Debata Morawiecki–Kosiniak, która odbyła się w Jasionce — czy to jest testowanie nowej konfiguracji sceny politycznej, jakiegoś nowego aliansu? Czy raczej granie na lewar wobec Tuska i Kaczyńskiego po obydwu stronach?
Myślę, że jedno i drugie. Dostrzegam tu trzy ciekawe rzeczy.
Po pierwsze, widać, że coś ważnego – czego nie dostrzegamy z zewnątrz – dzieje się w kuluarach polskiej polityki. Ciekawa jest tu rola organizatora tej debaty, Artura Balasza, polityka, który już niejeden scenariusz po prawej stronie próbował realizować.
Po drugie, to, co skłoniło i jednego i drugiego premiera do dość ryzykownej z ich punktu widzenia decyzji o wspólnym wystąpieniu, to fakt, że obydwaj próbują się dziś upodmiotawiać. Premier Morawiecki walczy za wszelką cenę o podmiotowość w PiS-ie wobec Przemysława Czarnka, po to, żeby w momencie podejmowania decyzji o wejściu w kampanię wyborczą mieć w miarę silną pozycję przetargową. Władysław Kosiniak-Kamysz też rozpoczął akcję upodmiotowienia się w ramach koalicji rządzącej – kontynuując prezydencki SAFE, prowadząc różne działania w polityce historycznej, choćby ostatnie wydarzenie dotyczące utworzenia Muzeum Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej z prezydentem Chełma, Jakubem Banaszkiem. Mówiąc krótko, jeden i drugi próbują budować się i odróżniać w swoich politycznych galaktykach. Obydwaj chcą zasiąść przy świątecznym stole rodaków z opowieścią o polityce twardej i skutecznej, ale zarazem merytorycznej i propaństwowej, na tle korowodu i rytualnej wojny PiS i KO.
A co z tym nowym układem politycznym?
To trzecie i chyba najważniejsze. To jest rzeczywiście – moim zdaniem – początek testowania różnych nowych potencjalnych politycznych układów i nowej geometrii sceny politycznej. To testowanie będzie pewnie trwało do jesieni. Chodzi o to, żeby decyzje dotyczące startu w wyborach były podjęte nie na podstawie intuicji czy spekulacji, ale konkretnych przekonań wyborców, które sprawdza się przy pomocy tego typu nieszablonowych wydarzeń, jak dzisiejsze.
Czytaj więcej
W Jasionce k. Rzeszowa wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz bierze udział w debacie „Bezpieczna Polska”, organizowanej...
Kto ma, pana zdaniem, trudniejszą sytuację w swoich obozach — Morawiecki w PiS-ie czy Kosiniak-Kamysz w koalicji rządzącej z Tuskiem?
W obydwu przypadkach jest kapitał polityczny, ale żeby ten kapitał zamienić na walutę realnego politycznego poparcia, potrzebna jest odwaga, a nawet ryzyko. Potrzebny jest pewien rodzaj konfrontacji ze swoim politycznym patronem – w przypadku Władysława Kosiniaka-Kamysza to premier Tusk, w przypadku Mateusza Morawieckiego to prezes Kaczyński.
Myślę jednak, że w lepszej sytuacji jest prezes Kosiniak-Kamysz, dlatego że elektorat, do którego próbuje się on zwrócić – istnieje. To są jego wyborcy z 2023 r. Natomiast czy istnieje elektorat Prawa i Sprawiedliwości, który byłby gotowy pójść za potencjalnym secesjonistą PiS-u, gdyby jego były premier z partii się wycofał, lub startował równolegle – tego nie wiemy. I prawdę mówiąc, trudno sobie to w tej chwili wyobrazić. W tym sensie nieco mocniejsze karty ma jednak prezes Kosiniak-Kamysz. Choć być może najsilniejsze karty mieliby wspólnie, gdyby kiedyś połączyli swe siły. Wspólny mianownik to fraza, która wisiała nad dzisiejszą debatą.
Trzecim graczem w tym pokoju, którego nie było na scenie, ale który był obecny, jest Konfederacja. Estera Flieger pisała w „Rzeczpospolitej”, że Konfederacja staje się nowym centrum zbierającym głos niemetropolitarny. Czy Kosiniak ma tam jeszcze wstęp?
Istotną osią naszej polaryzacji politycznej staje się bariera wieku. Konfederacja walczy o wyborcę młodego, dynamicznego, wolnorynkowego i przy okazji konserwatywnego. Natomiast PSL kieruje się do wyborców 50+, oferując im szeroko rozumiane bezpieczeństwo. To jest melodia, której chcą starsi wyborcy, i w tym sensie chyba nie ma bezpośredniej konkurencji między PSL-em a Konfederacją.
Żyjemy w świecie wielkiego przyspieszenia, o czym mówił dziś sam Kosiniak-Kamysz na tle wypowiedzi Trumpa o NATO — że polityka stała się jednodniowa. Jak z tego punktu widzenia wygląda walka o to trzecie pole? To wymaga jakiejś nowej konsekwencji. Dziś jest ta debata, jutro będzie coś innego.
Myślę, że ci politycy muszą myśleć w perspektywie maratonu. Do wyborów jest prawdopodobnie jeszcze półtora roku – a to jest wieczność w perspektywie polityki jednodniowej. Przewinie się przez polską politykę jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt różnych burz. I w tym sensie najważniejsze jest budowanie wiarygodności, wrażenia sprawności – tego, że jest się skutecznym, a zarazem jest się kimś, kto tożsamościowo mnie reprezentuje.
To się chyba trochę udaje liderowi ludowców, który jest dużo bardziej popularny niż jego partia. W tej chwili zaczyna się sondowanie różnych scenariuszy, różnych możliwości, ale nikt jeszcze nie podjął konkretnych decyzji.
Czytaj więcej
Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz odniósł się do informacji o chęci pozyskania przez Stany Zjednoczone baterii Patriot, która jes...
Ja uważam, że nie będzie jednego tematu kampanii, ponieważ nie ma już wspólnej przestrzeni publicznej. Rozdzieliła się nie tylko scena polityczna, ale też sfera publiczna. Każdy musi bić się w swoich segmentach.
Z drugiej strony pewnie będzie nieustanne szukanie wielkich kwantyfikatorów, które połączą te różne puzzle, czy kawałki kryształu, na które rozpada się nasza debata publiczna. I powiedziałbym, że przynajmniej tak to dzisiaj wygląda – dyskusja o Unii Europejskiej, o różnych formach i sposobach w niej udziału, a także sposobach jej krytykowania, mogłaby być takim wspólnym mianownikiem, łączącym te różne kryształki naszej politycznej debaty.
W tę stronę ewidentnie próbuje zmierzać koalicja, a PiS popełnia tu chyba błąd, rejterując z merytorycznej krytyki Unii, w kierunku krytyki totalnej, ocierającej się o parodię. I to otwiera miejsce PSL-owi. Dzisiaj są dwa możliwe sposoby bycia konserwatystą w Unii Europejskiej – mówiąc z grubsza, model Orbána i model Meloni. Ten, kto na polskiej prawicy będzie proponował formułę Giorgii Meloni, czyli aktywny konserwatyzm w centrum Unii Europejskiej, może sporo wygrać. To jest właśnie szansa i dla ludowców, i być może dla Mateusza Morawieckiego. A być może przestrzeń na ich współpracę.