W ubiegłym roku Andriejew podczas składania kwiatów pod pomnikiem na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich w Warszawie został oblany czerwoną farbą. Wówczas na ambasadora czekało kilkaset osób, które w rękach trzymały ukraińskie flagi i transparenty z napisami m.in. „Putin jest zbrodniarzem wojennym”, „jesteście twarzą nazizmu”.
Czytaj więcej
Do oblania farbą ambasadora Rosji w Polsce przyznała się ukraińska dziennikarka. Jednak ani ona, ani nikt inny nie został zatrzymany.
Również we wtorek od rana przed cmentarzem trwała antywojenna demonstracja. Na miejscu rozstawiono makiety, które symbolizowały zbombardowane budynki w ukraińskich miastach - Irpieniu, Buczy, Mariupolu i Bachmucie.
Uczestnicy protesty przynieśli ze sobą głośnik, który puszczał dźwięk syreny alarmowej i odgłosy bombardowania.
Andriejew po przybyciu przed bramę nie został dopuszczony na teren cmentarza. Po krótkiej rozmowie z dziennikarzami odjechał z miejsca samochodem.
- Jak państwo widzą, jesteśmy w obliczu oczywistego zakłócenia porządku publicznego. Niestety po raz drugi już, jak w zeszłym roku, nie potrafiliśmy złożyć wieńca przy pomniku żołnierzy wyzwolicieli radzieckich poległych tutaj w walce z faszyzmem. Ale to w żaden sposób nas nie denerwuje - mówił ambasador.
Instalacja przy Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie