Czy sytuacja w PiS grozi już naprawdę rozłamem, czy to po prostu kolejna odsłona wewnętrznej wojny w partii Jarosława Kaczyńskiego? Media zalewają informacje o kolejnych „pilnych naradach”, groźbach, które miały padać za zamkniętymi drzwiami i niepotwierdzonych plotkach. Na razie pewne jest, że były premier Mateusz Morawiecki buduje własne stowarzyszenie Rozwój Plus, które ma walczyć o głosy centrowych wyborców. Jest w nim kilkadziesiąt osób, w tym kluczowe postacie jego zaplecza z Parlamentu Europejskiego i z Sejmu. Co ciekawe, w stowarzyszeniu Morawieckiego – co sam potwierdził w Radiu Kraków – jest też Ryszard Terlecki, w poprzedniej kadencji wpływowy szef klubu PiS, jeden z bliskich współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. – W kierownictwie partii przewagę mają zwolennicy pójścia na prawo. Ja zawsze byłem zaliczany do jastrzębi, ale trzeba pamiętać o wyborcach, dla których najważniejszy jest dobry i sprawny rząd – mówił w radiu Terlecki. Jego pojawienie się w drużynie Morawieckiego dobrze ilustruje napięcie w samym PiS.
W tym tygodniu odbyła się też jedna runda rozmów w ramach tzw. szerokiego PKP, czyli grupy kilkunastu najważniejszych ludzi w PiS. Takie spotkania odbywają się raz na kilka tygodni. Jak wygląda dziś, w czwartek 16 kwietnia, sytuacja w PiS?
1. Kaczyński nie chce rozłamu. Prezes PiS wielokrotnie zarówno publicznie, jak i prywatnie, mówił i przekonywał, że nie chce rozłamu w partii. Nastroje tonował również w tym tygodniu na spotkaniu PKP. I nie tylko. Na przykład, jeszcze w styczniu tego roku przed chorobą i hospitalizacją, na zamkniętym spotkaniu klubu PiS nie tylko wykluczał koalicję z Grzegorzem Braunem, ale i mówił o partii jako „dużym namiocie” z różnymi skrzydłami, czyli zgodnie z podejściem Mateusza Morawieckiego.
Po długich debatach wewnętrznych Kaczyński zdecydował też, że dla dobra partii musi namaścić kogoś na kandydata na premiera i postawił na Przemysława Czarnka. Szef PiS uznał, że tylko mobilizacja wokół jednej osoby da jego partii szanse na konsolidację wewnętrzną, ożywi struktury oraz pokaże PiS jako partię nadającą ton na prawicy. To miał być i ma być podstawowy efekt Czarnka.
Zgodnie z naszymi informacjami Kaczyński będzie kontynuował próby tonowania nastroju i zabezpieczenia PiS przed realnym rozłamem tak długo, jak to będzie tylko możliwe. Czy mu się to uda – to już zupełnie inna kwestia. Również ze względu na to, że tego typu spory, zwłaszcza w dzisiejszych warunkach wojny algorytmicznej prowadzonej w internecie, mają własną dynamikę i logikę, którą trudno kontrolować. Nakłada się na to chaos komunikacyjny i problemy z wypowiedziami samego Kaczyńskiego, co doskonale ilustruje ostatnia sytuacja, gdy powtórzył fake news dotyczącego pieczenia psów przez nowego premiera Węgier.
Czytaj więcej
Péter Magyar, zwycięzca wyborów parlamentarnych na Węgrzech, nie zjadł psa. Za to PiS odwraca kota ogonem.
2. Dlaczego Morawiecki powołał do życia stowarzyszenie? Politycy związani z byłym premierem Mateuszem Morawieckim przekonują w rozmowach z „Rzeczpospolitą”, że pomysł budowania przez nich własnego stowarzyszenia to reakcja na trwającą od wielu miesięcy marginalizację Morawieckiego i jego ludzi we władzach PiS. Ich zdaniem miało to miejsce zarówno na wspomnianym wcześniej komitecie PKP czy tzw. komitecie wykonawczym. Jednym z katalizatorów budowy stowarzyszenia miała być sytuacja wokół prac programowych PiS przed konwencją w Katowicach, gdzie Morawiecki i jego ludzie mieli poczucie, że zostali „wycięci” z prac.
Morawiecki oczywiście działał na własną rękę i przedstawia kolejne propozycje, które znalazły się w takich projektach jak „Powered by Poland” czy „Polska jednej prędkości”. Jednocześnie odbywa spotkania w całej Polsce – kolejne ma się odbyć w Toruniu, w sobotę 18 kwietnia, gdzie pojawi się razem z zawieszonym w klubie PiS posłem Krzysztofem Szczuckim.
Kaczyński, w trakcie prezentacji Czarnka jako kandydata na premiera, zapewnił, że program PiS ma w praktyce zostać przygotowany zarówno przez profesora Glińskiego, jak i Mateusza Morawieckiego. Ludzie byłego premiera nie do końca wierzą tej deklaracji i obawiają się, że zostaną zmarginalizowani przy układaniu list wyborczych w przyszłym roku.
Przykładem tej marginalizacji jest ich zdaniem wskazanie przez Kaczyńskiego Czarnka, uznawanego za przedstawiciela frakcji tzw. „maślarzy”. Nowe stowarzyszenie Morawieckiego jest opisywane przez nich samych jako próba budowania przeciwwagi dla „maślarzy” w samym PiS.
W czwartek 16 kwietnia na konferencji prasowej, dotyczącej wpłat na PiS, za Kaczyńskim stanął zarówno Czarnek, jak i Morawiecki – ale to tematu oczywiście nie kończy.
3. Maślarze i logika eliminacji Morawieckiego. Jakie zastrzeżenia mają przeciwnicy Morawieckiego do byłego premiera? Po pierwsze, Morawiecki przez brak wiarygodności swoich decyzji z lat, gdy był premierem, uniemożliwił PiS budowanie się jako wiarygodnej siły na prawicy. Wypominają mu Zielony Ład, relacje z Unią Europejską, ale też politykę covidową i podatkową. Przekonują też, że Morawiecki ma wiele możliwości wdrażania swoich pomysłów poprzez inicjatywy programowe. Ale ich zdaniem żadnego politycznego centrum już nie ma, więc nie ma sensu o nie walczyć.
W tle są co najmniej dwa zjawiska. Po pierwsze, próba zdobycia pozycji, gdyby prawica rzeczywiście przejęła władzę w 2027 r., a nowy rząd będzie tworzył PiS razem z Konfederacją. W tej rozgrywce Morawiecki i jego ludzie też mają być zmarginalizowani. O żadnych ważniejszych stanowiskach dla nich, a tym bardziej o stanowisku premiera dla Morawieckiego, nie ma być w tej wizji mowy. Po drugie, ta rozgrywka jest elementem walki o potencjalną schedę po Kaczyńskim. Dodatkowo, sytuacje wewnątrz podsycają informacje o rzekomych konszachtach Morawieckiego z grupami spoza PiS, a zwłaszcza z Koalicją Obywatelską i samym Tuskiem (wątek z TV Republika rezonujący w PiS). Morawiecki sam zaś dosyć ostentacyjnie debatował niedawno w Jasionce z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, wicepremierem i szefem PSL. Zdaniem „maślarzy” ma to działać na niekorzyść PiS, a Morawiecki gra na siebie i szkodzi kampanii Czarnka. (...) „W skrócie projekt Czarnek działa, a przecież nawet się jeszcze nie zdążył rozkręcić. Są jednak ludzie, którzy chcą, aby się nie powiódł i aby znów partia była zmuszona do rozmawiania o sprawach wewnętrznych, a nie o zewnętrznej ofensywie” – napisał niedawno na X Patryk Jaki.
4. Grupy w PiS są co najmniej cztery, a nie tylko dwie. Ze względu na wygodną logikę polaryzacji, media opisują sytuację w PiS zgodnie z logiką „maślarze kontra harcerze”. Tymczasem tych grup jest zdecydowanie więcej. Jedną z nich na pewno jest stronnictwo samego Kaczyńskiego do którego należą m.in. Mariusz Błaszczak czy technokraci z Nowogrodzkiej, a inną tak zwana milcząca większość, czyli zdecydowana większość polityków, posłów klubu PiS oraz samorządowców, którzy nie są zaangażowani w wojnę i patrzą na nią z rosnącą konsternacją. Towarzyszą temu obawy o stabilność partii przed realną częścią kampanii wyborczej. Jednocześnie politycy PiS z tylnych szeregów sami muszą martwić się o swoją przyszłość – o to, że nie wejdą do Sejmu w 2027 r., jeśli wyniki partii Kaczyńskiego będą oscylować w granicach 24-25 proc. To nakręca ruch odśrodkowy niemal na równi z wojną Morawieckiego z „maślarzami”.
5. Cztery wskaźniki na najbliższe miesiące. Pierwszym z nich jest widoczność efektu Czarnka zarówno w sondażach, jak i w strukturach, czyli to, na ile kampania wokół Czarnka zdoła realnie zatrzymać sondażowe krwawienie PiS, ewentualnie pozwoli zdobyć jakiś nowy elektorat lub odzyskać elektorat prawicowy. Badania Łukasza Pawłowskiego, szefa pracowni badawczej OGB wskazywały niedawno, że Czarnek rzeczywiście dał PiS niewielką konsolidację elektoratu prawicowego – ale na tyle zauważalną, by było to istotne psychologicznie i politycznie.
Jeśli istnienie sondażowego efektu Czarnka się potwierdzi np. do września 2026, to wzmocni nie tylko „maślarzy”, ale będzie osłabiało też pozycję Morawieckiego. Drugim benchmarkiem będzie dalsza dynamika wokół stowarzyszenia Morawieckiego – to, kto będzie się do niego przyłączał, a kto będzie się trzymał z daleka. Po trzecie, pytanie o realne prace programowe i o to, czy w programie PiS za kilka miesięcy znajdzie się miejsce na propozycje zarówno Morawieckiego, jak i Czarnka. Ostatecznym wskaźnikiem sytuacji będzie skład list wyborczych w 2027 r. Ale o tym dowiemy się najwcześniej w lipcu przyszłego roku.
Czytaj więcej
Kolejna runda frakcyjnego starcia rozgrzewa PiS. Ale to dalej walka na polu Jarosława Kaczyńskiego. Prawdziwy problem prezesa zacznie się dopiero...
6. Czy namiot PiS pomieści wiele różnych frakcji? W PiS zawsze były grupy i skrzydła. Najbardziej oczywistymi były niegdyś środowiska Ziobry oraz Jarosława Gowina. To prowadziło do licznych i wieloletnich wewnątrzpartyjnych wojen. Pytanie jednak, czy w warunkach tzw. wojny algorytmicznej, w której liczą się zasięgi w mediach społecznościowych, PiS utrzyma się jako partia tzw. dużego namiotu. I to ważniejsze pytanie, niż wynik kolejnej „pilnej narady” na Nowogrodzkiej.