam. Dodaje, że nie jest pewne, czy rosyjski ambasador pojawi się w ogóle w tym roku 9 maja na cmentarzu, bo ambasada Rosji oficjalne obchody zaplanowała dwa dni wcześniej. Jednak to nie pierwszy raz, gdy Tołwiński wyciąga pomocną dłoń w stronę Rosji i Białorusi.
Krzysztof Tołwiński regularnie podejmuje działania, utrzymane w duchu białoruskiej propagandy
O działalności kontrowersyjnego polityka pisaliśmy już w „Rzeczpospolitej” wielokrotnie. Po raz ostatni robiliśmy to w styczniu, gdy relacjonowaliśmy wizytę Tołwińskiego w mińskiej siedzibie Liberalno‑Demokratycznej Partii Białorusi. Siedząc u boku przewodniczącego ugrupowania Olega Gajdukiewicza, zarzucił Polsce… finansowanie terroryzmu. – To jest poważny problem utrzymywania przez państwo polskie ośrodka antybiałoruskiego za polskie podatki i na zasobach Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej, czym oni się szczycą. Ale to, co najgroźniejsze dla nas, szczególnie Polaków, to jest to, że jest to ośrodek terrorystyczny – oświadczył.
Tołwiński mówił o Fundacji Białoruski Dom, działającej na warszawskiej Saskiej Kępie. – W mojej ocenie pan Tołwiński leje wodę na młyn dyktatora. Putin z Łukaszenką zawsze grali na eskalację napięć w polskim społeczeństwie, by zdestabilizować sytuację polityczną, np. podsycając niechęć do Ukraińców, Białorusinów czy Żydów. I w tej grze ewidentnie uczestniczy Tołwiński – komentował dla „Rzeczpospolitej” Aleś Zarembiuk, prezes Fundacji Białoruski Dom. Tłumaczył, że nie jest prawdą, iż fundacja jest opłacana przez polski rząd, bo utrzymywana jest z grantów i darowizn, oraz oczywiście nie zajmuje się terroryzmem. Jak wyjaśniał, „przede wszystkim zajmujemy się pomocą osobom, które uciekają przed represjami ze strony reżimu Łukaszenki”.
Wizyta Tołwińskiego w siedzibie Liberalno‑Demokratycznej Partii Białorusi nie była przypadkiem, bo w 2024 r. partia Front podpisała z nią formalne porozumienie. Zaś przed rokiem Tołwiński był obserwatorem nieuznawanych przez Zachód wyborów prezydenckich na Białorusi. W ich trakcie udzielił licznych wywiadów dla reżimowych białoruskich mediów, w których zachwalał procesy na Białorusi, jako rzekomo „bardziej przypominające demokrację i rozwój kraju niż to, co obecnie dzieje się w Polsce czy Europie”.
Czytaj więcej
Dwaj politycy, którzy przed kilkunastu laty zasiadali w ławach przy Wiejskiej, udali się z misją obserwacyjną na Białoruś i odbyli tournée po reżim...
Co kieruje Tołwińskim? On sam często mówi, że jest to „polityczny realizm” i chęć „znormalizowania stosunków z największym sąsiadem”. Inną teorię ma Rafał Gaweł z fundacji Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Jego zdaniem powiązania z Rosją i Białorusią zaspokajają „polityczne ego Tołwińskiego”.
– Regularnie jeździ na Białoruś, gdzie przyjmowany jest przez przedstawicieli reżimu. Jego spotkania wyglądają niemal jak wizyty oficjalne i są relacjonowane w białoruskich mediach. To jest śmietanka, którą spija Tołwiński, bo nie da się mu udowodnić związków finansowych z Rosją czy Białorusią – mówi Gaweł. – Mamy też teorię, że istnieją środowiska polityczne w Polsce, które ustawiają się pod spodziewane przez nie wkroczenie wojsk rosyjskich. Liczą, że gdy to nastąpi, zajmą eksponowane stanowiska. To oczywiście tylko hipoteza, jednak potwierdzałyby ją liczne wypowiedzi niektórych osób z tych środowisk – dodaje.
To dla mnie zaszczyt i prezent polityczny
Fundacja Rafała Gawła doprowadziła w ostatnich tygodniach do skazania Tołwińskiego przez Sąd Rejonowy w Białymstoku za wypowiedzi na temat Ukraińców. W akcie oskarżenia zawarto takie cytaty z Tołwińskiego jak: „banderowska hołota, prymitywy, których jedynym celem jest niszczenie naszej kultury i porządku!” czy „musimy się ich pozbyć, zanim ta ukraińska zaraza całkowicie zainfekuje nasze społeczeństwo!”.
Były wiceminister usłyszał za to karę pięciu miesięcy pozbawienia wolności. Wyrok jest nieprawomocny, a Tołwiński nazywa go „prezentem politycznym”. – To dla mnie zaszczyt, że zostałem skazany za wypowiedzi z 2022 r., gdy występowałem w imieniu zwykłych Ukraińców, wciągniętych w bratobójczą wojnę z Rosjanami – komentuje dla nas Tołwiński.