Donald Trump, podczas debaty z Kamalą Harris, opowiadał o imigrantach w Springfield (stan Ohio), którzy mają zjadać należące do Amerykanów psy i koty. Jarosław Kaczyński poszedł w jego ślady, komentując wynik wyborów parlamentarnych na Węgrzech, które wygrała Tisza. Zapytany o zdanie na sejmowym korytarzu powiedział, że jej lider – Péter Magyar, „upiekł szczenię”. Po czym upierał się, że „to możliwe”. Jest tak cyniczny, czy naprawdę w to wierzy?

Reklama
Reklama

Beata Szydło: „Ktoś zawalił”. Była premier ma pretensje do współpracowników Jarosława Kaczyńskiego

Péter Magyar nie zjadł psa. Za to Rafał Bochenek odwrócił kota ogonem. Rzecznik PiS na platformie społecznościowej X napisał, że „prezes opierał się na informacjach, które od wielu dni były kolportowane przez media”. A „w natłoku licznych kontrowersyjnych materiałów przedstawiających sytuacje z udziałem kandydata popieranego przez Tuska, akurat ta jedna okazała się nieprawdziwa”. Choć nie podał przykładów, podsumował: „Dobrze byłoby, aby także inne były wymyślone, a niestety nie są. Charakterystyczne, że te zachowania i wypowiedzi Tuskowi nie przeszkadzają”. 

„Ktoś zawalił” – powiedziała Beata Szydło w Radiu Zet. Ale nie Tusk i media, a – kontynuowała była premier – „współpracownicy” Jarosława Kaczyńskiego. Wypadek przy pracy? Nic podobnego. To stała tendencja.

PiS się skończył. Jarosław Kaczyński nie jest już liderem diagnozy społecznej

„Przegrana Orbána na Węgrzech to oczywiście większe ryzyko zamieniania UE w niemiecki kołchoz. Nic dziwnego, że cieszą się z tego Tusk i komuch Czarzasty. Ale czy cieszą się Polacy, czy chcą wylądować w niemieckim landzie, w postaci parobków?”. Sztuczna inteligencja? Prawicowy publicysta?  Ależ skąd. Autorem opublikowanej w serwisie X „analizy” jest Piotr Gliński. Profesor socjologii, dodajmy. Teraz widać wyraźnie: PiS nie tylko się zgubił, jest w panice. 

Kiedy liderzy polityczni funkcjonują w bańkach, mają problem. Jarosław Kaczyński znalazł się w takiej, gdzie kolportuje się kłamstwo o tym, że nowy premier na Węgrzech upiekł szczeniaka w mikrofali. 

Prezes PiS i jego formacja nie miały sobie równych, jeśli chodzi o diagnozę społeczną – najpierw wygrywając wybory prezydenckie, następnie parlamentarne i utrzymując się przy władzy przez osiem lat. Ale z władcami bywa również tak, że sami się obalają. Czy zwycięstwo Karola Nawrockiego było „ostatnim tańcem” lidera PiS?  Nie to, żeby w diagnozie społecznej wyspecjalizowała się KO. W każdym razie PiS z 2015 r. już nie ma. A czy na pewno „życie nie lubi próżni”, czas pokaże. Żeby tylko psy nie zeszły na opowiadających bzdury polityków.